eArt.cba.pl

Witam na mojej stronie domowej. Krótką notkę na mój
temat znajdziesz tu dookola
mnielub na stronie fotoWelcome
page - other languages witam
Wojny transhumanistów

-opowiadanie
Pewnego
dnia Wielkie Psy i Tłuste Koty po raz kolejny dogadały się ze
sobą. Zawsze tak robią kiedy czują że potrzebują wspólnie
działać. Pływające jak zwykle pod wodą, i nie lubiące
niepotrzebnego rozgłosu Grube Ryby, nie miały nie miały nic
przeciw temu. Mało tego, uważały że mogą na tym zarobić jeszcze
trochę więcej. Powiem krótko. Zbudowali metro z Krakowa do
Katowic, a następnie zrobili drugą nitkę biegnąca z Krakowa aż
do centrum Warszawy. Potem nitki podziemnej kolejki miejskiej poszły
jeszcze dalej. Podziemna kolej dochodziła aż do Zakopanego na
południu, a Trójmiasta i Sopotu na północy. I Szczecina na
północnym wschodzie Mogłeś więc podjechać metrem nie wysiadając
po drodze ani razu, na przykład na małą wycieczkę w góry lub nad
morze, by leżąc wygodnie na plaży powdychać trochę morskiego
powietrza, delektując się przychodzącymi od morza zapachami, no i
oczywiście jodu. Mogłeś też wyskoczyć potem, kiedy leżnie na
piaszczystej plaży znudziło wam się, na zakupy razem z żoną i
dziećmi, do wielkich magazynów handlowych urządzonych w ogromnych
halach dawnych kopalń. Do tych ogromnych centrów przyjeżdżali na
zakupy całymi rodzinami ludzie z Europy a nawet z Azji.Tam
kretowisko miast było największe, a przekopane podziemne tunele
dochodziły z Katowic aż do Frydka, Opawy i Ostrawy. Złośliwi
śmieli się że robotnicy nie wiedzieli kiedy skończyć. Naprawdę
było jednak inaczej. Podczas wielkiej wojny sprzęt po wszystkich
stronach konfliktu został prawie całkiem zniszczony. Zostały
jedynie rakiety i samoloty. Walka toczyła się więc w powietrzu.
Wcześniej ogromne spustoszenie czyniły spadające na Ziemię
kosmiczne śmieci. Przelatujące przez układ słoneczny komety
zostawiały sporo tego dziadostwa za sobą, a trochę tych resztek
upadało niestety i na ziemię. Do tego doszedł jeszcze przelot tej
dziwnej planety. Katastrofa za katastrofą. I ogromne skażenie
atomowe po trzeciej światowej wojnie. Całe miasta schodziły wtedy
pod ziemię. Tragedia wcale niestety nie obudziła ludzi. Zamiast
zastanawiać się jak zaradzić problemom i pomóc uciekinierom, oni
wywoływali konflikt zbrojny za konfliktem. Zupełnie tak jak gdyby
instynkt samozagłady gatunku chciał dopełnić reszty i skończyć
to czego nie zrobiły katastrofy. Najpierw wybuchały wulkany na
północy i południu kontynentu. W Islandi i we Włoszech. Samoloty
na długo przestały latać, odpoczywając sobie wygodnie w
hangarach. Jednak kiedy pył w końcu opadł, a resztki fruwającej w
powietrzu lawy nie niszczyły już silników i ich turbin, maszyny
mogły wznieść się znów w powietrze. I zaczęły ostrożnie się
wznosić. Najpierw powoli, niby pierwsze ptaki wypuszczone z Arki
Noego. Żeby rozeznać teren. Rozpoznać go.
