eArt.cba.pl
Dzienniki
emigranta.
J est
to autentyczna opowieść o losach co najmniej kilku osób dziejąca
się gdzieś między Dover a plażami Dorsetu. Cyberius czyli Zee Jop jest autorem kilkudziesięciu opowiadań opublikowanych w intenrecie głównie w „Ithinku” oraz w „Wolnych Mediach”. Oprócz opowiadań i powiesci internetowych nazywanych przez niego także metapowiesciami pisał dramaty, a wcześniej i wiersze. W młodosci dużo podrózował i interesował się filzofią wschodu. Zajmował się także sztukami plastycznymi a nawet miał kilka wystaw poświęconych jego pracom, między innymi w galerii Entropia i Dom pod pseudonimem Z. Dzob [Z.Dzop] Jego prace mozna znaleźć tu lub w blogu poświęconym jego opowiadaniom http://i1713.blogspot.com/ Więcej na temat autora znajdziesz na jego profilu zee.cba.pl
pobyt
w UK, po hm... kilku latach. Jestem już chyba za stary żeby walczyć
z Homo Office i urzędami utrudniającymi życie ludziom.Dzisiaj po
dziesiątej mam spotkanie z urzędnikiem w sprawie ubezpieczenia
czyli tak zwanego inszuransu. Urzędnik pyta jedynie o to co
konieczne, nie zmuszając mnie do kłamstw, ani tłumaczenia się
dlaczego po tylu latach pobytu wUK, nie mam jeszcze inszuransu, ani
nie jestem zarejestrowany w HomoOfice. Po pierwszej jadę autobusem
do Chichesteru i rejestruję sie w mającej dobrą opinię wśród
polaków agencji First People. Po wypełnieniu formularzy dziękują
mi i niczego nie proponują. Idąc na dworzec nauczony doświadczeniem
że po rejestracji w agencji, jeśli od razu nie dostaniesz od nich
pracy to możesz czekać miesiącami albo i latami, dzwonię do pani
Małgorzaty do Pagham. Zgadza się specjalnie dla mnie zrobić
spotkanie rekrutacyjne w środę o dziesiątej. Jeśli wcześniej nie
znajdę pracy lub nie dostanę oferty z żadnej agencji, oczywiście
pojadę tam. Wracając autobusem zauważam że moja poprzednia firma
jest położona bardzo blisko fabryki w Pagham. Nawet nie wiedziałem
że pracowałem zaledwie pięćset metrów dalej na magazynie w
Roundstone na kwiatowej farmie. Rano zdarza się też niezbyt miła
historia. Kobiety z agencji rozmawiają ze sobą, i patrząc w moją
stronę mówią o pracy na farmie, a ja pytam siedzącego obok polaka
czy mówią do mnie. On, jeszcze nie wiem że nie zna słowa po
angielsku, mówi że tak. Wstaję, powoli podchodzę do nich i pytam.
na co jedna z nich w niezbyt grzeczny sposób mówi mi żebym siadał
i pokazuje palcem na krzesło. Mam zamiar wyjść jednak nie będę
znowu tracił czasu na rozmowy w sprawie spotkania z urzędnikiem i
czekanie, więc po namyśle zostaję. Więcej tam już nie pójdę.
To dlatego między innymi jadę do Chichester i dzwonie do pani
Małgorzaty.[Umawiamy się na spotkanie rekrutacyjne w środę o
dziesiątej. Przyjeżdżam autobusem i czekam w kantynie. Pani M. nie
zjawia się. Już w drodze powrotnej przypominam sobie sen jaki śnił
mi się ostatniej nocy. Kiedyś w zamierzchłych czasach spaliłem
Pagham, pisząc dosadniej puściłem go z dymem. Musieli nieżle
narozrabiać! I stąd zapewne ta wzajemna niechęć, moja do Pagham i
wioski do mnie. Nie czuje żadnych wyrzutów sumienia, może więc
zasłużyli na to. No i"trudno", nie będę pakował
zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy, i wstawał o czwartej rano,
żeby dojść na szóstą do pracy -bo pierwszy autobus dojeżdża z
Bognor do Pagham o szóstej czterdzieści. I bagatela, to tylko sześć
kilometrów, a potem dziesięć albo dwanaście godzin pracy ]
Chichester jest większy od Bognor, co od razu rzuca się w oczy.
Podobnie ruch na ulicach bardziej przypomina ruch wielkomiejski, i
więcej jest tam mijanych, śpieszących się dokądś przechodniów.
Dwudziestego szóstego zaczyna się w Chichester festiwal muzyczny od
Abby do reggae, czyli mydło i powidło. Poza tym więcej aut i
spalin, i czuć jakąś gęstą energię w powietrzu. Bognor to
sielanka, spokój i przestrzeń.
Na koniec jeszcze jedno, bo
mógłbym tak pisać w nieskończoność. Mógłbym pisać o
festiwalu w nieodległym Brighton, który trwa cały miesiąc, a
którym tak się wszyscy podobno zachwycają. O Brajanie Eno i o
dziadkach z The Damned.. O przepięknych statkach i uginających się
od zawieszonych na ich ścianach kwiatów, starych, zabytkowych,
drewnianych domach. Więc na koniec napiszę bardzo zwyczajnie że
zauważyłem że nie warto się sugerować tak zwanymi pierwszymi
reakcjami ludzi. Ludzie podczas pierwszego kontaktu mili i pomocni,
następnym razem podczas rozmowy mogą się okazać niezbyt
sympatyczni. I odwrotnie. Może po prostu nie mieli czasu, albo mieli
zły dzień lub są czymś zdenerwowani czy też bardzo zajęci.
Naprawdę nie warto się zniechęcać. Trzeba też próbować nie
poddawać się. Nawet jeśli wiem yże popełniamy błędy i mówimy
z niewłaściwym akcentem albo nawet plączemy się -zawsze jest to
jakiś krok do przodu, a to co wywalczyliśmy sami dodaje nam siły,
energi i odwagi. Stajemy sie też dzięki temu bardziej odważni i
dorośli.
ANGLIA TONIE -zapiski
z Anglii część druga [część pierwsza opublikowana w Ithinku
znajduje się na końcu strony]
Muzyka
za kratami
Przynajmniej dwa razy dziennie
idąc do miasta na skróty ulicą London Road, albo wracając do
domu, mijam tego faceta, a jego sklep co najmniej ze cztery razy.
Zaraz gdy tylko przejdę przez położony nad torami ładny zielony
mostek i zejdę schodkami w dół. Potem jeszcze przechodzę na drugą
stronę ulicy i przez chwilę idę London Road, ale to dosłownie
przez moment. Góra sto metrów,nie więcej. Pomalowany na ciemno
zielono sklep mógłby być atrakcją tego miasta,ponieważ wyróżnia
się z ogólnego tła, i pasuje raczej do amerykańskiego getta, lub
Łodzi albo Wrocławia sprzed trzydziestu lat. Właściciel sklepu od
razu też zwrócił moją uwagę. Jest sfrustrowany, nie zadowolony z
życia i jakby w wyglądzie niechlujny. Ma rzadką brodę w kolorze
jasnego brązu, która raczej przynajmniej z daleka wygląda na nie
ogoloną, i minę obrażonego na cały świat człowieka. W swoim
zakratowanym sklepie, który uszedł by w Chicago ale nie tu na
południowym wybrzeżu, sprzedaje stare kasety, czarne winylowe płyty
i mocno zdezelowane przez czas plakaty. Bardziej pomieszczenie
przypomina muzeum niż sklep muzyczny.Ma tu prawie wszystko. Od
Presleya, przez Santanę do Vangelisa. Proszę zwrócić uwagę,
napisałem jakby, nie napisałem że jest niechlujny. Siedzi na
swojej warcie na składanym krzesełku przed sklepem z nogą założoną
na nogę, patrzy urażony przed siebie albo przegląda poranną
gazetę, a ja zastanawiam się po co to robi. Bo nikt do sklepu nie
przychodzi. Jest chyba weteranem epoki rokendrola i rocka, i prędzej
umrze niż zejdzie z posterunku. Dobrze, po chwili zastanowienia się
zmieniam zdanie i myślę, że przecież muzyka rockowa jest częścią
przynoszącego ogromne dochody,komercyjnego rynku, a nie żadnym
rewolucyjnym podziemiem. Nie zauważył tego biedak, pomylił epoki i
czasy. Czy jak? Nie zauważył że rewolucja już dawno dokonała się
a następnie przeszła w fazę komercji, a po niej było jeszcze
kilka innych. Typowy błąd poznawczy i rodzaj stuporu trwający
dwadzieścia lat lub więcej? Szukam jednak innych przyczyn, bo to by
było zbyt proste. Ludzie wymieniają się plikami muzycznymi przez
internet i tam też mogą sobie posłuchać tego co ich interesuje, a
nawet obejrzeć Poza tym jest też dvd i płyty kompaktowe. Jedno i
drugie wypchnęło go z rynku i sprawiło że nie ma zapotrzebowania
na jego towary. Dobrze, ale może tak naprawdę obserwuje policjantów
pracujących zaraz po drugiej stronie ulicy? Lub jest na rencie, i
sklep to sposób na zajęcie czymś dnia i ucieczka przed nudą? Może
chce mi coś przekazać poprzez swoje siedzenie. Że na przykład ja
jestem zbyt sztywny w swoich poglądach i zapatrywaniu na życie, i
powinienem stać się bardziej elastyczny?
Pewnego popołudnia w
piątek tuż przed meczem Anglia: Algieria przyszło olśnienie i
nagle zrozumiałem. On swoją muzykę zamknął za kratami. On ją po
prostu uwięził, a razem z nią także swoją duszę i siebie
samego. Ale to drugie to już jego problem. Podziw po miesiącu
przechodzi powoli w dystans.

Karnawał
w Bognor Regis
Sobota rano. Deszcz
przestał padać i znikł przyniesiony wraz z nim do pokoju przez
otwarte całą noc okno, zapach morza. Niebo jest trochę ponure ale
może nie będzie padało i zrobię kilka zdjęć podczas
dzisiejszego karnawału. Wstaje pełen optymizmu. Choć kiedy jeszcze
leżałem, bezczelnie próbowało się we mnie wedrzeć zwątpienie i
następnie zawładnąć moim ciałem. Walczyłem z nim przez jakiś i
następnie postanowiłem nie dopuszczać go do siebie, ponieważ
walka z nim zabiera zbyt dużo energii. Samo jej podjęcie, co prawda
lepsze od biernego poddania się temu uczuciu, jest już porażką.
Nie dopuszczać do siebie złych myśli i niedobrych emocji. Albo
posiadam siebie na własność i jestem panem siebie samego, albo
nie. Dosyć tego! Wstaję z łózka i ubieram się. W pewnym momencie
spostrzegłem że jestem strasznym egoistą. Patrzę na ludzi pod
kątem przydatności. Mianowicie czy mogą mi dać pracę, najlepiej
lekką i dobrze płatną, czy mogą mi pomóc w znalezieniu taniego i
wygodnego mieszkania, i w dostępie do darmowego internetu. Taka
postawa roszczeniowa wobec innych. Wstyd Nie widzę ludzi jako takich
i jako moich znajomych, takich jacy są i co mają. Świetnie,
stwierdzam, nie będę się nudził, ale naprawiał swoje błędy.
jakie to okropne! Nic, tylko pieniądze, mieszkanie, rzeczy.
Całkowite uwikłanie się materię i w sprawy dotyczące
przetrwania, czyli jak zwierzęta w dżungli. Z jednej strony
czytałem kiedyś w książce napisanej przez zwolenników Tomizmu i
filozofii Tomasza z Akwinu że osąd użyteczności to sprawa
podstawowa w przetrwaniu człowieka. Podzielam je i nie zamierzam się
z tych poglądów wycofywać. Z drugiej jednak strony uważam że nie
należy przesadzać. Pomagać czasami innym, oczywiście tak, ale
całkiem dobrowolnie. Zresztą dużo zależy od umowy jaka została
zawarta między ludźmi.Mam na myśli oczywiście dobrowolne relację
, a nie jakieś przymusowe narzucone z góry zobowiązania, których
wcale nie chcemy.Wiem że teraz kiedy żyjemy w czasach przymusowych
umów narzucanych nam najczęściej przez rządy i instytucje z nimi
związane, oraz czasach przymusowej redystrybucji, ludzie stali się
nieufni. I trudno im odmówić racji. Bo jak to, rząd zabiera nam w
Polsce prawie dziewięćdziesiąt procent naszych dochodów, a my
mamy jeszcze pomagać innym? Bez przesady.
No dobrze, zostawmy to. Jaki będzie karnawał
zastanawiam się. Na pewno nie taki ogromny i pełen rozmachu jak ten
który odbywa sie co roku w Brighton. W Brighton co najmniej kilka
tysięcy samych tylko dzieci pracuje nad doborem strojów już parę
miesięcy wcześniej zanim rozpoczną karnawał swoją słynną
Paradą Dziecięcą. Do tego jest to przecież impreza komeryjna z
ciekawym Festiwalem Otwartych Domów i koncertami odbywającymi się
w świetnym Pokoju Muzycznym, w Pawilonie Królewskim. Bognor pomimo
że królewskie, nie można też chyba porównać do wschodniego
Dorsetu i na przykład pęknych plaż Bournemouth. Chociaż przyznać
muszę że lubię kamieniste wybrzerze Bognor, a leżenie na
okrągłagłych małych kamieniach jest podobno bardzo zdrowe. Nie
wiem także kto i dlaczego wymyślił dla tego regionu nazwę
"angielskie Goa" Może i tak było kiedyś w zbuntowanych
latach sześdziesiątych, lub w czasach popularności Ravu i muzyki
transowej? I co ma wspólnego Bognor albo stary rzymski Chichester z
przedziwną mieszaniną mistyki, muzyki i sztuki jaka popularna jest
w Goa? Chodzi o ciepło i łagodny klimat? Może. W każdym razie
czekam. Przed drugą idę do parku, ale w parku nic się nie dzieje.
Następnie podążam na deptak, a potem nad morze. Widzę dużo
ludzi, a w oddali słyszę jakieś dźwięki. Idę tam. I po chwili
widzę grupy przebranych w kolorowe stroje ludzi. Sam karnawał jest
raczej przemarszem grup tanecznych poprzez bulwar nadmorski.
Całkowity misz-masz, od grupy karate począwszy po kościół
baptystów. Są i grupy typowo taneczne. Niektóre nawet ciekawe. W
aparacie wstyd przyznać siadają mi baterię i z setki zdjęć
wychodzi zaledwie dziesięć. Po południu wracam do domu. Na twarzy
właściela sklepu przy London Road, gdy go mijam widzę ślady
uśmiechu. Może jest jeszcze inaczej niż myślałem? Facet jest
dajmy na to muzykiem, i nie był w stanie utrzymać się ze swojej
pasji?
Mikael Starszy
Ktoś
stuka do drzwi. Zamiast - com in - mówie po angielsku - proszę -
ale drzwi się nie otwierają i nikt przez nie nie wchodzi. Więc
wstaje z fotelu i otwieram je. W drzwiach ukazuję się postać
Mikaela Starszego, i rozpoczynamy rozmowę. Mikael mówi że kuleje i
prosi mnie o przysługę. To znaczy chce żebym kupił mu tytoń,
tanią wódkę i dwie trzylitrowe butelki cedra. Ja się na początku
wymawiam jak mogę. On jednak nie daje za wygraną. Boli go noga i
nie może chodzić, to jest argument i końcu ulegam. Podjeżdża
zamówiona przez niego taksówka, a ja wsiadam i jadę do położonego
o jakieś trzysta metrów od domu sklepu. Robię zakupy, płacę
kierowcy pięć funtów i wysiadam przed domem. Wchodzę do pokoju
mieszczącego się pod numerem czwartym. W jego pokoju panuje wprost
nieopisany bałagan. Walające się po podłodze puste niebieskie
plastikowe butelki po cedrach, wszędzie porozrzucane puste
prawdopodobnie opakowania po tytoniu marki Golden Virginia w zielonym
opakowaniu. Mike zaprasza mnie do środka i częstuje wódką. Pyta
na co mam ochotę czy na samą czystą wódkę czy też na wódkę
pomieszaną z cedrem Dokładniej to brzmi - wolisz wódkę czy wódkę
z cedrem - odpowiadam że to pierwsze. Mikeal zaczyna opowiadać mi o
sobie. Wcześniej pracował w call center. Nie wiem za bardzo co to
było, poza tym że była to jakaś "centrala" telefoniczna
-ale nie pytam. Nie założył też rodziny, ani nie ma dzieci. Nikt
więc nie towarzyszy mu w jego chorobie i niedoli. Za wyjątkiem
właczonego ciąge telewizora, co jest w Anglii zjawiskiem chyba
powszechnym, i pustych niebieskich butelek po cedrze zapełniających
podłogę pokoju. Ja też nie założyłem jeszcze rodziny, jednak
dla mnie moja wymuszona samotność jest powodem do zmartwień. Dla
niego, a przynajmniej tak twierdzi, to wolność, brak zobowiązań,
trosk i zmartwień. Mam inne zdanie na ten temat, ale nie polemizuje
z nim jednak. Bo czy człowiek który spędza prawie cały czas w
swoim pokoju, w towarzystwie włączonego ciągle telewizora i
alkoholu może być szczęśliwy? Zresztą teraz już chyba nic nie
zrobi i nie zmieni swojego życia. Nawet jak spostrzerze swój błąd
to niestety spóźnił się. Wcześniej gy był młodszy podróżował
trochę. Był przez pewnien czas w Holandii, w Amsterdamie. I przez
rok mieszkał z kobietą w Paryżu. Czy łączyło go z tą kobietą
jakieś głębsze uczucie, i jest to kluczem do zagadki jego życia?
Nie wiem, trudno powiedzieć. On określa wydarzenia ze swojego życia
pod kątem przyjemności. Podobnie związek z tamtą kobietą - Była
piękna - mówi do mnie rozmarzonym głosem zapalając papierosa
skręconego z tytoniu "Golden Virginia". Dziękuje mu za
gościnę i wracam do siebie. Oglądam telewizję. Rozkręca się
Meksyk i Urugwaj. Bo Paragwaj już na poczatku pokazał się z dobrej
strony. Podobnie po niezbyt ciekawym pierwszym meczu ruszyła do
przodu Argentyna nie mając zupełnie respektu przed gospodarzami
turnieju. Jestem głodny. Robie sobie zupę, a gdy ją zjadam
wychodzę robić zdjęcia. Na ulicy odbija mi się jej smak, a kilku
młodych ludzi idących przede mną odwraca głowy w moją stronę.
Kiedy wracam do domu, na kolację przyrządzam sobie zupę z torebki
za dziewięć albo dzieisęć pi. Jej smród kojarzy mi się z
alkoholowym kacem. W smaku dla odmiany, zupa przypomina miesznkę
wołowego łoju z mydlinami, z przewagą tego drugiego Wyjadam
makaron a resztę wylewam. Następnie myje dokładnie kubek płynem
do mycia naczyń . Natychmiast, żeby zabić ten zapach i nie mieć
uczucia mdłości wypijam zrobioną z dwóch łyżeczek kawę
rozpuszczalną. Jednak nadal czuje w pokoju ten smród. Nawet
papierosy mi tym śmierdzą.
Mikael
Młodszy.
Napisałem "Młodszy"
bo z wyglądu zbliża się do pięćdziesiątki, i jest przynajmniej
na oko o jakieś dziesięć lat młodszy od starszego. Ubiera się
też w sposób nazwijmy to bardziej nowoczesny. Nosi "młodzieżowe"
koszule w kratę i ma zaczesane do góry włosy, co jest chyba na
wyspach modą typowo angielską a nie jak wcześniej sądziłem
celtycką, czyli szkocką i irlandzką. Mało tego w szkocji na takie
zaczesane do góry fryzury u mężczyzn, ludzie na ulicach reagują
często z nechęcią -co zauważyłem w Edynburgu. Natomiast tu w
Angii są one bardzo polularne, bardziej popularne są też noszone
przez mężczyzn w różnym wieku, od sześćdziesiątki aż po
nastolatków kolczyki i kólka w uszach, nosie i brwiach. Mikael
Starszy ubiera się w kolorowe koszule i spodnie prasowane do kantu,
najchętniej koloru popielatego, preferuje więc modę bardziej z
poprzedniej epoki -nazwijmy to modą z czasów moich rodziców. Co
jeszcze mógłbym napisać aby zcharakteryzować i bardziej
przybliżyć jego wygląd, pamietając jednak że napisałem o nim i
o moich sąsiadach już parę słów wcześniej. I nie powtarzać
tego, bo po co.