Wtedy też
powstał ten dziwny kult wulkanów, wymyślony przez naukowców. O
ludzie mówię wam! Czego to można nie wymyśleć! I następnie
wmówić to innym. Oni wymyślili że Matka Natura gniewa się na
ludzi, a objawia to poprzez wybuchy wulkanów. Zagniewany wulkan
wysyła do atmosfery popiół i w ten sposób karze nas za
technologiczne ekscesy. Szkoda że ci głupcy przesypiali lekcje
historii w szkołach, i nie mają pojęcia jak środowisko niszczyły
stare średniowieczne miasta. Jaki smród wydobywał się z nich. W
każdym razie powstała ta zwariowana Sekta Wyznawców Wulkanów. W
niektórych regionach zachodniej Europy zwanej europostanem lub
europostanią, wyznawcy dziwacznego kultu osiągnęli nawet
większość. I tam gdzie przeważali, wszelka aktywność
technologiczna i przemysłowa aby udobruchać matkę ziemię i
wulkany ustała praktycznie do zera. Żyjący tam ludzie cofneli się
praktyczne o parę stuleci w rozwoju. Ale wracając do wojny. Kiedy
więc prawie cały sprzęt został zniszczony a pozostały jedynie
samoloty wojna toczyła sie głównie w powietrzu. I tak to nie miało
większego znaczenia bo życie od czasów tych kosmicznych deszczy
przeniosło sie głównie do podziemi. Ludzie budowali nowe bloki
wchodząc coraz głębiej w ziemię. Wcześniej wykorzystywali
podziemne garaże i adaptując je jako mieszkania. Na górze stały
takie rozwalające się wraki a
a pod ziemią toczyło się życie.
Ludzie tak polubili życie pod ziemią "w studniach" jakby
byli do tego stworzeni, a na powierzchnię wychodzili z niechęcią.
Jedynie wtedy kiedy naprawdę musieli. Wydrążyli podziemne tunele,
zbudowali podziemne sklepy i fabryki, oświetlone sztucznym światłem.
No i podziemne kolejki. W jednym ze śląskich miast wybudowano
wieżowiec sięgający sto pięter w głąb ziemi. Czasy kiedy ludzie
chwalili sie wysokością wieżowców minęły, teraz chwalili się
na ile budowle sięgały w głąb ziemii. Nazwali go Król Piastowicz
Pierwszy. Na cześć jednej ze śląskich drużyn piłkarskich. Pod
ziemią było także cieplej niż na powierzchni. Gdy tam panowały
zimne temperatury pod ziemią było cieplej, i dla odmiany chłodniej
niż w upalne letnie dni. Klimat na Ziemi, od czasów przelotów tych
dziwacznych komet bardzo się zmienił [ na innych planetach też, a
nawet jeszcze bardziej]. Do tego stopnia że po katastrofie klimat na
Wenus gdzie przeniosło się na początku niewielu smiałków
uchodził za bardziej umiarkowany od ziemskiego. Ludzie latali tam
chętnie na wczasy aby delektować sie Wenusjańskim czystym
powietrzem i pięknymi Wenusjańskimi krajobrazami. Lecz niektórzy
uparci osiedleńcy, mieszkali tam na stałe tworząc małe
społeczności.
Oprócz Ziemi, i Księżyca -na którym
wybudowano z jakiegoś przezroczystego tworzywa ogromnych rozmiarów
kopułę i pod nią mieszkali ludzie oddychając pompowanym do niej
sztucznym lecz strawnym dla ludzi powietrzem- no i oczywiście Wenus,
przez ziemian zamieszkane były także małe krążące wokół
słońca satelity. Czyli stare statki kosmiczne, porzucone, a
dokładnie podrzucone przez "obcych" Nie potrzebowali już
ich obcy bo były dosyć stare, i nie wiedzieli co z nimi zrobić,
więc porzucili je w Układzie Słonecznym traktując go jako
śmietnisko galaktyki. Jednak przydały się, bo w niektórych
statkach mieszkało nawet po kilka setek ludzi. Żyli normalnie a
kiedy dochody pozwalały wybierali się mniejszymi kosmolotami na
wycieczkę na Wenus, Ziemię albo Księżyc czy inne stalelity.
Największy porzucony przez obcych obiekt miał prawie wielkość
Księżyca. Obcy wydrążyli go w środku eksploatując kopaliny, a
potem może chcieli uczynić z niego jakąś swoją bazę
przeładunkową. Po drodze doszli jednak do wniosku że się im to
nie opłaca i zostawili pustą planetkę pomiędzy Ziemią a Wenus.
Mieszkało tam prawie sto tysięcy ludzi! Na samym początku
istnienia koloni, bo potem ich liczba wzrosła do miliona.
Pozostawiony przez obcych sprzęt wykorzystywali ludzie do pracy, a
że technologia obcych była bardziej zaawansowana od ziemskiej to i
towary produkowane przez nich były dosyć nowoczesne i drogie, a oni
żyli sobie całkiem nieżle. Kwitła także turystyka. Skorupę
pierwsi osiedleńcy nazwali Pradła Nowe. Dlaczego? Chyba dlatego że
pierwszy człowiek który stanął na jej powierzchni nazywał się
Dobrogniew Pradło i pochodził z Kutna albo Koluszek. Na skorupie
dominował język polski, oprócz tego był w użytku chiński i
włoski, chociaż sporo mieszkańców pochodziło także z Indii i
ameryki południowej. Największe miasto Pradła, Dewanna, liczyło
sobie pięćset pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców.