Więc po pierwsze. Mam wrażenie że prawie
wszyscy domownicy nigdzie nie pracują, a żyją z zasiłków albo
emerytury, Może za wyjątkiem sąsiada spod numeru trzeciego,
którego prawie nie znam a którego prawie nigdy nie ma w domu. No i
Michelle, która wydaje mi się że może gdzieś pracować. Wszyscy
mężczyźni w domu kuleją na prawą nogę, i całość raczej
sprawia ważenie miejsca gdzie ludzie mogą na starość zatrzymać
się i spokojnie wegetować do końca swoich dni.Oczywście płacąc
za to. Podobnie Mikaell Młodszy kiedy schodzi po schodach na dół
do kuchni, a mieszkamy na pierwszym piętrze, ma wyrażne problemy z
chodzeniem, wie że stojąc za nim widzę to i próbuje znależć się
w sytuacji. Ja także, próbuje nie widzieć jego problemu.
Generalnie jest przyjacielski. Kiedy na przykład przychodzi poczta,
a przychodzi zazwyczaj pomiędzy godziną dziesiątą a dwunastą,
roznosi ją po pokojach mieszkańców starając się być pomocnym
lub mając może z tytułu opieki nad domem jakies zniżki u
własciciela za czynsz. Znowu ogladam telewizor, a dokładniej
Mistrzostwa. Serbia, najsłabsza drużyna w rogrywkach wygrywa z
niemcami. Niemcy jak się okazuje nie zawsze są maszyną do
strzelania bramek, a gdy przegrywają gubią sie strasznie i zupełnie
nie panują nad emocjami.Zdenerwowany niemiecki trener chodzi tuż
koło linii boiska tam i spowrotem, i rzuca plastikową butelką o
ziemię. W tym momencie żarty w rodzaju -czy turecki kolega Łukasza
Podolskiego i Mirosława Klause będzie się musiał nauczyć mówić
po polsku aby lepiej z nimi współpracować tracą rację bytu bo
Klause dostał czerwoną kartkę, a drużyna niemiecka jest całkiem
rozbita. Dla serbów mecz z niemcami to swięta sprawa. O rozbicie
Jugosławi oskarżają przecież właśnie niemców a o bombardowanie
miast serbskich NATO w tym i wojska niemieckie. Podobnie za
inicjatora odłączenia Kosowa od Serbii uważają USA i Niemcy.
Problemy przeżywa także drużyna Francuska. Oni już nie biegają
jak konie. Drugi mecz przegrali i nie strzelili żadnej bramki. Nie
za dobrze jest też z Anglią. Algierczycy to nie zabwa, zresztą nie
ma słabych drużyn w turnieju, i Anglikom pomyślnie udaje się
zremisować. Czeka ich jeszcze mecz ze Słowenią o tak zwane
wszystko. Słowenia pozwoliła sobie na remis z USA i teraz nie jest
pewna awansu. Ma najwięcej punktów lecz w przypadku przegranej może
nie wyjść z grupy.
Michelle
Dla
nikogo dom przy ulicy Annandale Avenue, nie jest co oczywiste
pierwszym domem. I o ile Mikael Starszy pochodzi chyba stąd bo jego
matka pracuje niedaleko na farmie na której uprawiają grzyby,
prawdopodbnie pieczarki, o tyle Michelle przyjechała tu aż z
przemysłowego Menchesteru. Z Menchesteru, otrzymuje także pocztę,
od rodziców. Dokładniej chyba od swojej matki i od córki. Ma gesty
damy i zachowuje elegancko, ubiera się powiedzmy że tak sobie, i
posiada najbardziej męski głos w całym domu. Co ją dosyć
wyróznia od reszty towarzystwa. Niedziela rano. Śni mi się że
złożyłem kiedyś w jednym ze swoich poprzednich żywotów
śłubowanie. Bagatela! Że w Anglii osiągnę oświecenie.
Zakładając oczywiście prawdziwość snu, bo i jak to potwierdzić.
Dlaczego akurat Anglia miała by być dla mnie takie ważne? Bo żyłem
tu kiedyś co najmniej parę razy? Kołata mi sie to jednak po głowie
od jakiegoś czasu. Idę do miasta, a po drodze wstępuje do
polskiego sklepu żeby sobie kupić jakąś bardziej strawną zupkę.
Biorę dwie torebki po pięćziesiąt penny za każdą. Razem płacę
funta. Sprzedawczyni pyta - tylko to - a ja odpowiadam - tak, tylko
to - Reflektuje się jakby, trobię robi jej się głupio i staje się
uprzejma. Gdy jej daje pieniądze mówi -dziekuje bardzo - Czy to
wyuczona przyzwoitość? Religijna, wynikająca z wyznawanej wiary, a
nie autentyczna. Nie wiem, w każdym razie lepsza taka niż zwyczajne
chamstwo. Wychodzę ze sklepu i deptakiem, czyli ulicą Stacyjną idę
nad morze. Z kąpieli jednak nici, morze jest bardzo brudne dzisiaj,
pełne mułu, piasku i brudnej piany. Kiedy idę z powrotem
przechodzę koło polskich delikatesów, ponieważ Arkady są dzisiaj
zamknięte. I widzę, już tuż na rogu jak biegnie dżentelmen w
średnim wieku, z małą siatką w dłoni w której ma dwie lub trzy
butelki przypominające polskie tanie wino, a sam dżentelmen
przypomina mi z wygladu i ubioru ludzi stojących kiedyś w bramach
na warszawskiej Pradze i krakowskim Kazimierzu. Wracając zachodzę
do Tesco żeby kupić tytoń. Gdy nadchodzi moja kolej mówię do
sprzedawczyni - amber leaf in the box, pease - nie ma więc
dziewczyna proponuje mi gold werginia w zielonym opakowaniu, też w
pudełku. Sprzedający przy sąsiedniej kasie menadżer, młdy dobrze
ubrany murzyn, chce jej i przez to i mnie wepchać duże opakowanie
[40 albo 50 gram] jednak oboje zgodnie protestujemy. .
Po powrocie
do domu jak zwykle właczam telewizor. Obudziła sie Portugalia, i
Hiszpania.
Bełkotonomia
Środa.
Mecz o "wszystko" Po tym jak za burtą znalazła sie
drużyna francuska, a oburzony trener francuskiej drużyny zajęty
jest głównie składaniam oświadzeń których i tak prawie nikt nie
słucha -no chyba tylko po to żeby sie pośmiać- teraz taki sam los
grozi drużynie niemieckiej i Anglii. Anglia tonie. Zresztą toną
całe wyspy, co szczególnie widać na przykładzie Irlandzkim.
Bardziej w sensie gospodarczym, a drużyna angielska wracając do
piłki nożnej nie miała nigdy szczęścia w rozgrywkach
pucharowych. Kto może wyjeżdża z Irlandii. Jeśli emigruje na
stałe to następnie wyrusza do Kanady, Australii, albo Nowej
Zelandii. Jeśli nie jest zdecydowany, i myśli głownie o zarabianiu
pieniędzy to wybiera raczej Holandię. Niektórzy wyjeżdżają
nawet do Honkongu. A co w politycznej trawie piszczy? Nie piszczy tam
niestety nic dobrego. Nowy rząd chce podnieść podatki, a o
rozwiązaniu Homo Officu nawet nikt nie wspomina. Kolejna sprawa,
wojna kosztuje i to sporo. Poszukiwania terrorystów w afgańskich
stodołach położonych na bezludziach w niedostępnych górach i
wśród niedostępnych przełeczy? Na dodatek nazwijmy sprawę po
imieniu. Nie istniejących terrorystów*. Albo inaczej, terrorystów
istniejących jedynie w głowach polityków i wojskowych. Bo nikt kto
ma choć trochę oleju w głowie w takie bzdury nie wierzy. Jednak
kiedy idziesz do sklepu i kupujesz tytoń, chleb lub cokolwiek innego
to płacisz podatek na głupawe zabawy polityków i wojskowych.
W
jednym zdaniu robią z twoja kasą co tylko chcą, a ty milczysz jak
baran idący na rzeź. Natomiast Anglia upaja się chwałą, tak jak
kiedyś robiła to Francja. Wpadam na pomysł żeby bojkotować
angielskie towary. Jeśli Anglia mnie bojkotuje i nie chce mi dać
pracy, to ja będę kupował towary w polskich sklepach, chociaż są
droższe [ nie wszystkie, bo niektóre tańsze], a francuski tytoń w
Arkadach. Tak, wiem że część z tych towarów jest produkowana na
wyspach, polski chleb wypiekany jest zazwyczaj w angielskich
piekarniach, a co do reszty to przynajmniej w przypadku tytoniu w grę
przecież wchodzi opłata za cło. Dopóki nie dostanę pracy nie
będę kupował angielskich towarów, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Wszystko zaczyna mi tu działać na nerwy. Popracuje przez kilka
tygodni żeby zarobic parę groszy, a nastepnie pojadę do Londynu
żeby porobić troche zdjęć -tak ze trzy dni, nie dłużej. Potem
odwiedzę to miejsce położone niedaleko Teyhnam, gdzie jakieś
dziewięć setek lat temu żyłem w jednym z poprzednich moich
żywotów, i tam znajduje się mój grób. A następnie wyjadę stąd
do Amsterdamu, lub Paryża. Ciekawe uczucie musicie przyznać,
pomodlić się nad swoim grobem, za swoją duszę w poprzednim
żywocie. Przynajmniej dla mnie.
Anglia,
ładne domki, i nic więcej.
Dobra
wyszedłem kupić tytoń do palenia, tym razem już francuski
"Gaulaise", i trochę jedzenia w polskim sklepie Kujawiak.
Po drodze spotkałem Y, a następnie X. Uice miasta były o tej porze
jeszcze puste. Była dopiero osiemdziesiąta dziewiąta minuta meczu.
Zamienił z Y. kilka słów. Przekładając na polski rozmowa
wyglądała mniej więcej tak - helo Y. jak się masz? Dziękuje
dobrze, a Ty? - Ja też, dokąd idziesz? I tak dalej, jak to w
grzecznościowych rozmowach bywa. Y. nie był typowym
przedstawicielem społeczeństwa brytyjskiego. Od wczesnych lat
siedemdziesiątych wędrował bowiem południowym wybrzeżem. Od
Dover po krańce wschodniego dorsetu. Zimę natomiast spędzał w
Londynie. Oczywiście zaglądał po drodze do okolicznych miast
takich jak Brighton, Portsmouth, Southampton, czy nadmorskie kurorty.
Y chodził bardzo powoli. Na przykład w ciągu dnia przemierzał
trasę z Bognor do littlehampton, a całą trasę od Bournemounth do
Dover w około miesiąca. Łatwo wię wyliczyć że takich kursów
robi w ciągu roku kilka. Zaglądał też czasami na wyspę Wight i
na Jersey, a z żadka na wybrzeże Konrnwalii Zaraz minutę może
później tuż koło sklepu CINTON CARDS zauważył jak od strony
morza idzie X. z pochyloną do przodu głową i wyrazem gniewu na
twarzy. Ręce miał mocno zacisnięte w pięści i wyglądał jak
wygląda typowy buntownik od jakiś co namnjej dwóch setek lat. Jak
zbuntowany bezrobotny pracownik huty, albo załadów metalowych który
właśnie stracił nadzieję. Lub jak młody komunista sprzed lat
stu. Oni wszyscy wyglądali podobnie, bez względu na poglądy pod
jakich znależli się wpływem. Ich uczucia były podbne. To znaczy
wypełniające ich uczucie gniewu, rezygnacji i buntu, zmieniające
się jak w kalejdoskopie co najmniej kilka razy na dzień, na
karuzeli uczuć
Angielskiej drużynie udało się strzelić
bramkę i wygrać, i do zrozumienia tego wcale nie trzeba było
oglądać telewizji, ani słuchać radia.
*
przeczytaj moje opowiadanie "Przygody aktora Bell Adyna"
dostepne tu http://eart.cba.pl/oba.html
Poza
nawiasem.
Tu też było trochę takich
postaci, które prawie niezauważalnie, i krok po kroku znalazly sie
poza nawiasem społeczeństwa. Piszę znalazły się. Nie napsałem
że zeszły i znalazły sie tam z własnej chęci. Po prostu jednago
z nich postanowiły ukarać agencje pracy, ponieważ nie miał
wszystkiego co według nich trzeba mieć w papierach. Oj nie miało
sie wszystkiego w papierkach! Jakie to nieładne! I jakie to
straszne. Konkretnie nie miał homo ofisu. Czekanie dwa miesiace może
jednak wydrenować nie jedną, nawet nie najbiedniejszą kieszeń.
Płacisz czynsz , nic nie robisz, siedzisz i czekasz. Trafia cie
szlag, a pieniędzy niestety ubywa. Potem zaczynasz powoli popadać w
obłęd. Już po miesiącu znalazł się na ulicy, a po nastepnym
postanowił wyrzucić prawie wszystkie rzeczy. Bo po co miał z nimi
chodzić. Po dowód nie mógł przyjść ponieważ zalegał
właścicielowi z czynszem na przeszło trzysta funtów. Nie mógł
więc też także wrócić do kraju. A że było trochę zimno
przeniósł sie do większego miasta w którym mieściła się
noclegownia dla bezdomnych i darmowe kuchnie. Drugi z kolei nie miał
Inszuranszu, i też czekał aż mu go przyślą. Nie to że chciał,
on musiał. Agencje chciały żeby czekał. Trzeci został obrażony
i znniewazony przez kobietę pracującą w agencji. A była to jedyna
dobrze funkcjonująca agencja w okolicy. Czwarty...
Kolejny mecz o
wszystko. I kto tym razem umiera ze strachu? Teraz przyszła kolej na
kibiców z niemiec. To oni dziś wieczorem umierają ze strachu, a
anglicy szaleją z radości. Kilka godzin później mogą odetchnąć
także i kibice z niemiec. Reprezentacja ich kraju a także i chyba
głównie ich biznesu wygrała z Ghaną jeden do zera. Serbowie
natomiast przegrali z Australią.
Widzę jak budzi się gniew i
wściekłość, a następnie czuje jak przeze mnie przepływa. I co
mam zrobić? Wykorzystać tą energię żeby coś zmienić czy tylko
odczuwać i biernie przyglądać się temu uczuciu?
W
telewizji ta sama bełkotonomia co na kontynencie. Pokazują w kółko
jakieś idiotyczne czerwone walizeczki. Politycy z poważnymi minami
twarzy siedzą w w studio i ludzie zadają im poważne pytania. Z tym
że ludzie w studio niestety wierzą im, bo od nich w dużym stopniu
zależy ich przyszłość i do głowy im nie przyjdzie że politycy
łgają jak psy, i ich los jak i przyszłość kraju mają głęboko
w ... nosie. Obchodzi ich to tyle co zeszłoroczny śnieg. Tu dodadzą
pięć funtów a tam zabiorą trzy. Jeśli tego jeszcze nie wiesz to
ja Ci to właśnie teraz mówię - Anglio idziesz na dno. I żadne
czerwone walizeczki w wiadomościach telewizyjnych nie uchronią
ciebie od tego. Przerażające, lecz Statek Brytania tonie. Co prawda
lejbusie byli by jeszcze gorsi i gdyby rządzili nadal, pogrążyli
by Zjednoczone Królestwo jeszcze bardziej. Chociaż program
gospodarczy obecnego rządu tak naprawdę nie wiele się różni od
tego co proponowali wcześniej lejbusie ze swoim słynnym Jasiem
Fasolą na czele. Oni to przecież doprowadzili ten kraj do sytuacji
w jakiej się teraz znajduje, Wprowadzili cctv i zas...any homosiowy
ofis. Ale Lord Cameroon woli pasjonować się kosmetyką niż
realnymi zmianami. W końcu to kraj Marxa i Engelsa. Kraj w którym
ci dwaj bezkranie pisali swoje brednie, wyzyskując pracujących na
nich ciężko robotników z manufaktury ojca Engelsa. Może jestem
niesprawiedliwy i przesadzam bo Marx jak wszyscy wiedzą urodził sie
w Belgii, a młodość i dojrzałe życie spędził w niemczech. Był
więc niemcem belgijskego pochodzenia. Engelsa natomiast pasjonowały
głównie wspólne dzieci i matriarchat, a mówiąc dosadniej zero
odpowiedzialności za wychowanie i rodzinę, bo wspólne znaczy
przecież niczyje -co już wszyscy od dawna w Polsce wiedzą. Coź,
coś na swoją obronę jednak mam. Partia komunistyczna powstała
chyba w Anglii, i tu też zaczęto najpierw opłacać posłów z
kieszeni podanika. Więc "bratni związek" ogarnął cały
europejski lud. Smutne. Wielką Brytanię niestety także. Budzę się
więc z tego snu o bohaterskim kraju wolności który niby samotna
wyspa lub koralowa rafa na wzburznym morzu rozpaczliwie walczy o
resztki wolności ludzkiej. I prawa do prywatnego życia. Co? wyglada
na to że kolejne przebudzenie, z kolejnego snu? Czy na tym polega
oświecenie że budzimy się z iluzji i [niestety] widzimy rzeczy
jakimi naprawdę są? Bez owijania w bawełnę i snów na jawie o
świecie którego nie ma. Albo który jest, ale tylko w mojej głowie?
Dobrze. Dość na dziś.
Świat bez
zasad.
Czwartek. Idąc ulicą przypomniały
mi się ponure rozwarzania X. X narzekał że nie ma szans na
znalezinie pracy - natomiast ludzie pozbawieni godności i wstydu,
chodzą i bezwstydnie proszą, aż im dla świetego spokoju coś
znajdą, żeby nie nachodzili już ich I tak świat cały czas idzie
w dół zamiast do góry - mówił dalej a ja słuchałem - od
tysięcy lat, wyobraż sobie ci co nie maja zasad są za to
nagradzani. W świecie zwierząt jest nie inaczej - kontynuował
zadowolony że ma sie komu wyżalić - pisklęta które głośniej
krzyczą dostają więcej jedzenia i mają większe szanse na
przetrwanie, a potem kiedy trochę podrosną stają się silniejsze i
większe, wtedy wyrzucają z gniazd pozostałe - Potem dyskusja
zeszła na tematy związane z przyczyną. Mianowicie czy taki był
zamysł, w projektowaniu tego świata przez istotę "świadomość"
nazywaną przez nas Bogiem i jakie intencje temu projektowi
przyświecały. - Bo możemy założyć - mówił dalej X. - że Bóg
jest zły i stworzył zły świat - ale też możemy załozyć że
jest to jeden z jego wielu projektów, być może nawet z
nieskończonej ilości projektów która nawet dzieje sie
jednocześnie, ale niestety my nie odbieramy ich jednocześnie, lecz
po kolei jakby na nagranej taśmie filmu. Można także załozyć że
ludzie i stoty świadome posiadaja wolną wolę i mogą ją po prostu
przejawiać, i robią to w taki a nie inny sposób. Możemy także
założyć istnienie przyczyny i skutku co jest bardzo prostym
rozwiązaniem. Jak mawiają anglicy "qłik e fix" Także
wcale nie musimy odbierać i odczuwać świata w taki sam sposób.
Jedni, bogaci i szczęśliwi postrzegaja świat na swój
sposób.Wojownicy widzą go inaczej, także i kupcy. Biedacy i
umierający z głodu mają także swoją wersję postrzegania świata.
Bo ważniejszym wydaje mi się pytanie, widzisz tu zawachałem się
przez chwilę - czy można zmienić swoje postrzeganie świata na
bardziej dla nas ciekawe. I żyć w Londynie albo Paryżu, bez
materialnych trosk, a nie na przykład umierać z głodu lub
pragnienia w mało ciekawych miejscach świata. To znaczy potraktować
siebie i swój los w sposób bardziej plastyczny, a nie coś co
przepływa tylko i mija jakby z boku nas, a my zachowujemy sie tak
jakbyśmy zupełnie nie mieli na to wpływu. No dobrze.
Godzina
piąta po południu. Włochy przegrały ze Słowacją. Z grupy
wychodzi Paragwaj i Słowacja. Włochy dołączyły do klubu
przegranych. Dobrze że nie postawiłem dwudziestu funtów na nich.
Angole cieszą się, chociaż do pełni szczęścia zabrakło im
odpadnięcia reprezentacji niemiec. Achl Zapomniałbym, szedłem
przecież nad morze! I to po to żeby popływać. Pierwszy raz od
piętnastu lat. Wróciłem do domu szczęśliwy. Teraz też za chwilę
pójdę nad morze znowu i popływam albo przynajmniej pochodzę po
wodzie. Chodzę nad morze zwykle dwa razy dziennie. Mówiąc wprost
cholernie byczę się, wyleguje w łóżku do której chcę, powoli
bez zbędnego pośpiechu zjadam śniadanie i piję poranną kawę, a
następnie idę spacerowym krokiem deptakiem miejskim nad morze. Do
pełnego szczęścia brakuje mi jeszcze kobiety, żebym nie musiał
tego szczęścia odczuwać sam, ale żebym mógł się nim z kimś
podzielić. No i jeszcze trochę pieniędzy.
Wieczorem rozmawiałem
przez telefon z matką. Od matki dowiedziałem się że zmarł mój
znajomy z podwórka i ogarnął mnie poważny nastrój. Skąd
przychodzimy i dokąd idziemy, myslałem nieco patetycznie. Kim
jesteśmy, tego do końca nie wiemy, wyłaniamy się z bezmiaru i
znikamy w nim. A co przed nim i po? Wielka niewiadoma. Oglądałem
też oczywiście telewizję. Podczas meczu Dania:Japonia wpadłem na
pomysł że sędzia odbija ręką piłkę, robi to oczywiście
niechcący, następnie wyciąga z kieszonki żółtą kartkę i
pokazuje ją siebie. Potem zzruca z boiska kilku zawodników, a
następnie zmienia reguły gry. Na końcu wpadłem na pomysł że po
meczach wybuchają wojny. Potem przełączyłem na wiadomości i
wyobrażałem sobie polityków z naszego kraju którzy od rana z
wyrazem przerażenia i paniki na twarzy wykrzykują - na wszelki
wypadek nie otwierajmy w ogóle oczu ponieważ możemy przez
przypadek krzywo spojrzeć a to na zachód i obrazić niemców a to
znowóż na wschód i sprowokować rosję - Anglicy pogardzali by
nimi. Moje głupawe rozważania przerwała reklama festiwalu w
Glastonbury, który [ jeśli dobre zrozumiałem ] startuje w
piątek.
Spotkanie z Żebrakiem.
Piątek.
Idę po tytoń, ponieważ mi się skończył. Gorący dzień i jestem
niewyspany. Po drodze zderzam sie co chwilę z innymi ludźmi. Także
z żerakiem. Najbardziej agresywaną osobą w mieście. Żebrak nie
napada na nikogo, ani nie zaczepia innych ludzi, ma po prostu bardzo
gniewny wyraz twarzy, gniewną postawę i emanuje silnym uczuciem
gniewu. W drodze powrotnej w Arkadach sytuacja powtarza się. Żebrak
ma do mnie pretensje, a ja się przed nim tłumaczę że - szanuje go
i nic przeciw niemu nie mam. Nie wyspałem się i chodzę trochę jak
pijany. Tak naprawdę to jestem wściekły. Wieczorem spotkałem
jednego z ludzi z którymi kiedyś miałem wątpliwą przyjemność
pracować a nawet powiedziałem mu cześć choć z dystansem lecz
jednak i to spotkanie na ulicy wywoało na tyle silne wrażenia że
zwyczajnie eksplodowałem i obudziłem się w nocy pewien złości
jakby pękł wrzód i wylała się cała żółć zwiazana z tamtymi
przeżyciami. Więc przypominał mi sie po kolei Murzynek, Kogo Mi tu
Przysłali i Ojciec i całe to taplające się w swoim błotku
bydełko. No bez urazy, jesteśmy jedynym narodem europejskim
przynajmniej do rzeki Bóg, którego przedstawiciele beziteresownie
poniżają innych, pogardzają, i ośmieszają ludzi. Lecz jakbys
zapytał ich o przyczyny dlaczego na przykład depczą innych to nie
wiedzieliby co mają powiedzieć. Taki rodzaj altruizmu, kopanie bez
powodu. Dobrze. Po chwili pomiędzy mną a żebrakiem wywiązuje się
rozmowa a żebrak zaczyna mi opowiadać swoje życie. Zawsze tłumiłem
w sobie złość i gniew i powstrzymywałem uczucia wobec innych
bojąc się że mogę zareagować w sposób niewłaściwy, zranić
ich. I to zaprowadziło mnie na ulicę. Nadmierna duma, zbyt duże
skoncentrowanie na sobie i swoich odczuciach. Taki jestem, więc
domagam się od innych szacunku dla siebie, i dzięki silnej emocji
gniewu jaką roztaczam wokół siebie tworzę rodzaj ochronnego pola
tak aby inni ludzie nie mieli do mnie dosttępu, i nie skrzywdzili
mnie. Bo może poza tym polem gniewu ukrywa się we mnie bezradne
zagubione dziecko krzywdzone kiedyś i ranione bezkranie niby
treningowy worek przez dorosłych i starszych. Nie pytaj o więcej, i
pamiętaj o tym co ci przed chwilą powiedziałem.
Pozwolę
sobie opisać w kilku zdaniach Żebraka jak go nazwałem. Nie jest to
brudny, jakby może ktoś pomyślał, lub niechlujny. Jest to
mężćzyzna w średnim wieku, o wyprostowanej sylwetce ciała,
opalony, szczupły, dosyć zadbany, i pełen jak wspomniałem przed
chwilą silnego uczucia gniewu. które wypełnia go. Znak szczególny
-na czole ma tatuaż, czyli że ma wytatuowane na czole jakieś
znaki. Korone cierniową albo jakieś napisy. Tak jakby chciał
napiętnować siebie. za prawdziwe lub urojone grzechy. W Arkadach
kupuje jeszcze koszulkę biało-czerwoną co świetnie wpisuje się w
barwy zarówno Anglii jak i Polski. W meczu Anglia: Niemcy będę
oczywiście kibicował anglikom. Gdy wracam do domu dzwoni do mnie X.
żeby podzielić się swoimi refleksjami - Widzisz - mówi do mnie
przez telefon - ten świat oparty jest na kłamstwie. Jednak głupie
kłamstwo ma bardzo krótkie nogi nogi i jeszcze krótszy żywot.
Liczą się tylko inteligentne kłamstwa. Więc na przykład jeżeli
ktoś podchodzi do ciebie i mówi: dawaj pieniądze , to jego
działanie przynajmniej na dłuższą metę nie może liczyć na
powodzenie. Lecz jednak jeśli to samo kłamstwo sprzeda w nazwijmy
to bardziej inteligentny spsób. - sposób, właśnie podkreślił to
słowo, a ja powtórzę za nim jeszcze az sposób -no więc jeżeli
sprzedasz swoje kłamstwo inteligentnie i zostaniesz na przykład
politykiem i wtedy nie powiesz musicie mi dać, ale powiesz dajcie na
biednych proszę i chorych, i na głodne dzieci to mało kto będzie
mial odwagę sprzeciwić się temu, a.jeżeli tak, to pozostanie na
marginesie w mało znaczącej mniejszości. Generalnie im głupszy
kraj i co naturalne głupsi ludzi zamieszkują w nim to podatki i
daniny fiskalne są wieksze. nawet możnaby przeciętny iloraz
inteligencji danej nacji sprawdzać za pomocą wysokości podatków i
innych przymusowych danin. Z pozostałych postaci których cała
postawa mówi o wykluczeniu z wiekszości, zostały mi do omówoenia
jeszcze postaci żebrzącej i zażywającej narkotyki Dziewczyny bo
chyba tylko dwie osoby żebrzą w tym miescie, i sprzedawcy w sklepie
muzycznym. Sprzedawca ma taki twarz twarzy co łapie dziś idąc
ulicą kiedy wracam do domu jakby się szystkiego bał. I zyjego
według polskiego starego powiedzenia: kto się wszystkiego boi temu
na pogrzebie portkami będą dzwonili [o sprzedawcy napisałem już
wcześniej]
Już niedaleko domu widzę chłopaka patrzącego
na mnie krzywym wzrokiem. Po chwili lapie, facet ma na sobie koszulkę
w kolorze czerwonym z amerykańskim orłem a ja swoja nową biała w
czerwone obramowania .W telewizji gra Portugalia z Brazylią. Czyli
matka z córką. Młodszą i wiekszą, żeby nie powiedzieć
ofgromniejszą.
Wychodzodząć spotykam a właściwie
widzę Właściciela stojącego w drzwiach pokoju Mikaela Starszego i
pozdrawiam go, a schodząc po schodach słyszę pytający właścicela
głos Miekalea Starszego - Zbigniew? Będąc już na półpiętrze
rzucam w stronę drwi -Ye - trochę mi wstyd bo wiem M.S. lubi że
[lubił/] i ja go też lubię, ale nie jestem w stanie rozmawiać z
ludżmi, i chodzić na wizyty towarzyskie, bo mam zwarowany nastrój,
budzę się po nocach przerażony tym że nie znajdę pracy, albo
zadzwoni telefon z agencji i odezwie się w nim po angielsku głos i
nie będę mógł sie dogadać. Najgorsze jest w tym że ja nie
słyszy ich, muszą mówic powoli i głośno, ale jak mam ponawiać
prośbę - proszę mówić głośniej? No dobrze, schodzę po
schodach. Idę jeszcze raz do miasta. Tym razem żeby kupić dwie
koszulę w sklepie pod Arkadami. jedną powiedzmy że żółtą w
trudnym do określenia kolorze, ale najbliżej mieszanki piaskowego z
kurczakiem, tą do chodzenia na codzień. I drugą niebieską
-pomocną jak mi się zdaje przy szukaniu pracy. Kupuję też dwa
barwniki do farbowania włosów, jeden czarny a drugi rudy żeby
zafarbować nim włosy na czubku głowy [ten drugi jak się później
okarze do końca nie wyszedł, chciaż może w promieniach słońca
będzie go widać]. Oraz mydło o zapachu gruszy. Po dwóch
tygodniach nie używania mydła do mycia i kapieli. No nie kapałem
się codziennie. Kiedy straciłem pracę postanowiłem zastrajkować.
- po co mam się codziennie kąpać i zzmieniać ubrania jeżeli nie
mam praccy mówiłem do siebie chodząc zdenerwowany. Za resztę
pieniędzy jaka mi została postanowiłem zaszaleć, a więc w
Morrisonie na niezła kawę wydałem prawie dwa i pół funta, za
ciastka burbony pół funta, a dokładniej pięćdziesiąt sześć
pi. - bo jak być artystą to do końca i mieć też prawo do swoich
małych zachcianek - powiedziałem a następnie kiedy juz wychodziłem
ze sklepu dodałem - Pora zacząć inwestować w siebie i szanować
siebie. jeśli jesteś artystą to bądź nim chłopie do końca, mów
o tym, ubieraj sie tak jak ubierają się aryści i zachowuj. Dokąd
będziesz udawał kogo innego niż nim naprawdę jesteś. Całkowicie
i w stu procentach naturalnie.Ciekawe czy jestem konekwentny i jak
długo uda mi sie pozstać sobą, ubierać tak jak mam na to ochotę,
i dokonywać takich wyborów. Zachować także eleganckość stroju i
wyglądu, żeby pomimo biedy lub nawet nadchodzącej nędzy oddzielać
się od bylejakosci i pozostać w świecie w którym wszystko
promieniuje i błyszczy niby promienie słońca odbijające się w
lustrze wody nad morzem, lub nieskażone niczym piękno błekitu
ginącego w dali gdzieś na horyzoncie.
Glastonbury
Pisałem
przynajmniej parę słów o majowym festiwalu w Brighton, karnawale w
nieodległym Królewskim Bognor i o festiwalu w Chichester. Dziś
jednak rusza największy chyba, przynajmniej obok festiwalu na wyspie
Isle Of Wight impreza w UK. Oczywiście mam swoje skojarzenia z
czasami kiedy w Polsce rock był jeszcze żywy i rozkręcał się
Jarocin. Obok Jarocina był Remont i Stodoła oraz Rozgłośnia
Harcerska. I cała masa imprez, nazwijmy to trochę pobocznych i
peryferyjnych, jak w Malborku czy w krakowskiej
Rotundzie.Oczywiście
czasy się zmieniają, a i ludzie czasami też. Ci na przykład
którzy mieli ochotę nas trochę poprać kiedy w Sopocie przyszliśmy
na ostatni chyba koncert Kryzysu grającego wtedy w amfitatrze z Thee
Press z Andrzejem Dziubkiem i z jakimś norweskim chyba zespołem o
nazwie "Mięso", na wiosnę przyszli może posluchać ich
muzyki na koncercie muzyki wyklętej [ chodzi mi o muzykę Kryzysu]
Ci znowóż którzy wtedy słuchali w sopockim amfiteatrze Dziubka i
Kryzysu mogli mieć odmienne zdanie. Oczywiście kombinuje Choć
można by się zastanowić jak potoczyły się ich losy i ilu z nich
słucha do tej pory tego typu muzyki. Jako gangsterzy w niemczech lub
prawicowi radni samorządowi w powiatowych miastach podkarpacia. Dla
mnie ta muzyka nie była Bogiem, choć zawróciła mi trochę w
głowie. Od początku najchętniej słuchałem elektro. W rocku
bardziej stroje, dowolność fryzur, swoboda w poruszaniu się i
kreowaniu swojego życia. Bo poglądy to nie. Nie nazywałem ich
wtedy, ale dziś mógłbym je określić, to znaczy moje poglady z
czasów wczesnej młodości jako anarchizująco-wolnorynkowe. Więc
lewicowe lub prawicowe jak kto woli. Zresztą nie wiem czy powinienem
używać tego pojęcia, bo anarchizm kojarzy sie ludziom od lat z
jakąś konwencją żeby nie powiedzieć schematem myślenia typu
naprawiamy rowery, żyjemy na skłotach itd. A wolność jest poza
schematami. Czyli bardziej wolność niż anarchia. Stan naturalnego
pierwotnego, niczym nie splamionego ładu. A nie walki przeciw
rządom. Ciekawe jakby władza anarchistów nazywanych nierządem,
bezrządem, albo antyrzadem wygladała? Czy w tym sytemie nazywanym
antysystemem było by więcej wolności? Ale miało być o muzyce. No
właśnie. na drugim kanale BBC odbywała się o godzinne dziesiątej
wieczorem transmisja z gigantycznego przedstawienia Gorilli.
Świadomie piszępiszę przedstawienia a nie performansu, bo słowo
"perforams" ma u nas swoje znaczenie w sensie
artystycznym.
Tu jeszcze bardziej pasowało by stwierdzenie
inscenizacja. Na ogromnej wielkości telebimach, [ Przystanek
Woodstock przy tym to prowincjonalne Pierdziwszewo] pojawiają się
wielkie czerwone napisy świetlne typu: PICIE PLASTIKOWE KUBKI
CZŁOWIEK Wiadomo o co chodzi mówię do siebie. Kraje zachodniej
europy i USA zniszczyły środowisko naturalne a za skutki walki z
co2 i zatruciem mórz i powietrza zapłacą najbiedniejsi, na
przykład Polska, Paragwaj i Indie. Tu zresztą zaczyna przybierać
to formy skrajnej paranoi, wszystkie artykuły spożywcze są
chemicznie zatrute natomiast wyrzucenie niedopałka na ulicy lub
kawałka plastiku to straszliwa zbrodnia. To dlaczego pozwalają
produkować koncernom tyle plastikowych śmieci jeśli nie pozwalają
ludziom gdy te nie są już im potrzebne pozbywać się ich. Spróbuj
tylko wyrzucić śmieci w niewłaściwy dzień o niewłaściwej porze
to zobaczysz. A właścicel domu biega codziennie jak pies,
przerażony i sprawdza. Ta Gorilla to chyba kolejny propagandowy
produkcyjniak w rodzaju U2, po tym jak U2 spaliło się zbyt częstymi
kontaktami z Bilem Gatesem potrzebują "nowych twarzy"
Totalitaryzm czarno biały był zbyt toporny i przegrał. Kolorowy
natomiast łyka wielu ludzi i bezkrytycznie kupuje go Takie Goa dla
ubogich. Jeśli byliście w Goa to wiecie o czym mówię. tam
przynajmniwj odlot i ekstaza są naprawdę. Tu wsystko jest
wyreżyserowane dla tlłumu. Zresztą powstrzymam się od komentarza,
przecież nie muszę wszystkiego ciągle komentować. Na radiowej
szóstce natomiast bezpośrednia transmijsja z festiwalu. Jutro rano
kupię radio i zobaczymy co tam ciekawego słychać. Do Glastobury
nie pojadę, po tym co zbobili w tamtym roku, dla nich to być może
było dowcipne, dla mnie nie. O co chdzi? Ustawili kible w kształcie
kamiennego kręgu w Stonhage. Mnie sie to nie spodobało.
Dobrze,
napiszę teraz o dwu sprawach. Pierwsza to podejście do Glasta. U
nas i tu. Druga, to odrobina historii. Dla nas Glastek to kultowa
niemal sprawa, taki jakiś niemal tajemniczy obrzęd, a ludzie
zmierzający na festiwal ścigani przez słuzby specjalne
Zjednoczonego Królestwa i policje dostają się na festiwal siecią
podziemnych kanałów. Tak tu wcale nie jest. Glastonbery to
komercyjna impreza, jak zresztą i cała muzyka rockowa. Bo muzyka
rockowa to nie żadne podziemie i kontestacja, ale show biznes. Co
prawda na takim festiwalu można zaobserwować więcej nietypowych
postaw niż na przykład w czterech kanałach telewizji angielskiej.
Jednak i tu bunt przybierał nieco odmienne kształty niż u nas. I
kojarzył sie kiedyś z większą swobodą seksualną, a następnie
homoseksualną. Po prostu młodzi angielscy muzycy mieli potrzebę
publicznego wyrażenia swoich preferencji seksualnych w sposób
publiczny. A jak się zaczęło? Zaczęło się siedemnastego
września w 1970 roku, czyli czterdzieści lat temu. Wtedy na
Glastonbury przyjechało parę setek, no może góra parę tysiecy w
większości młodych ludzi, podobnie jak na pierwsze Jarociny w
Polsce. W wiekszości dodam nawiedzonych i tkwiących mocno w
klimatach hipisowskich. Chyba taki miał być, ze swoiście pojętą
trochę zabawną "mistyką" polegającą na noszeniu małych
dzwoneczków, lub wykrzykiwaniu co jakiś kochajmy się. Teraz w tym
roku jest to festiwal światła. Co na pewno waro było tam zobaczyć
to ilumiancje imprezy. Zupełnie niesamowita. Trudno mi ją porównać
do na przykład Openera lub do innej polskiej imprezy tego
typu.Jednak wrażenie jest! I to jakie! Czasami podczas tego typu
imprez zastanawiam sie jak będzie wygladała przyszłośc tego buntu
jaki zaczął sie w latach sześćdziesiątych, i czy będzie miał
jakąś kontynuację czy też pojawi sie kontestacja skierowana
przeciw niemu. Jak na razie to od lat obserwuje się coraz większą
kontrolę ludzi przez państwo -tu między innymi poprzez cctv i homo
ofice. Wszyscy mają też takie swoje korytka. Jednak wzrost kontroli
wiązałbym bardziej z rozwojem technologii
Rasizm
Osobny
problemem o ktróym chyba jeszcze nie wspomniałem, a i o którym
praktycznie prawie się wcale się nie pisze, chociaż w prywatnych
rozmowach często mówi -jest rasizm. Mam na myśli czarny rasizm.
Uczucie niechęci, a nawet czasami nienawiści skierowane przeciw
polakom. Dlaczego tak czarni nas nie lubią tego na Boga nie wiem.