Kto
pierwszy uciekał do podziemi, lub na Wenus, Księżyc, albo Pradło
i do porzuconych starych statków kosmicznych. Emigrowali ci którym
na Ziemi nie było najłatwiej. Ludzie z krajów w których było
duże bezrobocie lub przeludnienie. Bezrobotni i ci którzy uważani
byli za margines kulturowy pierwsi zakładali kolonie i ustallali na
nich nowe prawa. Więc sytuacja odwróciła się. Na satelitach jak
je czasami ziemianie nazywali zwyciężył wolnościowy
transhumanizm. I Satelity stały się pewnego dnia całkiem
niezależne od Ziemi. Potwierdziła to Pierwsza Wojna Planetarna
podczas której w stronę satelit wystrzelono z Ziemi kilka rakiet, i
nastepnie w odwecie z Księżyca wystrzelono rakiety w stronę Ziemi.
Oczywiście żadna z rakiet nie osiągnęła celu, lecz w kosekwencji
niezależność Satelit uznana została przez Ziemian. Inaczej było
już podczas II Wojny kiedy to po obu stronach stanęły znaczniejsze
siły. Mieszkańcy satelit byli jak wspomniałem wyznawcami
wolnościowego transhumanizmu, a że podejrzewali ziemskie imperia o
agresję i chęć ekspansji dzięki różnego rodzaju sztuczkom,
rozmnożyli się bardzo. Wystarczy wspomnieć że przeciętna
mieszkanka satelit podczas porodu rodziła zwykle czwórkę dzieci.
Pięcio i sześcioraczki nie były wcale czymś nadzwyczajnym! W tej
sytacji jednym z najważniejszych zajęć mieszkańców satelit było
wychowanie dzieci. I tak większość roboty wykonywały za nich
automaty. Ziemianie kiedy przybywali pierwszy raz do Satelit na
początku dziwili się widząc rodziny złożone z szesnastu,
dwudziestu lub nawet większej ilości osób.
Ta przewaga nad
ziemianami objawiała się nie tylko w przyroście naturalnym ale i w
innych dziedzinach życia. Jako że byli wyznawcami wolnościowego
transhumanizmu używali przeróżnych metod mogących poprawić ich
inteligencję, siłę fizyczną, samopoczucie i zdrowie. Na początku
zdziwienie ziemian budziła już ich molekularna kuchnia. Kuchnia
satelit zrywala bowiem całkiem z ziemskimi przyzwyczajeniami. Jeśli
szukałeś w niej ziemniaków albo chleba to mogłeś się poczuć
zawiedziony. Kuchnia satelitarian opierała się głównie na sokach
owocowych i warzywnych, minerałach, i przeróżnych związkach
metali. Podobnie było z nawykami. Mieszkańcy satelit nie leżeli
godzinami przed tvi, wpatrując się bezmyślnie w ekran. Oczywiście
oglądali wiadomości w telplanie, ale więcej czasu spędzali w
internecie. Nie było tam ogromnych portali prasowych ale raczej
fora, i w związku z tym ich internet przypominał bardziej dawny
ziemski telefon z pierwszej połowy dwudziestego wieku. W ogóle ich
życie było całkiem inaczej ułożone od ziemskiego. Dominował
osąd użyteczności. Jeśli błękitne szyby dobrze działały na
psychikę gospodarzy to instalowali je sobie w domach. Podobnie
oświetlenie. Generalnie wszystkie osiągnięcia nauki i techniki
zarówno Satelitarnej jak i ziemskiej brane były pod uwagę.
Wojna
transhumanistów
Czasami nic bardziej się nawzajem nie
nienawidzi niż dwie podobne do siebie rzeczy lub idee. Kiedyś
wzorcowym tego przykładem była na Ziemi wojna dwu heglowskich
tyranii, które w pewnym momencie rzuciły się sobie do gardeł. Tu
najwiekszą niechęć do siebie żywiły Socjalistyczna Republika
Ludowej Transhumani i wolnościowi transhumaniści z satelit. Dla
tych ostatnich socjalizm transhumanów był zaprzeczeniem ideii
prawdziwego wolnościowego transhumanizmu, a dla pierwszych ten drugi
wielkim zagrożeniem ponieważ ideii transhumanizmu używali jedynie
do tego by bardziej jeszcze kontrolować swoich poddanych. Podzielili
ludzi na grupy przydzielając im stosownie do zaszeregowania litery i
cyfry. Stosownie do ich przydatności w procesie produkcyjnym. Inni
nazywali to rasizmem pracowniczym. Oczywiście to wszystko było dla
dobra ludu pracowniczego. To jak i ich chora idea.