Dość że za pomocą jakiegoś zmysłu łatwo i szybko wyławiają
nas spośród innych białych. Mnie też wyłowiło dwóch czarnych i
kiedy tylko mnie widzą długo wpatrują się we mnie. Oczywiście
przeważająca większość czarnych to normalni ludzie, i bez powodu
nie kierują nienawiści przeciw nikomu. Chodzą na plażę, grają w
piłkę, bawią się. Oczywiście chrześcijanie mają większą
swobodę w ubieraniu się, a raczej rozbieraniu, bo jest bardzo
gorąco. Ci którzy wywodzą się z kręgu kultury islamskiej mniej.
i mają do tego prawo, jeśli kobietą w trzydzisto stopniowe upały
nie przeszkadza na plaży długa gruba chusta i dość szczelne
ubranie to ich prawo. Żeby było jasno, uważam że islamskie
kobiety mają prawo do noszenia chust w mejscach publicznych. Jednak
wśród czarnych nie zuważyłem fundamentalistów islamskich. jedni
i drudzy to dwie odrębne grupy. Nie twierdzę że polacy są
niewinni jak niemowlęta które właśnie w wózku dziecięcym
prowadzonym przez mamę albo tatę uśmiechają się słodko i ssą
smoczka, lub też niewinie śpą przytuleni do poduszeczki w swoim
nowym dziecięcym wózeczku. Tak wcale nie jest i niczego takiego nie
powiedziałem. Niemniej kolektywna odpowiedzialność to coś za czym
wcale nie przepadam. Ostatni taki znany przypadek zabójstwa młodego
polaka przez czarnego miał miejsce w Londyńskiej Tubie w maju,
czyli miesiąc temu. Z rozmów z ludżmi wiem też że taka niechęć
nie ogranicza się do UK. bo m miejsce także na przykład w Belgii.
Co jest jej przyczyną? Bezkraność? Jakie są inne przyczyny, aby
nie poprzestać tylko na narzekaniu. Młody człowiek zamordowany w
metrze podróżował w dużej około dwudziestoosobowej grupie. Nikt
nie zareagował. Więc zupełny brak solidarności i atrofia ludzkich
uczuć. Zanik ludzkich uczuć. Taka jest przyczyna po stronie
polskiej. Drugą nadal słaba wśród części z nas znajomośc
języka angielskiego lub języka kraju w którym przebywamy. Oraz
nieznajomość przysługujących nam praw. Mogą sobie bezkranie na
nas poskakać no to robią to.
Kolonie
letnie.
Anglik to ma klawe życie,
siedzi sobie w Agencji pracy która zwykle nie daje ludziom pracy,
ziewa i nudzi sie potwornie, pije kawę za kawą i pali papierosy, a
w pracy wypoczywa, bo nie po tam chodzi żeby sie w niej męczyć.
Papierki wypełniają za nich zatrudnione w agencjach polki lub
rosjanki z litwy i Łotwy. Prędzej one, bo dla polek znających
nieżle angielski praca w takiej agencji nie jest już żadną
atrakcją. A Anglicy zapytacie. Radzą sobie, radzą . Ktoś
powiedział że przenieśli do siebie kolonie i kolonializm.
Przyjeżdżają do nich emigranci i na nich pracują, i jeszcze
zabiegają o to. Weżmy takie Cales, pojedżcie i zobaczcie tam
czasami jak tysiące ludzi koczuje w prymitywnie skleconych szałasach
i czeka na swoją szansę. To znaczy na urzędnika który ich jeszcze
nie zna, jest niewyspany albo ma dobry nastrój bo na przykład
własnie urodziło mu sie dziecko. Czasami się udaje. Chociaż teraz
już trudno spotkać w Cales polaka, przeważają raczej ludzie z
Azji
Na takie kololonie letnie do Anglii przyjeżdżają też nasi
rodacy [już bez problemów w Calles], na lato albo nawet na cały
sezon, od wiosny do późnej jesieni. Tak naprawdę jeżdzą na
półkolonie bo zimuja w Polsce, i w przeciwieństwie do ptaków,
wyjeżdżaja na zimę tam gdzie jest chłodniej. Ale gdyby ktoś
pomyślał że ma to coś wspólnego z temperaturą to by się
pomylił. Chodzi raczej o przetrwanie i zarabianie pieniędzy. Ciężką
pracą po wiele godzin dzienie. nawet bardzo ciężką. Nieraz
dwanaście godzin dziennie po siedem dni w tygodniu.
Politycy
natomiast tak jak u nas nieustannie podwyższa podatki "bo muszą
przecież ratować gospodarkę" - oj żeby tylko mu sie udało -
mówi z drążącym głosem niejedna staruszka, albo jej
zaprogramowany przez telewizję wnuczek. Ale ja wiem jedno, bez
Stalina też słońce wzeszło. Wzejdzie też i bez nich, to znaczy
kiedy ich zabraknie. Natomiast ilu udziom zaszkodził i zwyczajnie
zepsuli życie to inna sprawa. Tego już się nie odwróci. Ich to
jednak nie obchodzi. Ach! Polityka i politycy. Gdyby na przykład cos
chcieli naaprawdę zmienić to taki samolotjaki "spadł"
pod Smoleńskiem spadłby kilka lat wcześniej. A pan Andrzej Lepper
gdyby [znowu jako przykład] nprawdę cos chciał zmienic to afera z
molestowaniem pani Anity także zdażyła by sie o wiele lat
wcześniej.
A za dobrze tu wcale nie ma. Podobnie jak i w innych
krajach europy, jak na przykład w Hiszpani wielu ludzi nie wchodzi w
związki małżeńskie a jeśli nawet to robi, to nie maja dzieci.
Powód jest prosty, brak własnego mieszkania i niskie zarobki. Nie
ma to wiele wspólnego z pogladami politycznymi, że niby żekomo
prawicowcy chcą posadać dzieci, a lewicowcy nie, lub z podejściem
do tadycji. Może ludzie z wyższym wykształceniem, z bogatszych
rodzin i lepiej zarabiający chętniej deklarują poglądy
prawicowe.
Kiedy upadnie
komunizm
Odpowiedź na pytanie jest
prosta, kiedy świadomość ludzka na tyle wzrośnie że ludzie nie
pozwolą się wyzyskiwać w tak okrutny i bezwzględny sposób. czyli
mozna zaryzkować stwierdzenie że nigdy. Że zawsze bystrzesi ale o
mniejszej kondycji moralnej będą chcieli wyzyskiwać i zniewalać
innych, niemą zahukaną większość rozładowującą swój gniew na
domownikach, oraz samotną zagubioną grupkę indywidualistów
posiadających dość znaczny iloraz inteligencji ale jednocześnie
wysoki poziom moralności, czyli mieszankę cierpienia i
nieszczęścia.Kiedy jeszcze może upaść komunizm? Czy jak go sobie
nazwiemy, bo komunizm to przecież tylko słowo, a kiedy przestane
działać wymyslą napewno nowe nośne hasło. Wtedy kiedy liczba
dóbr na świecie znacznie spadnie i ludzie nie będą się mogli
zgodzić na zabawy z redystrybucją.
Przed południem poszedłem
do miasta w poszukiwaniu taniego odbiornika dariowego. Zwiedziłem w
końcu chyba wszystkie większe sklepy. Radia wystarczająco taniego
nie znalazłem, przy okazji dowiedziałem się że aparat
fotograficzny z obiektywem który chciałem kupić ktoś ukradł
Po
południu poszedłem nad morze
Anglia idzie na dno! Czekam trzy
tygodnie na mój inszurans i nie mogę się doczekaczekać. Rośnie
biurokracja i podatki. Anglia upada. Może jedynie korupcja jest
niższa niż w Polsce.
Małe co
nieco o polakach tu.
Żeby nie było że
krytykuję tylko czarnych, i irytują mnie angole, natomiast nasi
rodacy są zupełnie bez winy. Taki przykład. Idę w sobotę
wieczorem ulicą London Road, zaraz przy Stacyjnej i z naprzeciwka
mija mnie cztero osobowa grupka podpitych polaków. W wieku powiedzmy
że średnim, gdzieś między czterdziestką a pięćdziesiątką.
Mężczyźni głośno komentują mijanych po drodze przechodniów.
Kobieta jest pijana i bezczelnie wpatruje się we mnie. Przeważają
raczej nie wyszukane komentarze typu - ej ty, e no zobacz, ten
wyglada jakby przyp... swojej starej - a w odpowiedzi głośne
śmiechy - ła cha cha - itd. Takich też jest tu trochę, niemniej
nie stanowią większości i nie są grupą dominującą a opowieści
o tym że polacy nie myją się tygodniami, i nie zmienaiją przez
kilka dni skarpt i garderoby należy włożyć między bajki.
Wymyślają je chyba ci którzy nigdy ciężko nie pracowali na
magazynie lub na farmie. Spróbuj iść tu do ciężkiej fizycznej
pracy na dodatek latem i nie kąpać się codziennie i nie zmieniać
skarpet. Sam byś sie pierwszy udusił. Może i tak było kiedyś,
ale nie teraz. Tu prawie wszyscy ludzie są zadbani, i dbają o
czyste ubrania co jest chyba podstawową regułą. Drugą sprawą są
fryzury. Anglicy przywiązują wielka wagę do swoich fryzur, i
czystości włosów. Reguła jest podobna jak przy ubraniu, nie ważne
jaką fryzurę nosisz, ważne jest żeby wlosy były zadbane i umyte.
Co ma dobre i złe strony. Dlczego? Dlatego ze najważniejsza jest
powierzchowność. W ogóle nie liczy się kim jesteś ale jak
wyglądasz. Można to skwitować w jednym zdaniu. To zdanie brzmi
nastepująco. Powiedz mi jak wyglądasz a powiem ci kim
jestem.
Trochę o reklamach.
Teraz będzie troche o
reklamach tu i tam. Angielska reklama z Fabio Capello, na której
człowiek ogrywający najlepszych zawodników siedzi na wózku
inwalidzkim, nie kłamie. Bo taki jest obraz świata. Najlepsi
zostali zepchnięci w najlepszym razie na margines, a ignoranci i
uzurpatorzy zuchwale zajęli ich miejsca. Polska reklama dajmy na to
z Konradem bezczelnie kłamie bo za piętnaście minut raczej trudno
jest przesłać pieniądze. Może z Londynu do Nowego Jorku albo
Genewy, lub Singapuru. Lub z Nowej Zelandi do Papui Nowej Gwinei, ale
na pewno nie z polski do Zjednoczonego Królestwa. Bo słyszałem że
na przykład pieniądze z polski do niemiec idą cały tydzień, a
jak masz szczęście to idą "tylko" cztery dni. Przejdźmy
jednak do rzeczy, siostra pożyczy mi trzysta funtów, żebym mógł
opłacić zaległy czynsz i wyjechać w jakieś bardziej przyjazne
dla mnie miejsce gdzie łatwiej znajdę pracę. Następnego dnia
dzwoni do mnie zdenerwowana i mówi że są jakieś problemy, bo
kobieta w banku nie wie jaki jest swif kod, więc biegnę trzeci raz
do miasta tego dnia i pytam o to panią w moim banku, ta pisze kod na
kartce i podaję mi uśmiechając się przy tym. Prawdopodbnie uważa
mnie za głupca bo w głowie jej sie nie mieści żeby w banku
pracowali tacy niekumaci ignoranci i mieli z takimi błachymi
sprawami problemy.Następnie dzwonię do siostry i podaje jej ibam i
swift kod. Choć nie chce mi się wierzyć w to żeby w bankach nie
było jakichś katalogów z numerami kodów, lub nie można by tego
znależć w internecie! Po prostu kobieta jest wyjątkowo leniwa, a
bank "City" w Opolu totalnie amatorski. To jeszcze nic, po
trzech dniach wyobraźcie sobie, kobieta dzwoni do siostry. Proszę
zwrócić uwagę -po trzech dniach! że ma problemy z wysłaniem tych
pieniędzy i coś jej się nie zgadza. Przypomnia mi się wyjątkowo
niefortunny pomysł kiedy to chciałem założyć firmę w Polsce i
na posłańca z Muti banku czekałem, przez miesiąc. Z odległego o
trzydzieści kilometrów miasta szedł chyba centymetr dziennie.
Kiedy wreszcie raczył się zjawić, choć na początku gdy zadzwonił
powiedział że życzy sobie podpisać umowę w swoim aucie, a ja
niby dlaczego mam wsiadać do cudzego auta? Do auta człowieka
którego nie znam i nie jetem w stanie bez starty własnego czasu
zweryfikować tego czy naprawdę jest pracownikiem banku, a jeśli
nawet jest to czy jest uczciwy, i nie złych zamiarów wobec mnie. Po
krótkiej rozmowie łaskawie zgadza się przyjść do domu żeby
podpisać umowę, chociaż to drugie piętro i dla niego pewno spory
wysiłek bo najpierw musi wysiąść z auta i następnie wdrapać się
na górę po schodach. Jest jedynie cholernie leniwy i wyjątkowo
arogancki, myślę. Kiedy przychodzi, czeka na mnie następna
niespodzianka, bo niespodzianek związanych z tym bankiem było
więcej. Okazuje się że nie przyznali mi karty debetowej. Właśnie
po to potrzebne było mi konto. Jednak to jeszcz nie koniec, bo
zapomniał jakiegoś dokumentu i bez tego papierka nie możemy
podpisać umowy. Więc wychodzi. Dzwoni następnego dnia i proponuje
żebym czekał na niego gdzieś w mieście niedaleko drogi
wyjazdowej, bo on się śpeszy i nie ma czasu żeby do mnie
przyjechać. Więc mam stać na drodze wylotowej i czekać aż on tam
podjedzie i podpiszemy tą niepotrzebną już teraz mi umowę.
Tu
też nie jest wcale najlepiej, na Inszurans czekam czwarty tydzień,
i zanim nie przyjdzie na mój adres nie chcę się wyprowadzać,
ażeby potem nie przyjeżdżać, bo to dodatkowe problemy, strata
czasu i pieniędzy. Komunizm rośnie więc w siłę jak na drożdżach
a jego przedstawiciele żyją coraz dostaniej. Ja natomiast siedzę w
domu i się wściekam, bo czas płynie nie pracje a dług rośnie i
za czynsz będę musiał przecież zapłacić. Chdzę codziennie do
banku a miłe dziewczyny, chyba włoszki mówia mi że pieniądze
jeszcze nie wpłynęły i patrzą na mnie w coraz bardziej dziwny
sposób. Być może angielskie banki też nie chcą pieniędzy z
polski, z góry uznając je za brudne i podejrzane, to znaczy
pochodzące z tak zwanego prania. Nie zdziwił bym sie wcale gdyby
tak było.
No i tak to udało im się dzisiaj, im to znaczy
ludziom z "City" banku zburzyc mój spokój umysłu, który
trwał zaldwie przez półtorej godziny, to jest od czasu kiedy
dowiedziałem się że mam trochę więcej pieniędzy na koncie niż
sądziłem. Na tyle że gdybym wyjechał na początku tygodnia to
zostało by mi na opłacenie czynszu przez tydzień w nowym miejscu.
I znowu zaczynam nerwowo liczyć na okrągło swoje wydatki, czy mi
na wszystko starczy.
Samotność.
Wtorek.
Coraz bardziej irytuje mnie moja samotność. Jestem tu już dwa
miesiące a nie poznałem nikogo z kim mógłym sie spotykać i
porozmawiać. Nie wspominam nawet o tym że nie poznałem żadnej
kobiety. I dalej jestem sam. Niby to nie żaden rekord bo są tu
ludzie, a jest ich sporo, którzy siedzą tu od lat i nikogo nie
znają i nie spotykają się z nikim, poza ludźmi w pracy. Są sami
i są samotni od lat. Mężczyźni mają łatwiej bo mogą w swoim
gronie wyskoczyć razem na miasto, wypić wspólnie piwo i pogadać.
Gorzej dziewczyny. Do tego czas pracy i zmiany na jakich najczęściej
pracują polacy nie sprzyjają poznawaniu ludźi i spędzaniu wolnego
czasu wśród nich. Do tego jeszcze dochodzi zmęczenie, a czasu
wolnego jest tyle żeby przygotować się do pracy na następny
dzień, zrobić zakupy, pranie i wykąpać się. Jeszcze zjeść i
iść spać. Samotność wielu jest tu naprawdę przerażająca.
Ludzie często są nieufni i wrogo nastawieni do innych. Wśród
polaków bo o nich przede wszystkim myślę i teraz piszę, panuje
dość powszechna opinia że ludzi na wyspach jest już za dużo i
dlatego są coraz większe problemy z pracą. Więc nie jest winna
coraz wieksza redystrybucja dóbr, po prostu czytaj rabunek, ale
liczba ludzi. Tam gdzie jest więcej wolności tam więcej ludzi to
większy rynek. Tam gdzie tej wolności jest coraz mniej wszystko
staje sie problemem. Do wszystkiego władze musza dopłacać,
ratować, wspierać i pomagać. Chociaż czasami podrózując mam
wrażenie że faktycznie ludzi jest tu dużo, a konkretniej domów
mieszkalnych. Czasami jadąc przez wiele kilometrów widzi się
praktycznie jedynie domy i zabudowania, a pomiedzy miastami i
wioskami nie ma często prawie w ogóle żadnych przerw.
Pochodzę
z miasteczka położnego niedaleko Radomia. Ludzie tam są grzeczni i
uprzejmi. Dlatego irytuje mnie tu arogancja i agresja sprzedawców w
sklepach. Nie masz czasu żeby powoli obejrzeć towary zanim je
kupisz, i poszukać tego co naprawdę chcesz, a jeśli tego nie ma
dokonać wyboru i zastanowić się przez chwilę. Tu obowiązuje
zasada: szybko płać, bierz i wyjdź i prowincjonalne traktowanie
klijenta. Oczywiście anglicy nadal są uprzejmi i kiedy idziesz
ulicą uważają żeby się z tobą nie zderzyć, chętnie ustępują
miejsca i nie lubią zabierać przestrzni osobistej innym. Podobnie
jest w komunikacji miejskiej. Kolejka, odległości, szanowanie
przestrzeni innych. Nie zauważyłem żadnego przepychania się czy
zwyczajnego chamstwa. Natomiast w sklepach jak napisałem wcześniej
jest inaczej. Tanie supermakety, drobne zakupy, prowincjonalna
obsługa, czyli jednym słowem bylejakość. I chorobliwa wręcz
granicząca z obsesją obserwacja rąk klijentów. Ta obserwacja rąk
pochodzi podejrzewam z agencji pracy, gdzie sposób zachowania jest
decydujący o tym czy dadzą ci pracą, a najważniejsze dla nich są
twoje dłonie. Muszą być nieruchome, a jeśli nie daj Boże
poruszają się, to w sposób naturalny. Inaczej nie licz na żadną
pracę z agencji. Zapomnij o tym. Wychodzę kupić tytoń, bo może
mi zabraknąć. Jest za dwadzieścia siódma, w barze Stacyjnym o tej
porze pusto, co widzę z ulicy. Zainteresowanie piłką maleje im
biżej końca igrzysk. A Anglia jest za burtą.
Fotografie
autorstwa autora, więcej jego fotgrafii z południowej Anglii
znajdziesz tu http://aaarte11.blogspot.com/
Młodzież
O
ile ludzie w wieku średnim i starsi są grzeczni, co właściwie
jest regułą i normą, a nie jakimś wydarzeniem, o tyle młodzież
a konkretnie nastolatki coraz bardziej przypominają nastolatków
żyjących w polsce. Kilkanaście dni temu oglądałem w telewizji
reportaż o zabójstwie bezdomnego przez trzech nastolatków.
Podobne, jeśli nie większe problemy mają z nastolatkami
irladczycy. Cóz po prostu ktoś ich zapomniał wychować. Tym kimś
byli, och co za dziwny zbiego okoliczności -rodzice. Pracujący do
późnego wieczora żeby zarobić na mieszkanie i jedzenie. Dzieci, a
raczej zazwyczaj jedno dziecko widywało podczas tygodnia roboczego
rodziców raczej rzadko i przypadkiem. Widać że społeczeństwo ery
produkcyjnej w której wszyscy jesteśmy robotnikami nie wypaliło.
Żeby przetrwały dwie lub trzy osoby, oboje dorosłych musi pracować
zawodowo. Gdyby nie imigranci problem ze społeczeństwem
produkcyjnym by się już na szczęscie skończył. Po prostu by
wymarło. Wraz z rozwojem postępu widać jak coraz więcej osób
musi pracować aby utrzymać coraz mniej osób. Tak wygląda ten
dobrobyt. Urugwaj przegrał z Holandią dwa do trzech. Kibicoawałem
im, choć raczej uważałem zwycięstwo Holandii za bardziej pewne.
Zobaczymy jak się spisze Paragwaj, bo Argentyna i Brazylia są już
poza. [chyba cos pomyliłem bo Paragwaj przecież odpadł]
Późnny wieczór. W
piątek minie dwa miesiące od czasu jak tu przyjechałem, więc pora
na małe podsumowanie. Jest kilka niewątpliwych sukcesów na moim
koncie, co też muszę odnotować, zamiast jedynie ciągle narzekać.
Przestał mnie boleć kręgosłup, a przecież cały kwiecień
spędziłem leżąc w łóżku, i przestała mi cierpnąć prawa
noga. Schudłem też i opaliłem się. Wielu ludzi za to żeby móc
normalnie chodzić oddało by mieszkanie albo samochód. Ja jeszcze w
kwietniu nie wiedziałem czy będę mógł chodzić, nie pracować
lub biegać, ale zwyczajnie samodzielnie chodzić. Znalazem też
pracę nie mając telefonu, bedąc przy tym bez grosza [ telefon
zgubiłem] i konta bankowego, co jest niewątpliwym sukcesem. I udało
mi się przetrwać bez pieniędzy, a raz nawet nie jadłem
praktycznie prawie nic przez siedem dni. Założenie konta i
znalezienie pokoju, to wszystko po angielsku, chociaż mój angielska
nie być dobry nie uważam już za sukces. Chociaż być może
powieniem to także docenić, a nie tak łatwo dopuszczać do siebie
myśli o wyjeżdzie i potem załatwianiu wszystkiego na nowo. W
holenderskim lub francukim banku zakładać na nowo konto, i nastęnie
starać się o holenderski albo franuski "inszusrans"
jeżeli taki jest No bo chyba przyjdzie w końcu.
Minusem jest
to że nie mam obecnie od trzech tygodni pracy. Może jednak więc
zostać na razie w UK. Jedynie zmienić miejsce na Kent lub Londyn?
Wiele rzeczy po czasie wydaje się banalnie łatwych i prostych, ale
wcześniej takie nie były. Na przykład znajduje się miejsca gdzie
można naprawdę naprawdę bardzo tanio kupić używany telefon.
Okazuje się też, z czego zupełnie nie zdawałem sobie sprawy że
język polski jest dosyć ważnym językiem komunikacji w UK -a i być
może wszędzie tam gdzie przebywa czasowo lub na stale wielu
imigrantów z europy śrdkowej i wschodniej. Dla nich wszystkich,
jeśli nie znają nieżle języka angielskiego, a w większości
wypadków nie znają, znajomość języka polskiego jest sprawą
podstawową to znaczy znalezienia pracy i wynajęcia mieszkania. Przy
okazji bardziej też zaczęłem uważać siebie za polaka, a
dokładniej inni zaczęli mnie jako polaka określać, ludzie ze
wchodu, czarni i anglicy. I tak sie stałem się tu bardziej polakim
niż byłem nim w polsce. Nie ja jeden. Pisząc polakiem mam na myśli
przede wszystkim człowieka języka polskiego, a nie obywatela
państwa polskiego.
Przy okazji. Ciekawi mnie tu określanie
się nacji i od jakiegos czasu nie daje spokoju.To znaczy jak
przedstwiciele róznych narodowości okreslają siebie. Uzbecy i
Kirgizi na przykład pomimo tego że używają języka rosyjskiego
nadal mają poczucie własnej odrębności. Podbnie czarni używający
na codzien języka angielskiego. Jak by wygladała tożsamośc
polaków bez języka polskiego. Otóz według mnie,tym co okresla
polaków jest język i wraz z językiem tracą poczucie kulturowej
tożsamości. Język jest polem transmisyjnym naszej kultury. Dla
odmiany inne narody funkcjonuja bez posiadania odrębnego własnego
języka, lub granic. Jednak pomiedzy nimi występuje dośc silna
rywalizacja, co świetnie pokazały mistrostwa. Nie jest jak pokazują
u nas że pomiędzy przedstawicelami narodów lub państw zachodnio
europejskich nie ma żadnego poczucia odrębności albo rywalizacji.
Tylko jeden chlew, jeden kołchoz i jedno koryto.
Wracając na
chwilę do anglii. Anglia już nie jest taka wspaniała jak była na
początku ani taka zła jaka stała się na jakiś czas dla mnie
póżniej. Ona po prostu jest, a ja tu teraz mieszkam.
Środa.
Rozmawiałem przez telefon z siostrą. Była w City banku, i okazuje
się że ta pani w City nie wie czy pieniądze zostały do wysłane,
jak się to wcześniej wyraziła - czy przeszły - a konkretniej
cytuje - nie ma pewności - Nie wiedizałem że w polskich bankach
pracują tacy nieucy którzy nie potrafią przesłać pieniędzy za
granicę. Zawsze myślałem że to prosta i niezbyt skomplikowana
operacja. Tak przynajmniej widziałem na filmach i czytałem w
książkach. Przecież gdyby nie te pieniadze przysyłane do polski z
zagranicy przez pracujących tam ludzi to chyba by sie juz dawno
zawaliła.. Pogoda za oknem deszczowa i ja mam taki nastrój. Trochę
jest mi wszystko jedno. Nie czekam na inszurans i listonosza,
niemyślę o przeprowadzce ani o znalezieniu pracy tutaj. Bardziej
pozwalam sprawom żeby się same układały, a one układają się
nijak. No jednak nie do końca. Łapię sie na tym że schodzę po
schodach na dół i zaglądam czy nie ma poczty. Listonosz przychodzi
między dziesiatą a pierwszą, widać jak wszystko sie tu sypie i
pojawia coraz większy chaos. Rzadzących interesuje tylko -oprócz
utrzymania władzy i przywilejów oczywiście- wojna w Afganistanie.
Ciągle o tym mówią w telewizji, a tych którzy tam zginęłi
pokazują jak jakichś wielkich męczenników. Nie rozumię tego.
Najpierw tak im zalezało na tym żeby jak najwięcej imigrantów
spoza europy przybyło na nasz kontynent a teraz prowadzą z nimi
wojnę bo stali sie dla nich zagrozeniem. Nawet gdyby ta teza że
okupacja Afganistanu przynosi ogromne dochody słuzbom specjalnym
państw okupacyjnych poprzez czerpanie zysków z handlu jedynym
bogactwem kraju, to znaczy produktów jakie można uzyskać dzięki
uprawie maku i konopi indyjskich, to i tak na pewno podejrzewam że
koszty wojny są o wiele większe.
Miedzy
Freją a Odynem
Wieczór. O siódmej po południu
zaczyna się mecz Hiszpania kontra Niemcy. Poziom dosyć wyrównany,
chociaż im dłużej trwa mecz tym bardziej dominującą drużyną są
Hiszpanie. I to oni prawdopodbnie zagrają z Holandią o tytuł
mistrz świata. Gdyby nie ten ich południowy indywidualizm mogliby
wygrać nawet cztery:zero. Podczas meczu nagle przychodzi olśnienie.
Przeiceż kobieta która tak na mnie ryknęła w agencji pracy to
żona Odyna! Konkretniej jakaś jej emanacja. Nieźle musiałem im
kiedyś zajść za skórę skoro tak się na mnie wściekają. Czysty
gniew, emanacja gniewu, skumulowana esencja gniewu -przynajmniej
wobec słowian- bo wie że może sobie na to bezkranie pozwolić. Tak
jak kiedyś ludy zachodniej europy porywali słowian na niewolników.
Prawie nic się nie zmieniło. [nawet tego ślady przetrwały w
językach zachodnich] A więc jestem zawieszony pomiędzy Odynem a
jego żoną. Nie, nie pojadę tam gdzie wcześniej pracowałem żeby
znosić gniew Odyna. Nie jestem piłką, workiem treningowym, ani
koszem na śmieci. Muszę znależć jakieś inne wyjście.
Jest
czwartek. Pieniądze przyszły, a ja generalnie czuje przypływ
odwagi. Nie wiem czy mam to wiązać z finansami, ponieważ przypływ
odwagi czuję od rana, Zresztą to nie ma dla mnie znaczenia.
Poszedłem najpierw do banku, następnie kupiłłem sobie francuski
tytoń "gauloises", i moją ulubioną Virginię w żółtym
opakowaniu, -nie mylić z Golden Virginia w żółtym opakowaniu co
robią nagminnie sprzedawcy w supermaketach. Następnie w Charity
Shopie śmieszną podstawkę na kubek przedstawiającą wyspę
Jersey. Widzę że coraz bardziej ciągnie mnie do kultury południa,
Francji i Włoch -tam gdzie smaki, zapachy i kolory ogdgrywają dużą
rolę, a nie tyle działanie jak na północy. Lecz także
odczuwnanie i kontemplacja świata. Poszedłem też w sprawie
internetu na West Regent Road, gość powiedizał mi że zadzwoni w
następnym tygodniu. Następnie w kafejce interetowej połozonej przy
deptaku zaraz za agencją Era wrzuciłem na mój blog "Zapiski z
Anglii", a konkretniej pierwszą część którą zaliczam do
kategorii artystystycznej i bardziej uważam za opowiadanie, w
odróznieniu od dalszej części zapisków które są po prostu
dziennikiem emigranta w stylu: "wstalem rano i poszedłem do
miasta kupić tytoń". Chciałem też założyć blog na onecie
w którym pokazywał bym moje fotografię, jednak są za ciężkie i
nie chcą się załadować, ponieważ prawie wszystkie mają więcej
niz 400 kb a do blogów na onecie można ładować maksymalnie te do
200 kb
Terroryści
Wczorajsze zdarzenie z
czarnym człowiekiem uzmysłowiło mi prawdziwe przyczyny terroryzmu
. Zakładając że taki naprawdę istnieje. Bo jeśli gdzieś być
może i trafiają się terroryści, to prawie zawsze oczywiście
przez przypadek w domu obok albo na sąsiedniej ulicy wynajmują
mieszkanie lub pokój ludzie ze służb specjalnych. Oczywiście
przez przypadek, tak jak przez przypadek podczas kolejnej okupacji
Afganistanu rośnie uprawa maku oraz produkcja heroiny. A przez
przypadek służby które śledzą ich przez cały czas nie dowiadują
się kiedy ludzie z brodami i w turbanach zamierzają dokonać
terrorystycznego ataku Bo w tym czasie akurat zajęte są -ach, co za
prawdziwy zbieg okoliczności- w miejscu gdzie ma być przeprowadzony
zamach ćwiczeniami no nie uwierzycie mi
-antyterrorystycznymi!
Jeżeli prezydent Bush mógł sobie
pozwolić na szukanie broni masowego rażenia na sali podczas
spotkania z dziennikarzami przy głośnych wybuchach śmiechu
wszystkich tam obecnych, to ja chyba także mogę sobie pozwolić na
odrobinę swobody i dowolności w moim myśleniu No więc dobrze
weźmy takiego człowieka zazwyczaj z wyższym wykształceniem a
czasami z doktoratem, który miesiącami nie ma pracy a na dodatek
być może przez ten czas zabiega o pozwolenie na nią, na pobyt tu i
oczywiście czeka na ten cholerny inszurans. Pieniądze na które
składała się cała wioska w jego rodzinnej Afryce albo w
Pakistanie szybko niestety się kończą, ale czynsz trzeba z czegoś
opłacić. Więc potem przenosi się do znajomych, z którymi mieszka
w pokoju w trójkę albo i w czwórkę, a gdy możliwości pożyczenia
następnej potrzebnej na opłacenie czynszu sumy pieniędzy kończą
się, popada w coraz większą rozpacz. I zachwyt krainą wolności
powoli zamienia się w nienawiść, poprzez uczucie żalu i goryczy.
Teraz tylko trzeba nośnej idei i terrorysta jest już gotowy. mógłby
to być komunizm, nacjonalizm, anarchizm albo wojujący
libertarianizm w jakiejś agresywnej formie. Ta ideą jest obecnie
radykalny islam. Więc kto produkuje terrorystów? Terrorystów
produkują urzędnicy i politycy, niszcząc wolność gospodarczą,
swobodną wymianę towarów i usług pomiędzy ludźmi i dobrowolne
nawiązywanie umów. Tworzą także miliony niepotrzebnych przepisów
utrudniających i niszczących czasami ludziom życie. Oni są
prawdziwymi terrorystami i kuźnią światowego terroryzmu. Co robią
natomiast terroryści z dawnych lat. Wieczorem oglądałem w
telewizji angielskiej film o grupie Bader-Meinhoff, i stąd te
refleksje. Cohn-Bendit zasiada w parlamencie europejskim gdzie pełni
ważne funkcje, Joshka Fisher jest natomiast ważną postacią w
polityce niemieckiej o czym chyba nie muszę wspominać
Co porabiają dla odmiany
muzycy tamtego pokolenia/ Podczas rozgrywanych mistrzostw świata
jakie się odbywały w RPA widziałem kilka razy Micka Jagera w
towarzystwie Clintona. Nie wiedziałem że Jagger lubi piłę nożną.
Clinton postarzał się bardzo.
Sobota cd. Na dole spotykam
Mickeala Młodszego, a właściwie mijamy się w drzwiach. Pyta mnie
co robiłem przed chwilą, rozmawiamy i nagle dociera do mnie że on
nie jest wcale taki uczynny ale chce mnie i moje zachowanie
kontrolować. Idę nad morze bo w pokoju robi się gorąco, spotykam
po drodze grupki podpitych polaków i Rosjan. Nic się szczególnego
nie dzieje lecz nad morzem jest wyraźnie chłodniej. Wracam po
siódmej jem kolację w ogrodzie, robię kilka zdjęć nieba które
dzisiaj wydaje mi się szczególne -bo układa się w takie pasma
podobne do smoków lub kręgów z ludzkiego kręgosłupa, po czym
wracam do pokoju i włączam telewizor. Zaczyna się mecz o trzecie
miejsce. Grają Urugwaj który na początku wydawał mi się taki
marny i Niemcy. Urugwaj przegrał z Niemcami dwa do trzech. Pierwsze
trzy miejsca zajęły drużyny z europy.
cctv
Kilka dni
temu,przez przypadek dowiedziałem się jak Anglia jest mocno
opleciona cctv i systemami monitoringu. Być może o tym nawet nie
wiesz, ale twoja ulica jest także przez cały czas monitorowana.
Podobnie jak drzwi wejściowe do twojego domu. Chociaż mieszkasz w
małym mieście i na bocznej ulicy -gdzie nie ma żadnych sklepów,
barów, parkingów ani pubów
Dziewczyna
która żebrze
Niedziela, wczesny
wieczór. Wracam z plaży. Po drodze gdy idę główną ulicą
miasta. Zaraz niedaleko supermaketu podchodzi do mnie dziewczyna
która żebrze. Na początku nie poznaje jej, jest opalona i ubrana w
ładną bluzkę. Zwykle siedzi w jakimś zaułku w zapiętej kurtce
bez względu na temperaturę. Dziś jest sympatyczna i nie ma takiego
zbuntowanego wyrazu twarzy. Podejrzewam, prawdopodobnie zresztą
słusznie, że chce coś wyłudzić, a konkretnie jakieś drobne
pieniądze. Myślę tak ponieważ widziałem jak kilka sekund
wcześniej zaczepiła mężczyznę idącego przede mną. Jest to
mocno opalony na twarzy, łysiejący mężczyzna w średnim wieku,
być może trochę pijany. Zabawne bo pół minuty wcześniej prawie
zderzył się z nim wysoki chłopak sprzątający plaże. Wracaliśmy
w tym samym czasie z plaży. Na początku myślałem że chłopak
przestraszył się mnie, ponieważ zaczął zachowywać się trochę
dziwnie. Lecz kiedy mnie minął, a właściwe to ja go przepuściłem
przystając na chwilę przed sklepem "Polskie Delikatesy" i
pozwalając żeby mnie wyprzedził -zauważyłem się zachowuje
odrobinę dziwnie. To znaczy co chwilę przystaję, i spogląda
przestraszony w bok jakby kogoś śledził lub się przed kimś nie
znanym mi ukrywał. Potem jednak gdy wchodzi na deptak miejski gdzieś
po dziesięciu metrach nagle skręca i wraca, zderzając sie prawie z
łysiejącym mężczyzną. Trzymam od chłopaka pewien dystans bo już
obok witryny polskich delikatesów kiedy mnie wymijał rzucił coś
cicho w moja stronę, Nie wiem co, bo mówi prawie szeptem i równie
dobrze mógł powiedzieć - cześć - jak i - odwal się - albo -
przepraszam - Nie wiem także w jakim języku to powiedział ponieważ
po prostu nie dosłyszałem co do mnie mówił. Wobec faceta też
wolę trzymać odpowiedni dystans ponieważ zachowuje się trochę w
hm, sposób nieprzewidywalny. To znaczy mam na myśli że ma lekko
nie skoordynowany chód. . Kiedy podchodzi do mnie Dziewczyna wiem
jak wspomniałem o co jej chodzi i mówię że - przepraszam nie
rozumie ciebie -- i po chwili rzucam jeszcze w jej stronę - jestem
cudzoziemcem - ona z zainteresowaniem pyta - polish? mówię jej że
- nie - po czym odchodzę. Chodziło jej o pieniądze ale porozmawiać
przecież przez chwilę mogliśmy. No nic idę dalej, zaraz niedaleko
Tesco widzę kobietę opartą o framugę drzwi z głową pochyloną
do tyłu. Jest pijana abo po dragach. Podchodzi do niej mężczyzna,
prawdopodobnie jej facet i bierze ją łagodnie za rękę, po czym
razem odchodzą. Wygląda młodo i delikatnie czym mnie zadziwia,
ponieważ kilka dnie temu widziałem jak siedział pijany na ławce
niedaleko parku i krzyczał do niej żeby dała młodemu rudemu
chłopakowi jaki do nich właśnie podszedł papierosa lub
zapalniczkę. Wtedy zachowywał się dosyć nie grzecznie. [Ten rudy
chłopak podszedł wtedy do mnie minutę później pózniej i
poprosił o zapalniczkę] Robi mi się wstyd, kobieta ma problemy, bo
może nie wyrabia już i pije a ja tak ją w myślach potępiam.
przecież nic złego innym nie robi.Głupio mi, bo gdybym miał
składać, czyli montować wózki dłużej też bym chyba nie
wytrzymał i zaczął albo pić -co przecież w miejscu pracy czuć-
lub zażywać jakieś inne specyfiki.
Wracam do domu i
spotykam na schodach Michaela, razem rozmawiamy próbując się
dogadać. Nie dość że mój angielska być średnia, to jeszcze jak
to przed meczem on jest pijany i na dodatek brak zębów utrudnia mi
zrozumienie go. Wiedząc że mam ochotę napisać kilka zdań żegnam
Mika, wcześniej jednak otwiera drzwi i pokazuje mi z dumą jakieś
plakaty i tabele z rozgrywek. Ja go chwalę, żegnam się z nim i
wychodzę. To znaczy wracam do mojego pokoju. Muszę przed wyjazdem
wyprać podkoszulki. Raz żeby nie śmierdziały mi w plecaku, a dwa
że będę w nich także chodził, do tego dochodzą i inne części
mojej garderoby. To że będę być może za kilka dni bezdomny nie
znaczy wcale że mam chodzić brudny i w nie świeżym ubraniu -a z
praniem podczas takiej włóczęgi może przecież być różnie.
Jest
jedenasta minuta meczu, Alonso przywalił mocno w stronę
holenderskiej bramki przestrzelił jednak. Micheal krzyczy co słyszę
przez ścianę -kim Ty jesteś? To chyba było skierowane do
hiszpańskiego zawodnika W żółtych kartkach lepsi są Holendrzy,
pięć do trzech [wtedy]
Mecz jednak wygrali Hiszpanie, i to oni
zostali mistrzami świata.
Poniedziałek. Idę do banku żeby wypłacić piieniądze potrzebne mi na opłacenie czynszu. Po drodzę wpadam na pomysł że mogę spróować i zobaczyć jak działa bankomat. Nie musze przeciez zawracać głowy kobietą w okienku kiedy za każdym razem chcę wypłacić pieniądze. Robie to powoli i udaje mi się. Mały sukces. Nauczyłem się dziś wypłacać pieniądze z bankomatu! a parę dni temu po raz pierwszy skorzystałem podczas zakupów z karty kredytowej. Jednak wolę płacić gotówką. Dzwonię jeszcze w dwa miejsca w sprawie pracy.. W jednym odzywa sie nagrany głos sekretarki, mówi - zostaw wiadomość - i tak dalej. W drugim dają do zrozumienia że jestem za stary. Zbieranie na polu fasoli nie jest tym o czym może chciałbym marzyć jednak to oni rezygnują ze mnie. Zawsze zresztą jak w ofercie padają sie słowa typu - fasolka - lub mleczko - wole uważać
Spotkanie
z czarnym człowiekiem.