Zapanował
więc rasizm pracowniczy. Niezdolnych do wydajnej pracy likwidowano
potajemnie pod pozorem wysyłania do domów opieki. Na głównych
placach rozpadających się miast stały dumnie pomniki Lenina,
Marxa, Engelsa i Darwina z maksymami w rodzaju
niech umacnia
się socjalizm transhumanistyczny, w trosce o dobro mrówczego
pracowniczego ludu i idei wielkiego kosmicznego mrowiska.
Zwykle
podczas wolnego dnia, a zdarzały się nawet i takie, pracownicy
spędzani byli pod pomniki gdzie musieli się modlić, oraz składać
kwiaty i dziękczynne akty "prorokom". Modlitwom
przewodzili przodownicy pracy a nad wszystkim czuwał najwyższy "Top
Banana" stojąc z notesem w dłoni nieco z boku pomników i
przypatrując się uważnie zgromadzonym. Oczywiście nazywanie przez
nich swojego szefa "Top Banana" było co najmniej nie na
miejscu. Na koniec uroczystości TB wykrzykiwał - złóżcie
dzieciaki mrówczaki dziękczynne ofiary twórcom wielkiej idei - i
pracownicy posłusznie podchodząc po kolei pod pomniki idoli
składali pokłon przed "ojcami założycielami" soclandii.
Socjalistycznej transhumani nienawidzili jeszcze bardziej jej
sąsiedzi z wolnorynkowych komun. Tak zwani wolnorynkowi komuniści.
Z nimi także soctransi toczyli wojny. Wojny z Satelitami toczyły
się na ich terytorium, bo niby jak mieli by się dostać na satelity
kiedy nie mieli nawet kosmicznych rakiet? Ba! Oni nie mieli nawet
pożądnych samolotów. Zaledwie jeden stary rozklekotany i ledwo
dyszący śmigłowiec, którym podróżowali dostojnicy po osadach
coraz mniejszego państewka składając wizyty gospodarskie w
pracolandiach. Pracolandię czyli zakłady pracy z przybudówkami
zwanymi także mrowiskami, w których mieszkali zatrudnieni w nich
ludzie. Zresztą dzieki temu że większość kraju już została
odbita z rąk soc transów podróżować nie musieli za wiele.
To
jednak jeszcze nie wszystko, bo na większości terytorium środkowego
zachodu graniczącego prawie z socami trwały konflikty religijno
etniczne pomiędzy arabskojęzyczną ludnością chrześcijańską i
niemieckojęzyczną ludnością wyznania islamskiego. Jedni i drudzy
usiłowali narzucić innym swój język, religię i obyczaje.
Kiedy
Hobo przyleciał satelit, po wielu latach na ziemię nie spodobało
mu się to*.Wiele rzeczy mu się na naszej planetce podobało.
Sczególnie zaś polubił podziemne metro i miasta w starych
nieczynnych kopalniach węgla. Zwiedzał je co najmniej przez kilka
dni. Na początku Brzeszcze, Lubiąż i Chrzanów, potem Jaworzno,
Rybnik i następnie Racibórz. Na koniec przyszła kolej na ogromny
wieżowiec w Gliwicach. Jeżdził także kolejką do Zakopanego i
Sopotu. W kolejce, będącej przecież tak naprawde metrem,
przerobili kilka wagonów na sypialne. I jadąc z Zakopanego do
Sopotu mogłeś całą drogę wygodnie przespać. W Zakopanym
wywiercili otwór w samym środku góry, zdaje się że Gubałówki
albo Giewontu, i windą w kilka sekund wjeżdażałeś na jego
szczyt. Hobo wjechał windą na szczyt góry i podziwiał piękne
widoki. Potem kolejką linową zjechał na dół. Nikt go tu nie
poznał lub nie pamiętał. Może nawet o nim prawie nikt nie
wiedział. Na Ziemi nie stał się sławny, a wiele już lat temu
wyjechał na Satelity i tam się osiedlił. W Sopocie dla odmiany
kolejak zajeżdżał prawie nad samo morze. Wysiadałeś i do mola
albo na plażę miałeś zaledwie sto metrów. Jego misja na Ziemi
dobiegała końca. Soc transi mieli pod sobą zaledwie kilka małych
gmin i ich dni były policzone. Wyzwalane przez partyzantów tereny
przyłączały się do Satelit. Walka trwała krótko i toczyła się
oprócz partyzantki wspieranej biotronami walczącymi po stronie
satelit i wolności a blaszakami, de fakto krzyżówkami ludzi i
zwierząt z robotami. Transsoce tak przerobili pod koniec wojny wielu
swoich poddanych pod kątem ich przydatności dla rządzących kast
że bardziej stawali się robotami i maszynami niż istotami
ludzkimi. Były więc maszynoidy ludzkie produkowane i modyfikowane
do walki albo do pracy czy też do pilnowania "owczarni".
Owczarze czyli strażnicy nie byli pasterzami, ale pilnowali jedynie
dla nich trzodę pracowniczą nazywaną przez nich w ich żargonie
"pracakami". Niestety, a może na szczęscie niewiele im to
pomogło. Armia soctransów nie miała żadnych motywacji do walki,
choć na początku była czterokrotnie liczniejsza, bardzo szybko
poddawała sie i przechodziła na stronę przeciwnika.
Do Satelit
przyłączały sie także kolejne miasta. Pierwsza była Łódż,
następnie Skarżysko, Delhi i Szanghaj. Hobo widząc że nie ma nic
do zrobienia na Ziemi, a jego misja została wypełniona odleciał
pierwszym kosmolotem na Satelity. Wracał do siebie, do
domu.
---------------------
*nikt prawie nie wiedział że
Dobrognie Pradło to jego pseudonim, i że to on właśnie przybył
na skorupę pierwszy
inne prace autora:
Dzienniki Emigranta
http://eart.cba.pl/dziennikiemigranta.html
pobyt
w UK, po hm... kilku latach. Jestem już chyba za stary żeby walczyć
z Homo Office i urzędami utrudniającymi życie ludziom.Dzisiaj po
dziesiątej mam spotkanie z urzędnikiem w sprawie ubezpieczenia
czyli tak zwanego inszuransu. Urzędnik pyta jedynie o to co
konieczne, nie zmuszając mnie do kłamstw, ani tłumaczenia się
dlaczego po tylu latach pobytu wUK, nie mam jeszcze inszuransu, ani
nie jestem zarejestrowany w HomoOfice. Po pierwszej jadę autobusem
do Chichesteru i rejestruję sie w mającej dobrą opinię wśród
polaków agencji First People. Po wypełnieniu formularzy dziękują
mi i niczego nie proponują. Idąc na dworzec nauczony doświadczeniem
że po rejestracji w agencji, jeśli od razu nie dostaniesz od nich
pracy to możesz czekać miesiącami albo i latami, dzwonię do...
i szkic "Opowieści Gandziaka"
http://eart.cba.pl/opowiescigandziaka.html
u
Gandziaka zamieszkał kot
W
Pewnym momencie zaczęły w domu Gandziaka dziać się dziwne rzeczy.
Mianowicie wieczorem ktoś zaczynał dobijać sie do drzwi, a
następnie szarpać gwałtownie klamką. Gandziak oczywiście nie
otwierał, ale tak na wszelki wypadek na stole w kuchni położył
sobie siekierkę. Po kilku dniach postanowił jednak zareagować, i
biorąc leżącą na stole siekierkę podchodził do drzwi, a
następnie je otwierał. Po drugie nikogo nie było. Trzeciego dnia
zobaczył kota, kot wszedł do środka i...został. Potem zobaczył w
jaki sposób kot otwierał drzwi, mianowicie wskakiwał na klamkę, i
wisząc na niej szarpał ją, jeśli były zamknięte robił to dotąd
aż mu Gandziak nie otworzył. Kot potrafił jeszcze kilka innych
sztuczek, otwierał sobie wodę w kranie gdy...czytaj
tu
KOMUNISTYCZNE DZIECKO
nie.
komunistyczne dziecko nie powinno słuchać kołysanek - mówił
zagniewany ojciec do żony a to go przestraszona słuchała - ani tym
bardziej śpiewać. Nie powinno także zajmować się sztuką w
przyszłości gdy dorośnie - Większość ludzi należących do
partii i pracujących w strukturach administracji wiedziała że jest
to kolejna partia władzy, i należy jakoś przeżyć, jego ojciec
niestety był komunistą wierzącym, i zalecenia komunizmu traktował
poważnie, a nawet wierzył w wychowanie, no raczej w wytresowanie
nowego człowieka, Tak się niestety złożyło że na tego nowego
człowieka został wytypowany jego syn...dalej
czytaj tu
Następnie ukonczone wiosną opowiadania poświęcone w większości tematyce trnshumanistycznej. Zbiór został wstępnie nazwany „Raportuj o zranionych ptakach” Czyli
Wielki Brat Monopoli.