Jest piątek, po jedenastej w
południe i ma być bardzo upalny dzień. Ja idę do kafejki
internetowej mieszczącej się przy głównej ulicy miasta aby
wrzucić swoje zapiski, konkretnie rozdział zatytułowany "Anglia
Tonie", a dokładniej jego część "Muzyka za kratami",
i następnie jak sie wyrobię to mój "Poradnik Nieudacznika"
jaki skleciłem dla absolutnie zielonych przyjeżdżających na
Wyspy. Może komuś dzięki temu pomogę? No i oczywiście także
przejrzeć pocztę. Gdzieś w okolicy Tesco przepuszczam na chodniku
młodego czarnego człowieka. Jest może mulatem albo nawet hindusem
z południa. Nie ważne. Idę dalej. Za chwilę słyszę jak ktoś za
mną krzyczy - halo, haoo - Po chwili odwracam się a do mnie
podchodzi ten chłopak i podaję mi rękę, a następnie przykłada
swoją głowę do mojej. Robi to najpierw z jednej strony a nstęnie
z drugiej. ja natomiast stoję zaskoczony i nie wiem co powiedziec. w
milczeniu podajemy sobie jeszcze na pożegnianie dłonie i odchodzimy
każdy w swoją stronę. Teraz już wiem co czuł brat mojego dziadka
kiedy miał zastrzelić rosyjskiego generała. Sytuacja wyglądała
mniej więcej tak: Brat dziadka wyciąga pistolet mierząc w stronę
idącego przed nim generała a następnie powoli strzela. Pistolet
jednak nie wypala. Słychać jedynie cichy trzask. Generał także
słyszy trzask i odwraca się do tyłu ażeby zobaczyć co się
stało. Na co brat mojego dziadka robi się blady i powoli zaczyna
osuwać na ziemię. Niemniej był na tyle przytomny że zdążył
wcześniej schować pistolet. Generał podchodzi do niego i pyta co
się stało. Następnie prosi jakiegoś człowieka który akurat
przechodzi obok, aby poszedł do pobliskiej apteki i przyniósł
szklankę wody. Potem zamawia powóz i podwozi dziaka do domu.
Oczywiście po tym wszystkim co się stało, i widząc rosyjskiego
generała człowiekiem posiadającym ludzkie odruchy nie może go już
zastrzelic. Musi więc uciekać za granicę, ponieważ organizacja
wyda na niego wyrok śmierci za nie wykonie rozkazu. I ja także po
tym wydarzeniu robię miękki i jak z waty. Inaczej też zaczynam
patrzeć na ludzi. Nie irytuje mnie -co za szalone wariactwo- kiedy
kasjerka w markecie nie patrzy w moją stronę, i nie mówi - hello -
albo - cześć - Nie przeszkadza mi że rozmawia z kobietą z małym
dzieckiem na wózku podczas gdy ja czekam w kolejce. jak z pekniętego
balona -chociaż bardziej jak z przebitego igłą- uleciała ze mnie
cała pozorna ważność mojej osoby. Jaka ulga, nie jestem już
absolutnie wielki, absolutnie mały, przerażliwie śmieszny, i
powszechnie widzialny, prawie także obserwowalny. Po prostem jestem
jedym z wielu ludzi w tym mieście. Może istotnym i ważnym jak
wszyscy zresztą, ale bez przesady w żadną stronę. Zaczynam także
odczuwać rodzaj życzliwej empati do niepełnosprawnych jakich mijam
na ulicy a na Angielskich ulicach jest ich naprwdę dużo -ktoś
nawet nazwał ich społeczeństwem na wózkach. W tym także zaczynam
odczuwać życzliwą empatię dla niepełnosprawnych umysłowo. Co
zdarzyło mi się pierwszy raz i co wcześniej było mi trudno
zaakceptować. Są wśród nas na ziemi jak wszyscy.
Kiedy
wracam do domu myślę ile ten człowiek musiał zaznać niechęci i
dyskryminacji w kraju tak przecież tolerancyjnym jak Anglia a może
i wcześniej że takie pozornie błache wydarzenie wzruszyło go i
postanowił mi podziękować. Rozmyślam też nad przyczynami
niechęci polaków czarnych i ludzi ze wschodu, to jest rosjan,
litwinów i łotyszy. Przecież jesteśmy razem na samym dole na
drabinie hierarchi społecznej, i mamy podobny los oraz
doświadczenia. Polakom jest łatwiej bo maja już swoją opinię raz
jako dobrych pracowników którzy żadnej pracy sie nie boją i dwa:
sporo ludzi w agencjach oraz wśród kierowników zna język polski.
Do tego stopnia że jeśli nie znasz świetnie języka angielskiego
to nikt nie będzie dla ciebie się cackał. Dziewięćdziesiąt
procent załogi to na przykład polacy, więc językiem poleceń jest
polski i komunikatywny angielski. Czasami nawet firmy nie bawia się
i organziują szkolenia i kursy bhp jedynie w języku polskim. Jeżeli
więc anglik nie zna polskiego to nie ma szans na pracę. Nie mają
czego zresztą żałować, większość tej pracy jaką wykonują
polacy oni nie byli by już w stanie wykonać, a nawet nie
chcieliby.Bo zazwyczaj jest to praca ciężka, lub nawet bardzo
cieżka, brudna, w nie atrakcyjnym czasie i miejscu. Do tego mało
płatna. Jedynie dla polaków, bułgarów, rumunów, no i ludzi ze
wschodu. Z tym że bułgarzy i rumuni też nie chą zbyt ciężko
pracowac, a może nie potrafią. Chociaż bułgarzy są silni. Silni,
opanowani, powolni i spokojni. Mocno skupieni na sobie. Maja jeszcze
więcej elementu ziemi niż polacy. Pusem ludzi czarnych jest
natomiast zazwyczaj lepsza znajomość języka angielskiego. Ludzie
języka rosyjskiego podobnie jak i czarni sa zawzwyczaj bardziej
solidarni.Co do niechęci żywionej przez niektórych ludzi ze
wschodu i czarnych do nas jest być może podejrzewam to
altruistyczne bezinteresowne wyrządzanie krzywdy innym. Dlaczego na
Boga polacy to robią? Tego niestey nie wiem. Czy to jest sadyzm czy
głupota. Po co bez powodu obrażać lub poniżać drugiego
człowieka. przecież on może ci oddać a i zwykle oddaje.Bo się od
ciebie trochę różni? Bo pochodzi z innego miasta, jest młodszy
albo starszy. Mniej lub bardziej wykształcony od ciebie. Wyznaje
inną religie, i inaczej się ubiera. Ma inny kolor skóry i słucha
innego rodzaju muzyki. W każdym razie świat jest jak z gumy,
wszystko co wyślesz w eter to do ciebie wróci. Ja podejrzewam że
ta niechęć jaką zaznałem od ludzi ze wschodu -nie wszystkich ale
niektórych- to po prostu odreagowanie za to że dokuczali im inni
polacy. Swoją drogą może postąpili nierozsądnia. Ja lubię
spłacać swoje długi.
I tak oto w posób prawie
niezauważalny dla siebie stałem sie kim naprawdę jestem, czyli
emigrantem. O wiele bliżej mi poprzez wspólnotę losów do polaków,
ludzi ze wschodu, hindusów i czarnych, niż do anglików. Moje
rzekome, bez znaczenia prawdziwe lub urojone szkockie pochodzenie, a
dokładniej szkocko-włoskie po jednym z moich dziadków przestało
mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Teraz nie dziwię się temu że
robotnicy albo przedstawiciele dość ubogiej inteligencki słysząc
że mają szlacheckie korzenie zazwyczaj wybuchali śmiechem.
Jest
wczesne popołudnie. Ogladam moją podstwkę na herbatę z wyspy
Jersey która leży na podłodze zaraz obok mojego fotela. Po lewj
stronie jest połozona wyspa Guernsey, następnie Herm i nieco niżej
od niej Sark. Oczywiście na samym dole jest wyspa Jersey, a
naprzeciw niej na górze Alderney Ach, pojechać do Porsmouth a
następnie popłynąć promem na Jersey i z Jersey do Saint Molo we
Francji. Potem przejść na nogach, a jak się da to dojechać
autostopem do Paryża. Tam jest przynajmniej miasteczko namiotowe dla
bezdomnych i jest gdzie spać.
Piątek wieczór. Anglia
komunistyczny sztadt jewropy. Małe urzędnicze Prusy. Po czterech
tygodniach jeszcze ten obrzydliwy inszurans nie przyszedł. Gdyby nie
fakt że słyszałem o przypadkach podszuwania się pod ludzi przez
tych którzy znają ich numer ubezpieczenia i adres a następnie
konieczności zwracania przez pokrzywdzonych dużych sum pieniędzy,
lub długiego kłopotliwego tłumaczenia się -nie czekałbym na ten
zasrany papier. Zadzwoniłem do siostry, właśnie podlewała ogród
Siostra dziwi się że nie mam pieniędzy na wyjazd. Zapomniała
chyba że pożyczka szła przez równy tydzień a za mieszkanie
trzeba płacić i czasami coś jeść. Angielska telewizja jest
najbardziej nudna na świecie. Nudna i mdła. Wyjątkiem jest
emitowany na czwórce angielski Big Brader który czasami oglądam.
Nie uwierzyłbym gdyby mi ktoś powiedział że przyjadę do Anglii
głównie po to żeby chodzić nad morze, opalać się i kąpać a
wieczorem oglądać telewizję.Słońce smaży i jet ze trzydzieści
stopni. Nie wiem kto stworzył obraz Angli jako kraju w którym
ciągle jak nie pada deszcz, to jest mgła, a cały czas zimno. ten
ignorant chyba nigdy tu nie był. Bo w Londynie upały latem to rzecz
normalna, podobnie w Sussex i Kencie..
Sobota. Budzę się po
dziewiatej miejscowego czasu. Nie che mi sie wstać bo nie wyspałem
się z powodu panującego tu upału Mam okno po zachodniej stronie
budynku więc wieczorem i w nocy robi sie w pokoju gorąco i długo
nie mogłem zasnąc Wiem jednak że musze wstać ponieważ jest
sobota i mogą zamknąć kafejkę internetową z której korzystam, a
chciałem wrzucić do bloga kolejną częśc mojego "dziennika"
i tak pubikuje je z co najmniej tygodniowym opóźnieniem. Jednak
wykazuję sie dyscypliną i wstaje, myje się czesze włosy, ubierm a
następnie zjadam śniadanie, wypjam kawę i wychodzę. Na dole w
kuchni spotykam Michelle. Bierze mnie za rękę i prowadzi do lodówki
po czym pokauje na jedzenie i mówi że się może zepsuć.Jak łatwo
jest czasami ująć drugiego człowieka i sprawić żeby zmienić
jego dycyzję lub poglądy.. Ja też idąc do miasta postanawiam
wykreślić zdanie o Michelle które jest może odrobinę
kontrowersyjne ale jednak nie pewne.W sumie dobrze. Następnie
złoszczę się trochę na moich "landlordów". płacę
przecież dosyć wysoki czynsz a nie ma ani pralki ani dostępu do
internetu. Może jest jedno i drugie ale zapomnieli mi o tym
powiedzieć? Pralki szukałem ale jej nigdzie nie znalezłem. Chyba
by nie ukryli jej przede mną. Bo i po co. Podobnie z internetem.
Chyba że są bardzo leniwi i nie chciało im się. Facet w sklepie
na West Regent coś chyba mówił że w domu jest dostęp do
internetu ale nie zrozumiałem go za bardzo. Teraz kiedy mam zamiar
wyjechać nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Dorwałem
dzisiaj Polonusa. Poszedłem żeby kupić Polish Express, ale sklep w
którym go sprzedają był właśnie zamknięty z powodu awarii
prądu. Poszedłem więc do drugiego polskiego sklepu, nie było tam
niestety Expresu, ale za to leżał w tekturowym pudle darmowy
Polonus. W Polonusie przeczytałem oczywiście artykuł o plażach, i
to na dodatek takich z "niebieskimi flagami" . Przy czym
mała uwaga: angielskie plaże wcale nie są takie mdłe jak i całe
południe Anglii. W gazecie opisali chyba ze cztery plaże w
Bournemouth, i dwie na Isle of Wight. Następnie z tych bardziej mi
znanych, to West Wittering Beach i plaża w Litlhampton. I Hove Lawns
i West Street w Brighton. Nie zamierzam pisać zbyt dużo o plażach
i morzu ponieważ mam co najmniej z tysiąc fotografii
przedstawiających plaże i wybrzeże morskie na południu Anglii.
Poświęce więc im więcej czasu gdy będę wrzucał zdjęcia.
Przejrzałem też artykuł o wyborach prezydenckich -jako że nie
planuję pozostać w United Kingdom -ani także wracać- specjalnie
nie interesowałem sie preferencjami wyborczymi naszych rodaków.
W
Polsce mają byc ogromne upały, już dziś w centralnej części
kraju temperatura ma osiągnąć nawet trzydzieści cztery stopnie a
w Opolu czterdzieści! Dokąd jechać i za co? Francja, Nowa
Zelandia, Kanada, USA? Wracać na trochę do kraju żeby łatwiej coś
znaleźć, ale potem znowu pożyczać pieniądze na wyjazd? Muszę
także wybrać. Najpierw Londyn czy Teynham?
Ciągle chodzą
mi po głowie jakieś sprzeczne myśli.Mówię więc po cichu do
siebie. Zastanów się naprawdę czy chcesz tu żyć i mieszkać. Na
przykład w Londynie, ponosząc wraz ze swoim wyborem związane z tym
koszty -łącznie być może z bezdomnością i skrajną nędzą na
początku. Czy może jednak wolisz wrócić do polski. Na razie to tu
nie jest za różowo. Pracy mam tyle co kot napłakał a jeśli ją
mam to prawie że nie daje rady bo jest po pierwsze bardzo monotonna
i po drugie: ciężka. Na inszurans czekam także już piaty tydzień.
Co gorsza nie wiem czy są jakieś administracyjne problemy w wydaniu
go, a ja marnuje tylko mój czas. Czy też jedynie tak się to
wszystko dłuży. Z urzędnikami odpowiedzialnymi za wydanie
dokumentu nie udało mi się skontaktować.
Natomiast co będę
robił jeśli powrócę do polski? Czy we Francji mam jakieś realne
szanse na znalezienie pracy? Jednym słowem jeżeli zaczynam myśleć
karuzela zaczyna się coraz szybciej kręcić.. To w jedną stronę,
to w drugą. A ja skołowany nie wiem co robić. .Zupełnie jak pies
biegający za kością albo za własnym ogonem.
Wtorek, cd. W
Expressie czytam artykuł o polskich bezdomnych w Londynie. No
powiedzmy że odrobinę tendencyjny. Trudno ludzi dostających
trzysta funtów na rękę tygodniowo nazwać bezdomnymi. Nie każdy,
a ja nawet powiedziałbym że większość pracujących fizycznie w
anglii polaków nie zarabia trzysta funtów tygodniowo. No powiedzmy
że dwieście. Trzydzieści siedem godzin w tygodniu, za realnie
-odliczając wszystkie podatki i państwowe wziątki- jakieś cztery
pięćdziesiąt na godzinę.Oczywiście zaokrąglam. Babka chyba
miała dobry humor nazywając bezdomnymi ludzi który biorą na rękę
trzysta funtów tygodniowo. Jeden z nich miał także mieszkanie
jakie oddziedziczył po zmarłej angielskiej żonie. Chyba dlatego
tak ich nazwała ponieważ sprzedawali "Issue" pod dworcem
Victoria.
Środa. rano. Wstałem o siódmej. Wysłałem list na
farmę na której pracowałem w tamtym roku,. Może mnie przyjmą, a
ja zaczynam sobie przypominać ludzi z którymi pracowałem.
Człowieka w Kapeluszu, niejakiego pana Miarkę i Mikaela. Nawet jak
nie dostanę odpowiedzi, lub jeśli dostanę odpowiedź odmowną
pojadę może w tamte strony. Do Dover, czyli przystanku autobusowego
do Polski jest niedaleko.
Zakupy w kolorze
żółtym.
Wszystko co dzisiaj kupiłem [znowu] było w
żółtych opakowaniach. Chleb, ciastka czerwona fasola w puszce i
czekolada. Bardzo sympatyczna pani siedząca przy kasie, gdy płaciłem
-nagle przestała się uśmiechać. Nie oczekuje od innych ludzi
uśmiechów i życzliwości na zawołanie, ale żeby tak bardzo
uczucia ludzkie były na sprzedaż i za takie drobne pieniądze? A
zabierajcie sobie te wasze fałszywe uśmiechy, do cholery jasnej. i
wasze fałszywe - hał ar ju - po których bynajmniej nie oczekujecie
prawdziwych odpowiedzi w stylu - czuje sie do du.... Lub - mam taką
depresję że mnie całkiem rozwaliła - I wiadomo że jak ja powiem
- wery gut, ...ale nie mam pracy - to oni na to odpowiedzą - no tak,
to musisz szukać i chodzić do agencji - To ja wiem, i to robię.
Przypominanie jedynie mnie denerwuje i podrażnia. Przecież nie
wyskrobię z pustego garnka!
Środa wieczór. Przypomniał mi się
facet który jesienią w tamtym roku tuż na polskiej granicy z
Niemcami podszedł do mnie i zapytał czy nie mógłbym mu pomóc.
Gość pochodził z lubelskiego, chyba z Puław i pracował na farmie
w okolicy Maindstone. Prawdopodobnie nie zarobił za dużo pieniędzy
i bał się wracać do domu. Mówił że źle się czuje. Ja
pamiętając opowieści Heńka o ich farmie odniosłem się trochę
nieufnie. Nie, nie to że odmówiłem, ale powiedziałem mu -zgodnie
zresztą z prawdą- że fachowej pomocy może udzielić mu stewardesa
dokładniej pilotka, lub zadzwonić po lekarza. Teraz to jasno widzę,
że nie każdy facet wracający z zagranicy bez pieniędzy jest
lumpem albo leniem. Po prostu warunki tak się złożyły że nie
miał tej pracy wiele. Swoją droga alkohol też mógł ich mocno
wydrenować z gotówki. Wyprać ich jak pralka. Na początku kiedy
pracujesz myślisz że będzie tak zawsze, a przynajmniej długo.
Kupujesz papierosy w sklepie, drogie jedzenie i piwo albo wódkę.
Jednak praca się kończy. Tak nagle. Może się skończyć każdego
dnia.
Potem chodzisz z po agencjach, i gdzie tylko możesz, a oni
mówią ci że pracy nie ma. No skąd mają wziąść -jeśli nie ma
to nie ma. I tyle. Koniec kropka.Wielu angoli i czarnych też
przestaje powoli wyrabiać. I tak czytam na przykład w gazecie że
gość wjeżdża ciężarówką w facetów grzebiących w pojemnikach
na śmieci obok jakiegoś sklepu. Ponieważ uznał ich za bezdomnych,
i pomyślał że na bezdomnych może bezkarnie wyładować swoja
frustrację. Absurd, prawda? Przecież bezdomni nie zabierają mu
pracy. Bezdomni zazwyczaj są bezrobotni.
Iść
po środku drogi. Pół na pół
Zobaczymy co
przyniesie jutro. Żebym mógł wytrwać tu kilka dni. Łatwo
powiedzieć! Ktoś rzuci - to nie przywiązuj sie myśli pozwól żeby
rzeczy działy sie same tak jak mają się dziać. czyli w sposób
zupełnie spontaniczny. Ktoś jeszcze inny powiedziałby może - puść
to wszystko, i nie lgnij za bardzo do własnej sytuacji. Po prostu
zobacz co przyniesie następny dzień. Katolik powie - w ręce Boga
oddaje te sprawy - Buddysta dla odmiany stwierdzi - wszystko co
złożone jest w istocie puste. To znaczy jest pustości pełną
realnie pustych przejawień. Pojawiających sie i zanikających -
doda zamyślony. Racjonalista będzie inaczej podchodził do tych
kwestii.Człowiek wierzący jeszcze inaczej. Generalnie - dont łory
bi hepi -
Ja osobiście bardzo kurczowo trzymam sie swojej
sytuacji życiowej, bojąc się puścić ją choćby na kilka godzin
żeby sobie pohasała tak samopas. Najbardziej zaś trzymam się
mieszkania i mam potrzebę posiadania gruntu pod nogami w postaci
pewnego miejsca do życia na ziemi. Z tego także powodu łapie
często pierwszą lepszą ofertę jaka mi się trafi. Tak robiłem we
Wrocławiu, następnie w Krakowie i tak teraz robie to tu.
Nie
powiedziałem żeby być życiowym abnegatem, albo trwonić swoje
zasoby, powiedziałem jedynie żeby nie być nadmiernie przywiązanym
do świata materii. Ani też co ważne do świata emocji i własnych
myśli. Czasami bardzo chorych myśli. No dobra koniec na dzisiaj
tego wymądrzania się. Zresztą nadmierne oddzielanie sie od
własnych emocji, myśli czy świata materii -w którym przecież
żyjemy- także uważam za nierozsądne. Iść po środku drogi. I
nie zbaczać za bardzo ani w jedną ani w drugą.Ale kto tak potrafi?
I jeszcze jedno: ktoś może powie - przecież chodzenie po środku
drogi jest niebezpieczne - Ja mu na to odpowiem że to przecież
aforyzm, a nie dosłowne chodzenie po środku ruchliwej
drogi.
Podobieństwa i różnice
Wbrew
pozorem jest sporo podobieństw jaki różnic między polską a
anglią. Na przykład alkoholicy mają w Polsce nieźle, a tu mają
świetnie. Podobnie narkomani, lecz u nas narkomani nie I to jest
pierwsza różnica, taka że Polska lubi tylko alkoholików i
dyskryminuje narkomanów. Anglia natomiast uwielbia jednych i drugich
i w tym jest bardziej postępowa. Bezdomni maja lepiej tu, pomijając
fakt że zimy są cieplejsze niż u nas. Jednak jeśli nie masz homo
officu, a ichyba inszuransu to wcale nie będzie ci lekko.
Alkoholikom i narkomanom bez nich też nie jest łatwo. Otóż
musicie wiedzieć że panuje tu ciekawe prawo. Jeśli przepracujesz
jeden rok w swoim życiu posiadając homo office to nie musisz już
praktycznie nic robić do końca życia. Za wyjątkiem zbijania
bąków, kombinowania i obijania się. Biurokracja w Anglii też
jakby rosła coraz bardziej, chociaż urzędników jest jeszcze nadal
mniej niż w Polsce.
Kto wie czy przypadkiem odpowiedzialność za
oczekiwanie na pieniądze przelane na moje konto nie spoczywa po
stronie angielskiej. Lub powiedzmy że pół na pół.
Męska
i żeńska pedofilia.
W jednej z gazet czytałem o
przypadku oskarżenia faceta o pedofilie. Ponieważ usiadł, ...koło
podróżującego samotnie samolotem chłopca, a wewnętrzne przepisy
lini lotniczych jakimi właśnie podróżowali, zabraniają tego.
Gość, albo jego żona, w każdym razie jedno z nich nie chciało
lub chciało siedzieć koło okna, to znaczy luku samolotu. i
zamienili się miejscami. No i stąd cała afera i oskarżenie faceta
o pedofilię. Ciekawe że kobiety z góry nie są podejrzewane o
pedofilię. Nie są pedofilkami, czy też jeśli są to ich pedofilia
jest mniej groźna?
Oglądam telewizję. Konkretniej mam włączony
telewizor i czasem rzucam okiem na ekran. W telewizji reklama:
Wielkie społeczeństwo idzie sprzątać. Idzie przez miasto grupa
ludzi z miotłami. Niektórzy podchodzą do nastolatków i zabraniają
im palić papierosy, lub strofują za zaśmiecenie ulic i skwerów.
Więc jednak wielkie społeczeństwo i wspólne dzieci? Engels dopiął
swego? .
Zaczynają także udowadniać że bezrobocie spada. Co
nie jest takie dziwne latem. Dla odmiany na pierwszej stronie jednej
z gazet fotografia przedstawia jak angielski żołnierz uzdrawia
afgańskiego chłopca. Bóg zeszedł na ziemię? Ale czy nie ma w tym
pedofil i wewnętrzne przepisy armii brytyjskiej tego nie zabraniają?
Skąd przecież to jest brytyjski zołnierz! na pewno jest niewinny.
Zapiski z Anglii częśc pierwsza
-opublikowana
we fragmrntach w "Ithinku" i są najstarszą częscią
„Dzienników”
Dziwne, lecz był pewien że szef który
podszedł do niego przed chwilą to wcielenie Odyna. Niezbyt zresztą
zamaskowane. Nie chciał dać wiary temu co widział. Mało tego, on
nie mógł! Przecież Odyn kojarzył mu się zawsze z mistykiem który
zawiesił się na drzewie na siedem albo dziewięć dni w celu
poznania prawdy. Tu jednak widział wykrzywioną, pijacką, złośliwą
twarz, przepełnioną chciwością i dosyć marnymi rządzami. Coś
mu się nie zgadzało. Z jednej strony. Bo z drugiej strony jednak
może i było na rzeczy. Na pewno nie chciał mieć jakiś zatargów
z Odynem, ani z żadnym bóstwem na wyspach. Nie przyjechał tu, aby
na Boga walczyć. Szczególnie zaś z kimś tak potężnym i silnym,
lecz po to żeby znaleźć schronienie. Któż z nas zna nasze
tajemne intencje i ludzkie losy. Jeśli tak, to jedynie nieliczni. Po
jakimś czasie przypomniał sobie że gdy wyjeżdżał z Glasgow,
przymusowo zresztą, zobaczył na jednym z przystanków autobusowych
herb miasta. Człowiek zawieszony na drzewie! Drzewo zaś stojące na
rybie. To nie była żadna karta z taroka typu "Wisielec"
jak wcześniej błędnie myślał, lecz właśnie Odyn. Następnie
wyjazd z Glasgow "Szklanego Miasta" do Edynburga
"Odynburga" czyli miasta Odyna. I nie kończące się
wędrówki w zimnie i głodzie po ulicach. Czyżby miał jakieś
stare zatargi z Odynem z przeszłości i nie był tego świadom? No
żył tu przecież kiedyś. Na przykład na południu Anglii, gdzie
widział miejsce w którym został na niewielkim cmentarzyku, koło
malutkiego okropnie starego kościółka pochowany, i był gotów
przysiąc że jeden z grobowców ze starego kamienia został wykonany
dla niego. Oczywiście z jednego z jego poprzednich żywotów. Nie,
nie popisał się wtedy. Pilnował robotników zbierających jabłka
na królewski stół. Jakieś nowe, wyjątkowo wyszukane odmiany
przywiezione statkiem z południa wprost do Kentu. Oczywiście
najpierw do Cantenbury, kościelnej stolicy wyspy. Piękne i
czerwone. Wspaniałe i godne królewskiego stołu! Ciągle krzyczał
na nich i był wobec nich surowy. Lecz chyba żadnego z nich nie
skrzywdził? Pan z Wysokiego Zamku inaczej patrzy na prostych
pracujących w pocie czoła ludzi. Nie, nie widzi że są zmęczeni,
że coś ich boli, że mają życie osobiste, i że są po prostu
ludżmi. Nie widzi w nich w ludzi, dla niego to przecież tylko
maszyny do przynoszenia dochodu i realizacji swoich celów. Teraz to
musi odrobić i może odwróciły się rolę. On biega z wywalonym
jęzorem niby jakiś głupek, potykając się co chwilę o kamienie,
z pełnym jabłek, zawieszonym z przodu koszem, a oni go poganiają.
Cóż, zwyczajna odróbka starej karmy. Przyjechał tu na odrobek. On
już wie o tym. Widać bieganie po tunelach na farmie truskawkowej
nie wystarczyło żeby oczyścić swój los ze starych i ciemnych
sprawek. Powoli zaczynało mu się wszystko układać. Młody
bezdomny żebrak narkoman, będący w średniowieczu korsarzem i
stałym bywalcem tawerny położonej w okolicy Holyrood, ten właśnie
który czekał na swoja drugą połowę i postanowił że będzie
siedział na ulicy i żebrał lub zażywał narkotyki dopóki jej
serce nie zmięknie i przepełniona współczuciem nie wyzwoli go z
kłopotliwej, odgrywanej przez stulecia roli.
Co jednak robił
-próbował sobie przypomnieć w wolnych chwilach, kiedy nie zbierał
jabłek. W średniowiecznym Kencie był prawdopodobnie sympatykiem
tego co przychodziło z kontynentu. Normanem spokrewnionym z dworami
we Francji i Niderlandach? W Szkocji piktyjskim albo szkockim
obrońcom starej tradycji? Przed szkotami lub anglikami.
Przedstawicielem jednej z grup najeżdżców? Tyle ich przecież
było! Aglowie, Sasi, Normanowie i Wikingowie. Ci nie, oni raczej
mniej lub bardziej związani byli z kultem Odyna. Więc chyba obrońcą
starej szkocko-piktyjskiej tradycji sprzed inwazji. Lub jakimś
chrześcijańskim mnichem przybyłym statkiem z zielonej wyspy,
zaledwie w starych zniszczonych skórzanych sandałach i jednej
porwanej szacie, walczącym z dawnym obyczajem. Tak kpiąco na niego
popatrzył. Zupełnie jakby chciał powiedzieć. Co znowu tu
przyjechałeś? Co teraz zamierzasz zrobić? Po co? Do cholery
jasnej! Przyjechałem tu bo w kraju nie mam żadnych perspektyw.
Przyjechałem żeby przetrwać, a nie umrzeć z głodu pod jakimś
starym brudnym śmietnikiem. Przyjechałem żeby nie umrzeć z głodu.
Żeby nie palić niedopałków zbieranych wstydliwie na ulicy, tak
jak to robią niektórzy. Żeby nie prosić matki o pożyczkę na
papierosy, kawę i chleb. Przyjechałem tu autostopem. Do cholery
jasnej! Bo przecież nie po to właśnie tak zebrały sie przyczyny
mojego losu żebym musiał tu przybyć dla innego celu. Absurd.
Pomimo nie młodego już wieku, ale i nie starego. Ukończyłem
czterdzieści lat, i podjąłem wyzwanie życia. Podniosłem rzuconą
mi na ziemię rękawicę i oto przybyłem. Nie znając języka i nie
mając pieniędzy. Nie mając także fachu który by mi się tu
przydał. Tak się złożyło że postanowiłem po prostu przerwać.
Przetrwać za wszelką cenę. Jeśli znowu tu przyjadę i dostanę tą
pracę w okolicy Edynburga, o którą staram się poprzez warszawską
agencję, to znaczy że związek jest. I nie dlatego wcale że tylko
tu szukałem pracy, po prostu na dziesiątki listów i wysłanych cv.
akurat odpowiedziała mi jedna agencja, oferująca prace w fabryce
niedaleko Edynburga. Zobaczymy za kilka dni, a na pewno już za dwa
tygodnie. Na razie kamerą kupioną po miesiącu pracy razem z
laptopem za pieniądze zarobione w okolicy Sittinbourgh [ i odłożyłem
jeszcze pare setek funtów, no może z pięć] Więc tą małą,
fajną, czerwoną kamerą [właśnie taką chciałem mieć] kupioną
w Argosie w pewne niedzielne wrześniowe popołudnie, filmuję mój
pokój, następnie widoki z okna i z balkonu. Najbardziej mi chodzi o
wzgórze które widać przez okno i zamek widziany najlepiej z
balkonu. Dalej na wysokiej brzozie [kiedy ona urosła taka wielka,
pamiętam jak była mała] Na tej brzozie jest wielkie, ogromne
wprost gniazdo ptasie. Gniazd jest tu sporo. Prawie na każdym
drzewie jakieś. Po prawej stronie liceum do którego chodziłem.
Oczywiście szukam na portalach także i innej pracy. Czekanie na po
świętach żeby się ze mną umówili na spotkanie kwalifkujące z
połączone z egzaminem, a następnie samo spotkanie i egzamin, i
jeśli przejdę przez sito kwalifikacji, dopiero za podejrzewam kilka
dni wyjazd. Raz: boje się czy mnie nie zamkną z powodu wymyślonych
obciążeń przez ZUS. Dwa, praca nie jest jakaś szczególna.
Pakowanie na taśmie sałatek i pizzy. Osoba z lekkim niedorozwojem
umysłowym może to robić, ale mają w czym wybierać i robią to.
Przy okazji może bawią się ludźmi i pokazują jak są ważni. Na
wszelki wypadek nie mówię wiele o sobie. Pamiętam doświadczenia z
Glasgow. Nikogo tam nie obchodziło co robiłem wcześniej. Że od
dwudziestu lat uprawiałem sztuki walki. Że interesuje się
filozofią i religią wschodu. Że interesuje się wpływem technik
medytacyjnych na umysł człowieka. Że znam nieżle linuxa i używam
mandriwy. Że próbuję pisać i malować. Że miałem nawet wystawy
w Polsce, we Wrocławiu. Miedzy innymi w galerii "Entropia"
prowadzonej przez Alę i Mariusza Jotko. Że potrafię kreować
strony internetowe i trochę param się informatyką, oraz nawet
próbuje programować. Może jedynie to, że mogłem zostać uznany
za dziwaka. Bo do znalezienia pracy te moje umiejętności nie są
specjalnie przydatne. Przypominam sobie rozmowy z jednym człowiekiem
z Mongolii który rzekomo przyszedł na nogach z Mongoli do Krakowa.
Szedł przez prawie całą Azję i kawałek europy aby zatrzymać się
dopiero na plantach. On też opowiadał mi jakieś dziwne rzeczy, że
między Chinami a Mongolią trwała wojna. Że to i tamto. Nikogo to
w Krakowie nie obchodziło.
Od czterech setek lat z okładem
wyjeżdżamy. Wcześniej przed nami, chyba jako pierwsi, wyjechali z
kraju arianie, następnie emigrowali powstańcy, a razem z nimi
wyjechał Mickiewicz, Szopen i Cyprian Kamil Norwid. Później kolej
przyszła na robotników i chłopów. Potem na ludzi z solidarności.
Teraz wyjeżdżamy my. Dlaczego wyjeżdżam? Lata temu Londyn był
dla mnie miastem muzyki, mody. i marzeniem żeby się tam znaleźć.
Jednak ja wyjechałem żeby nie umrzeć z głodu. Nie dla muzyki,
pubów i licznych nocnych klubów. Było to tak. Kiedy przyjechałem
do Polski po moim pobycie w Szkocji postanowiłem wrócić jeszcze
raz do miasta które kochałem kiedyś i w którym jak mi się
wydawało zostawiłem kilku przyjaciół. Po ośmiu latach powiecie.
Dziwny pomysł. To ja odpowiem że macie rację. Któż po ośmiu
latach nieobecności wraca na stare śmieci. I niby po co. Dziewczyna
która tam została po rozstaniu ze mną miała już może nowego
chłopaka, lub nawet męża i dzieci. Koledzy skończyli studia i
rozjechali się po świecie. Ci którzy zostali mieli co innego w
głowie. Mianowicie myśleli jak utrzymać się z marnych pensji i
wynająć dla siebie i żony małą kawalerkę na obrzeżach miasta w
jakiejś wielkiej blokowej dzielnicy. Na Bronowicach, Kozłówku,
Prokocimiu, Woli, lub na Piaskach albo na Kurdwanowie. Skąd
dojeżdzali rano do pracy. Nie szczęściło mi się za bardzo, i nie
zagrzałem zbyt długo miejsca w mieście. Praca? Za osiemset
złotych. Żeby nie umrzeć z głodu, a z obu firm w których
pracowałem nie dostałem do dziś pieniędzy. W końcu pozbawiony
nadziei wyjechałem autostopem do UK. Po raz kolejny Zjednoczone
Królestwo uratowało mi życie. I ta dziewczyna o którą tyle razy
byłem zazdrosny, a teraz zobaczyłem ja na wielkim bilbordzie idąc
ulicą do supermarketu położonego przy ulicy Wielickiej. Patrzyła
na mnie z każdego prawie bilbordu, była koło mnie przez cały
czas. Co za ironia i zrządzenie losu. Osiem lat walczyłem, żeby
stanąc na nogi, dojść do zdrowia i wrócić do Krakowa żeby z nią
być. No, może cztery albo pięć. Teraz kiedy przyjechałem do
miasta, już nie myślałem o niej, przynajmniej świadomie, ale za
to widziałem ją wszędzie kiedy tylko wyszedłem na ulicę. Chyba
zrobiła to bo nie mieli razem z mężem srodków na życie, bo
zawodową modelką nie była. Może mąż potrzebował pieniądze na
jakiś biznes lub ukończenie studiów? Idąc ulicą zastanawiałem
się. Jakiś czas pózniej śniła mi się. Sniło mi się że
wyjechała do Gruzji. Nie sprawdziłem tego nawet. Przecież nie
musiałbym nic mówić, gdyby się ktoś odezwał, ona, jej matka,
lub może ktoś inny? Po prostu odłożył bym słuchawkę. Po co o
tym wszystkim napisałem. Jeśli to stara historia to po co? Żeby
przywołać wspomnienia? W każdym razie wyjeżdżamy. Znowu następne
pokolenia wyludniają naszą ziemię i emigrują. Jak nigdy chyba w
historii. Przynajmniej od tysiąca lat.
Jest grudzień, ja
znowu szukam pracy. Pojechałem zimą na święta do polski żeby
odwiedzić rodzinę. I tak zostałem. Poleciałem w styczniu do
Londynu a w Londynie zima stulecia. Pokręciłem się trochę po
mieście i poszedłem na dworzec. Wróciłem autokarem. Teraz siedzę
tu i od dwóch miesięcy szukam pracy przez internet, co chyba nie
jest najlepszym pomysłem. Czy kocham Radom i region w którym
przecież urodziłem sie i wychowałem. Chyba nie. Nie mówię żle o
miejscu mojego urodzenia ani też nie zachwycam się nim ponad miarę,
chociaż patriotą lokalnym jestem. Nie powiem jednak chyba tak jak
kiedyś powiedział Gombrowicz - Żegnaj miasto - A co powiedział
Sedlak i Malczewski? Tego nie wiem. Takie to cichociemne miasto. Niby
nic a takie kamienie szlachetne rodzi ta ziemia.
Przyjechałem
jednak w końcu, bo w Polsce głównie piszę i robię korektę moich
opowiadań. Świetnie, niemniej nie mam żadnego pomysłu na życie,
to znaczy jak się utrzymać z pisania, lub z jakiegoś innego
zajęcia. Na mój list wysłany przez internet odpowiedziała pani
Małgorzata - odpisała że mogę przyjechać, jeśli chcę na
interviu i może mnie przyjmie do pracy. Jechałem chyba ze
trzydzieści godzin. Albo i więcej. Najpierw autokarem z Radomia do
Potrsmouth. Wysiadłem na przystanku naprzeciw dworca kolejowego,
niedaleko portu i tego pieknego starego statku. Na ławce na której
przysiadłem na chwilę, zobaczyłem później dziewczynę podobną
do A. z utlenionymi na blond własami. Potem z Portmusth przyjechałem
autobusem regionalnych linii do Bognor. Przez Chichester. Znalazłem
"bed and dreakfast" przy Chichester street 8, za średnią
cenę, jak myślałem wtedy chociaż teraz uważam że za dość
wysoką, przynajmniej na moją kieszeń. To jest za dwa dni
zapłaciłem pięćdziesiąt funtów. Jutro, czyli w poniedziałek o
dziesiątej rano mam spotkanie w sprawie pracy. Jestem wykończony tą
podróżą i dwoma prawie nie przespanymi nocami. W głowie mam zamęt
i słowa mi się mylą Pokój jest duży, całkiem gustowny i miły.
Jedyny minus to to że trzeba schodzić na papierosa przed dom, ale
dzięki temu mniej palę. Teraz nie popuszczę. I ostro zabieram się
za szukanie pracy i mieszkania. Okolica jest nadmorska a przy okazji
doby klimat, i mam nadzieję sympatyczne krajobrazy. Pokój naprawdę
jest ogromny i ma ze trzydzieści metrów kwadratowych, ale trzeba za
niego płacić aż 25 funtów za noc. Razem z dużym śniadaniem. Tak
zwanym "kontynetalnym" W poniedziałek jadę na rozmowę w
sprawie pracy do tego całego Pagham. Za taksówkę płacę dziesięć
funtów. Spotkanie odbywa się w tak zwanej kantynie zakładu pracy,
czyli po prostu w stołówce i jest tam jeszcze jakieś dziesięć
osób oprócz mnie. Niektórych przyjmują od razu i każą im
przyjść następnego dnia na szkolenie z bhp, innym w tym mnie mówią
że zadzwonią. Pani M. podczas spotkania pozwala sobie na złośliwe
żarty z ludzi starszych i mniej zaradnych, i widać że jej to
sprawia przyjemnść. Nie chciałbym chyba tam pracować. Nie to nie.