Zaczęło
się niewinnie. Najpierw były te wybuchy wulkanów na Wenus. I zaraz
po nich, zaledwie kilka dni później pojawiły się jakieś dziwne
plamy na Jowiszu. Naukowcy oczywiście udawali że niczego takiego
nie widzą. Dopiero informacje jakie przedarły sie do publicznej
wiadomości dzięki internetowi, sprawiły że ludzie mogli się o
wszystkim dowiedzieć. Nic dziwnego że politycy i ci którzy za nimi
stoją tak bardzo chcieli zdelegalizować internet, a przynajmniej
choć trochę ocenzurować go. Cenzurze nadając nową treść.
Oczywiście "słuszną" i "szlachetną".
Większość jak zwykle i tak by w ich oszustwa uwierzyła. Jak
zwykle, i po raz kolejny. Ponieważ czasami odnosi sie smutne
wrażenie że większość niestety nie myśli..
EWOLUCJA TRWA A
NAWET SIE POGŁĘBIA
- krzyczeli bezsensownie biegając w kółko
na zbyt wąskim dla nich chodniku, na którym nie starczało już dla
nich miejsca. I następnie na ulicy, bo samochodów w tamtych czasach
jeżdziło po ulicach naprawdę niewiele. Gdybyś tam wtedy akurat
przypadkiem stał, to mógłbś zobaczyć ich blade twarze z lekko
szarym odcieniem skóry, spowodowanym zapewne niedożywieniem,
brakiem świeżego powietrza i niezbyt higienicznym trybem życia.
Nie, nie byli zbyt groźni, raczej typowi. Jedni byli zbyt otyli a
inni znowu za chudzi. Nie przypominali więc swoim wyglądem
antycznych herosów. Tacy zakompleksieni "zwyklacy" którzy
mieli pałki i mały kawałek władzy w dłoniach. Ale nie rób sobie
nadziei, ludzie słabi bywają bezwzględni i bezlitośni wobec
bezbronnych na których mogą bezkarnie wyładować swoje kompleksy.
Biegali więc niezwykle ożywieni jak po prochach, w tych swoich
dziwacznych szarych mundurach, a na wielkich bilbordach
przymocowanych do ścian kamienic widniały w szarzejącym się od
zmroku mieście migające pulsującym światłem napisy
Ewolucja
trwa nadal, a jej proces pogłębia się... czytaj
tu
Na pomoc Cyfronii.
To
było w ponurych czasach kiedy na planecie wprowadzono tak zwaną
własność intelektualną. Wkrótce opatentowano alfabet oraz cyfry.
Za każde użytkowanie alfabetu kazano sobie płacić i to słono.
Czytających i piszących ubywało więc z każdym dniem. Najpierw
upadły dzienniki. Wszystkie tytuły prasowe poleciały na łeb na
szyję. Poleciały na złamanie karku. Poleciały też wszystkie
banki. Potem upadły, tak gorliwie zachwalające prawa patentowe i
tak zwaną własność intelektualną stacje telewizyjne i rozgłośnie
radiowe. Jednak nie dało to nic do myślenia grupie biznesowej
stojącej za projektem. Oni szli za ciosem, i chcieli iść jeszcze
dalej. Ogłosili patent na słowa wymiawane przez ludzi. Od tego dnia
publiczne rozmowy stały się niestety niemożliwe. Ci bardziej
rozgarnięci porozumiewali się pomiędzy sobą za pomocą znaków.
Na
innej z planet zgłosili patent na geny i taki patent, co szokujące
otrzymali. Stali się więc dysponentami całego materiału
genetycznego na planecie i nie tylko że mogli dowolnie modyfikować
go, to jeszcze wydawali koncesje na prawo do uprawy roślin.
Oczywiście oni decydowali jaki typ nasion otrzymasz. I czego się
bardzo obawiali mieszkańcy planety, naturalne stało się
nielegalne. Jako rzekomo szkodliwe dla zdrowia, bo nieprzebadane i
będące nosicielami bakterii... czytaj
dalej tu