Jednak jakby tego było mało ubiegłoroczna simkrata "Lebary"
[okazuje się że] nie działa. Nie dowiem się więc, choćby z
czystej ciekawości czy zostałem przyjęty. Wcześniej w autobusie
zostawiam okulary. Nic to, mam we wtorek kolejne spotkanie w Runcton.
Zadzwoniłem pod numer telefonu który podał mi spotkany wcześniej
na przystanku polak. Pani przez telefon mówi żebym przyjechał o 14
na szkolenie. Wydaje na taksówkę jeszcze więcej, a kobieta
prowadząca auto nie podwozi mnie jak się okazuję pod właściwe
miejsce, lub spotkani polacy oszukują. Chodzę i szukam. Telefon na
ironię losu wyładował mi się, więc nie mogę się do niej
dodzwonić i dowiedzieć gdzie to dokładnie jest. Podejmuję decyzję
że wracam. Kiedy czekam na przystanku przeglądam słownik, nagle
podjeżdża autobus, wbiegam szybko. I, niestety okazuję się że
zostawiłem na przystanku telefon. Mam teraz 84 funty. Zapomniałem
dodać że rano wynajęłem pokój za okropnie wysoką cenę, 80
funtów na tydzień. Teraz muszę wybierać. Wracać za te 84 funty
do polski czy zostać. Do zapłacenia brakuje mi cztery. Może coś
wymyślę. Na żadne hurtownie i farmy już nie jadę. Na podróże
po okolicznych wioskach wydałem sporo pieniędzy. Nie mam teraz
nawet na kupno nowej sim karty, bez tego o znalezieniu pracy trudno
nawet marzyć. Zobaczę jutro jak wstanę, jest tu agencja i może
przynajmniej uda mi się zostawić cv. Szkoda że nie posłuchałem
swojego snu i porannego nastroju. Zaoszczędził bym piętnaście
funtów, ale poczucie winy by mnie zagryzło. Trudno, jak ma się
takiego wewnętrznego kontrolera w sobie to się nic nie poradzi.
Może jednak? Kontroler i wewnętrzny tyran męczy mnie i dręczy
cały czas jka by chciał mnie zabić, jednak zaczynam powoli
rozumieć że nie powiniem teraz pracować ani szukać pracy. Myślę
o przyszlości i przybiera to postać skrajnej histerii, żeby nie
powiedzieć paranoi. Zupełnie jakbym najadł sie amfetaminy i miał
poamfetaminowego kaca. Własnego pogrzebu co prawda nie widzę ale
panikuje i to ostro. Mam nadzieje że umrę z głodu zanim termin
wypowiedzenia mieszkania minie. Generalnie katastrofa. Jednak powoli
zabieram sie do tego co robię i lubię. Na pierwszy ogień idzie
rysowanie. Widać że w stanach skrajnego napięcia psychicznego
pojawia się u mnie potrzeba kreowania siebie poprzez rysowanie i
malowanie. Możliwość, albo jak wspomniałem wcześniej, potrzeba.
Robię też sporo zdjęć nad morzem i w parku, i filmuję morze.
Powoli uspokajam się i zdaje sobie sprawę że muszę pogodzić się
ze swoim losem i ze sobą. Już nie mam zamiaru umrzeć. Będę szedł
południowym wybrzeżem Anglii w stronę Dover. No i oczywiście
wędrując, robiąc zdjęcia, filmy, i zwiedzając. Następnie kiedy
przejadę kanał będe wędrował wybrzeżem kontynetalnej europy. Aż
dotrę do polski. Do polski się też nie śpieszę, bo tam może na
mnie siedzieć ZUS. Dlatego przecież wyjechałem, a właściwie
uciekłem. Obawiałem się że mogą mnie zamknąć a w więzieniu
zatłuc. Kto się na mnie uwziął i dlaczego, nie wiem. W każdym
razie nie mam zamiaru siedzieć w więzieniu. Nawet gdyby nie wiązało
się to z większymi represjami, i z popełnieniem tak zwanego
"samobójstwa" włącznie. Oczywiście mam swoje teorię na
ten temat, związane z moim pobytem w Krakowie przed dziesięcioma
laty. Kiedy wróciłem w 2008 na miesiąc do Krakowa, ktoś chciał
mnie zabić gdy przechodziłem na drugą stronę ulicy Limanowskiego,
na początku kwietnia, w południe. Facet najeżdzał na mnie trzy
razy, a ja odskakiwałem na bok. Siedzący w samochodzie mężczyzna,
na oko po trzydziestce, okrągłej budowy twarzy, łysiejący lub z
ogoloną głową wyglądał na półprofesjonalistę. Wszystkie
szczegóły w ubiorze starannie dopięte na ostani guzik. Żadnych
znaków szczególnych. Wszystko nowe i typowe, nie wyrózniające
się. Podobnie czarny, nowy samochód, nie znanej mi marki. To znaczy
że gość był z mafi al
bo ze służb. Albo z
jednego i z drugiego, bo związki policji, administracji, służb
specjalnych i mafii są u nas powszechnie znane. Na schodach
znalazłem pięć funtów! Więc mam już pieniądze na opłacenie
czynszu.
Trochę o ludziach. Właściciel [?] b/b położonego
przy Chichester Road który ma na imię Mikael jest dosyć
komunikatywny i łatwo jest mi się z nim dogadać. Jeśli czegoś
nie rozumiemy, tłumaczymy to sobie na migi. Jego żona[?] jest
prawdopodobnie architektem i wykłada na miejscowym uniwersytecie.
Trudno jest mi się z nią porozumieć, jednak wynajęła mi pokój,
dokładnie flat w sąsiednim prawie domu, a konkretniej przy
Annandale Avenue . Jest trochę ostra w rozmowie lecz czuję że mi
pomaga. Sąsiedzi. Sąsiadów widziałem raz albo dwa. W sąsiednim
pokoju mieszka chłopak z jednym zębęm i jest mocno połamany, a na
dodatek kuleje. Sympatyczny. Widziałem jeszcze dwie kobiety po
czterdziestce. Także wyglądają na sympatyczne. Zamieniłem z nimi
po dwa słowa. Wszyscy w mieszkaniu kopcą faję. Poza tym jest
spokój i słychać przez otwarte okno ptaki. Na ulicy spotykam kilka
razy parę, chłopaka i dziewczynę. Chłopak ma na imię Grzegorz i
nieżle zna angielski, przynajmniej lepiej potrafi się porozymiewać
po angielsku ode mnie. Zawsze bardzo się śpieszy. Dziewczyna jest
bardziej komunikatywna. Rozmawiam jeszcze kilka razy z ludżmi z
polskiego sklepu, położonego naprzeciw dworca. Z dość ładną
dziewczyną o urodzie łekomwskiej i chłopakiem. Chłopak jest
podobny do jednego z gości z mojego miasteczka którego kiedyś
widziałem w "Jemiole" kiedy byłem tam z A. Byłem też
kilka razy w drugim polskim sklepie, teraz jednak kiedy nie mam
pienędzy nie chodzę do sklepów.
Generalnie o ile lecąc do
Londynu w styczniu dostawałem podróżnej gorączki, to jadąc do
Bognor Regis czułem się jakbym wyruszał na małą wycieczkę, no
może jeden przystanek autobusem dalej od mojego domu. Zobaczymy czy
to się sprawdzi i czy moje ciało "wiedziało" że zmiana
miejsca jest dla mnie korzystna, i łatwa. W każdym razie mieszkam w
anglii, a właścielka mieszkania zapewniła mnie że płaci za mnie
podatek lokalny. Dwa razy dziennie chodzę nad morze. Jutro chcę
znależć ten ogromny park i położoną obok niego bibliotekę. W
bibliotece jest internet. Byłem w parku w niedzielę i robiłem
zdjęcia. W poniedziałek także. Natrzaskałem sporo zdjęć. Z
internetu nici, babka w bilbiotece żąda jakiegoś potwierdzenia
zamieszkania. Zauważam dwie rzeczy. Pierwsza. Faktycznie muszę
przyznać rację tym którzy twierdzili że polacy którzy teraz
przebywają na wyspach mają jakiś z nimi związek. Na pewno polegli
podczas jednej z inwazji, kiedy wspólnie z wikingami atakowali
wybrzeża. Wtedy też mogli już być nawet polakami [prapolakami] i
chyba nimi byli.Druga rzecz, to sposób oczyszczania się przez
cierpienia. Wielu z nich woli cierpieć czekając na poprawę losu
zanim coś ze swoim życiem zrobić. Przypomina to metody stosowane
kiedyś przez skandynawów. Zapewne polacy też tak kiedyś robili.
Może nawet wszyscy słowianie, i ludy północy.
Jest
poniedziałek. Siedem dni głodówki podczas której zjadłem jeden
chleb wystarczy! Po południu kupuję w markecie tani chleb, za aż
47 peny i tanie ciastka. Razem wydałem przeszło funta. Zostało mi
jeszcze jakieś 70 pi na telefony. Z budki telefonicznej dzwonię do
matki. Muszę ją uspokoić że żyję, i nic strasznego mnie nie
spotkało. Wtorek. Mieszka mi się tu w miarę dobrze, pominąwszy
oczywiście brak funduszy, i
pracy. Cały czas porzucam jakieś
niepotrzebne obawy, odnośnie innych ludzi, czyli mówiąc po ludzku
strach. Następnie wstyd. Ludzie tu nie wstydzą się siebie. Muzycy
nie tylko pokolenia lat sześcdziesiątych, ale i ci młodsi nie
wstydzą się siebie, i pokazują się w tv. jakimi naprawdę są.
Często potwornie zmęczeni, i ze zniszczonymi twarzami. W Polsce
jakoś tego nie widziałem, gwiazdy muszą świecić blaskiem do
końca. Zero zmarszczek, i oczywiście zawsze radość. Co jeszcze
takiego widziałem co zwróciło moją uwagę, a nawet poruszyło
mną? W poniedziałek widziałem gościa kupującego w "Morriseyu"
tani chleb, kasjera rożśmieszyła jego bieda, chociaż sam wyglądał
jakby przed chwilą wyciągneli go ze śmietnika. I w biurze pracy.
Na widok wchodzącego przede mną człowieka, prawdopodbnie polaka,
siedząca naprzeciw wejścia kobieta pracująca w agencji bezczelnie
wykrzyknęła - O Boże - sama wyglądała żałośnie, co jednak nie
przeszkadzało jej zachować się w taki sposób. Przy poznaniu
kobieta zyskuje jednak, a nawet okazuje się dość sympatyczna. No
dobrze, przejdżmy do rzeczy. W końcu odbijam się od dna, powoli
ale jednak. Z powodu głodu mam już problemy z chodzeniem lecz
wypełniam aplikację i zanoszę ją do Agnecji. We właściwym
czasie i właściwej osobie. Aplikacja jest wypełniona bez żadnych
pomyłek i błędów. Dostaję pracę przy sprzątaniu położonego
nad morzem ośrodka. Dwa razy w tygodniu po cztery godziny. Mało
żeby opłacić czynsz, ale na jedzenie i papierosy będę miał.
Oczywiście nie tak od razu. Niemniej znależć pracę bez telefonu,
i konta w banku to jest coś. Pójdę tam dwa razy. Na sprzątanie
chodzą sami rosjanie, konkretniej ludzie języka rosyjskiego z Litwy
i Łotwy, Łotysze, Litwini, i Rosjanie z tych krajów. Polacy raczej
nie. Polacy pracują w ośrodku na stałe albo na kotrakty. Kobieta w
agencji była dla mnie miła, i dała mi kilka rad. Pierwszą żeby
napisać inne cv. Następną żeby szukać pracy w internecie, i w
innych agencjach. Powiedziała też gdzie jest darmowy internet.
Konkretnie w "Future Trejn" abo coś w tym rodzaju. Z
ludżmi z "Future" nie przypadliśmy sobie do gustu,
przynajmniej podczas pierwszej wizyty, bo potem to się zmieniło.
Aha zapomniałem dodać po wizycie w agencji dostałem wiatru.
wygrzebałem w portfelu sto złotych które wymieniłem na funty po
korzystnej cenie i kupiłem simkartę lebary! Mam już więc telefon.
MOGĘ TERAZ PÓJŚĆ DO INNEJ AGENCJI, i idę. Z miejsca dostaję
pracę na nocnej zmianie, na magazynie, na farmie kwiatowej. Zakładam
też konto w banku, bo na czeki trzeba długo czekać, a opłaty
pochłaniają dużo pieniędzy. Do założenie konta wystarcza mi
payslep z adresem, za pracę przy sprzątaniu. Kobieta z którą
pracuję mówi że w "Berkeleju" można wyrobić konto w
trzy dni. Idę w piątek.Każą mi przyjść we wtorek. Jestem
umówiony na spotkanie z Kely. Otwieram konto za dwadzieścia dwa
funty. Razem z ubezpieczeniem. Codziennie rano czekam na kartę. W
międzyczasie głoduje jeszcze przez trzy dni. Mam już jednak konto
i wybieram z niego pieniądze na opłacenie tygodniowego czynszu.
Zostaje mi do opłacnia dwa.
W agencji proszę o pomoc przy
wyrobieniu mi NINu. Pozostanie jeszcze homo ofice. We wtorek idę
ostatni raz do pracy. Cieszę się bo montowanie wózków jest
wyjątkowo nudnym i monotonnym zajęciem, a atmosfera w pracy niezbyt
miła. Każdy dodatkowy człowiek jest traktowany jako konkurent
odbierający pracę. Ciągle pojawiają się jakieś próby
ośmieszania, poniżania. Może chcą mnie sprowokować do awantury
albo do bójki i znależć pretekst do wyrzucenia. Zawsze to jeden
dzień pracy dłużej i parę funtów więcej. Dłużej bym tam nie
wytrzymał. Znowu mnie ciągnie do Londynu, szczególnie na Camden.
Może za miesiąc jak odłożę trochę pieniędzy przeniosę się
tam. W ogóle co ja tutaj robię. Chcę pisać, może także robić
filmy rysunkowe, i rysować. Świetnie że dostałem pracę na
magazynie, i mam pieniądze na jedzenie i opłacenie czynszu, ale nie
o to chodzi. Coraz częściej zadaje sobie pytanie: jak żyć z tego
co lubię robić i co chcę robić, a nie z tego co muszę.
Czwatrek.
Ponura pogoda, jestem drugi dzień bez pracy. Mam okropny nastrój.
Idę do banku wybrać pieniądze za pomocą karty, którą otrzymałem
w liście dwa dni temu. Okazuje się to dla mnie trochę zbyt
skomplikowane, i proszę kobietę w okienku żeby mi wypłaciła sto
czterdzieści funtów. Dla pewności pyta mnie o jakieś dane typu
dzień urodzenia i adres a następnie mi pieniądze. Po prostu nie
wiem jeszcze jak to robić. Siostra z którą rozmawiam przez telefon
mówi że to normalne i że wiele osób w Polsce wybiera pieniądze w
okienku nie mając karty, albo nie korzystając z niej. W Charity
Shopie kupuję sobie ładny, niebieski kubek. To wszystko na co mnie
dziś stać. Acha, okazuje się że anglicy portafią też pokazać
klasę. W Charity Shopie, gdy oglądam jakieś porcelanowe dzwonki
sprzedawczyni trąca mnie w bok i mówi "Bi fajn". Nie wiem
co odpowiedzieć i uśmiecham się. Faktycznie musiałem wygladać
tragicznie, myślę po chwili gdy wychodzę ze sklepu. Jednak ta
zabawna sytuacja poprawia mi trochę nastrój, choć nie na tyle żeby
się za coś wziąść.
Piątek, popołudnie. Poszedłem znowu
do banku bo nadal nie potrafię korzystać z karty bankomatowej i
wybrałem pieniądze na opłacenie zaległego czynszu. Wracając do
domu wstąpiłem po mój "pejslip" z poprzeniego tygodnia.
Zarobiłem prawie trzyta funtów, czyli całkiem nieżle. Po drodze
robię jeszcze zakupy w supermakecie. Kasjer przy kasie śpiewa,
jednak gdy do kasy podchodzi klijent z ledwo wypełnionym koszykiem,
a na dodatek w koszyku przeważa liczba artykułów w kolorze żółtym
i z napisem value, odwraca ostentacjnie głowę i bezczelnie ziewa.
Zaczyna się religia piłki nożnej, w wersji pod nazwą "Mistrzostwa
Świata". Obejrzałem pierwszą połowę meczu Meksyk: RPA,
podczas tórego kibicowałem Meksykowi. Zresztą lepiej grali, i
mieli lepszą drużynę. Po szóstej piętnaście rozpocznie się
mecz Anglia:USA. Sąsiad już chodzi z ogromną trąbą i rozmawia z
mieszkającym naprzeciwko niego pod numerem czwartym Mikelem. Obaj są
prawdopodnie po paru cedrach. Podczas meczu Anglia: Meksyk jakieś
dwa tygodnie temu, Mikael chodził w ogromnej czapie w biało-czerwone
szachownice i spódniczce z białych i czerwonych sznurków. Facet
raczej po czterdziestce lub przed piećdziesiątką, bez zębów, a
dokładniej z fragmentem jednego zęba. Sympatyczny i pomocny. Gdy
się sprowadziłem od razu zaoferował mi swoja pomoc, proponując
korzystanie z jego naczyć i jedzenia. Rzecz jasna nie skorzystałem.
Chciał mnie też oprowadzić po domu i pokazać wszystko. Brak zębów
nie wprowadza go jak widzę w żadne kompleksy. Zapomniałbym bym,
wokół niego podczas pamiętnego meczu Anglia; Meksyk unosił się
niezbyt dyskretny zapach saidera. Szósta piętnaście.
Urugwaj:Francja. Urugwajczycy przypominają polaków, raczej wolą
sobie spokojnie spacerować po boisku, i nie męczyć się. Francuzi
natomiast biegają po boisku jak konie. Sobota. Płacę za dwa
tygodnie czynszu. Za tydzień poprzedni i obecny. W ten sposób
wychodzę na zero, i nie mam już długu! Idę nad morze. Po powrocie
włączam telewizję. Trwa właśnie mecz Południowa Korea: Grecja.
Za grecję nikt nie wygra, niestety muszą grać sami. Sąsiad zza
ściany, Mikael pod numerem jeden krzyczy co chwilę histerycznym
głosem - gool! Robi to jak małe dziecko któremu zabrano coś
cennego, i stanowczo domaga się zwrotu jego własnosci, od której
zależy co najmniej życie. Następny mecz tego dnia. Argentyna:
Nigeria. Trenerem drużyny argentyńskiej jest Diego Maradona.
Starannie ubrany mężczyzna z długimi czarnymi zaczesanymi do tyłu
włosami, i siwą dokładnie przystrzyżyną brodą wygląda
elegancko i szlachetnie, chociaż jest nieco otyły i garnitur ma co
tu dużo ukrywać niezbyt wyszukany. Do drzwi stuka Mikel, sąsiad
zza ściany, ten spod numeru pierwszego. Anglicy mają do mnie trochę
pretensji o to że się nie udzielam -bo oni żyją tu wszyscy trochę
jak w rodzinie. Podobne wrażenie odniosłem odnośnie osoby Michelle
i drugiego Mikaela. Mikael mówi też że mało jem i że nie dbam o
siebie. Przyjmuje te uwagi i uśmiecham sie do niego, tak jak on
uśmiecha się do mnie. Wieczorem gra Anglia z USA, i to już jest
prawdziwe święto. Amerykanie to nie partner do sparingu jak się
okazuję ale drużyna która rok temu pokonała w ważnym spotkaniu
Hiszpanię, dwa do zera. I w związku z tym remis anglików nie jest
w żadnym wypadku porażką, ani powodem do wstydu. Po meczu
przypomina mi się moja rozmowa z Kely w banku, podczas której Kely
pokazuje mi na migi za jakie rodzaje sportu mogę dostać
odszkodowanie a za jakie nie, co robi na mnie naprawdę fantastyczne
wrażenie. Więc gdy mówi o jeździe na motorowerze i motycklu,
wydaje z siebie dźwięki w rodzaju - brr - i układa ramiona jak
osoba prowadząca motocykl. Kiedy mówi o skokach na banji wyraża to
także za pomocą gestów naśladując skok. Całość jest naprawdę
bardzo śmieszna i zabawna.
Autorem „ Dzenników” jest Zee Jop „Cyberius” strona domowa autora -kliknij w poniższy obrazek
napisz
do mnie:kliknij w ponizszy obrazek

opowieści Gandziaka
zobacz profil autora
klikając w ponizszy obrazek Inne prace autora