Zee Jop Cyberius http://eart.cba.pl/nowosci.html
aaaa ANDALE MONOjest niezły szczególnie gruby pisany dużymi literami jako tyłuł małą czcinką już mniejCentury Schoolbook nawet fajny ABCD
DejaVu Sans deja vu sans sans saaaaaaans DEJAVU SANS dejavu serif.............freeMono ffffree mmmooonoooooo
Zacznijmy tak.
Wszystko zaczęło się w Belgi. Zaczęło się od tego że W pewnym momencie zaczęłi zagladać ludziom do domów czy aby nie noszą na twarzach zasłon. Czyli tak zwanych, zdaje się że z francuska "burek". Oczywiście jak to często bywa prawo działało wybiórczo. Ci którzy wynajmowali całe piętra w hotelach mogli chodzić z zasłoniętą twarzą. Ich nie- Ludzie, zrozumcie,pilnujemy was przed złem tego świata - I nie chcieli w ogóle ludzi słuchać. Czasami jak nie zdążyłeś im otworzyć kopniakami wywarzali ci drzwi. Wpadali i powalali ludzi na podłogę. Krzycząc do tego jak idioci...
Generyk 217postanowił odwiedzić jedno z jego miast.
Lecz nie o tym chciałem teraz napisać, ale o tym co stało się po pierwszym maja, bo od pierwszego maja i tego co stało się Rzymie podczas beatyfikacji papieża nic już nie było takie jak kiedyś. Wszytko było inne. Powiecie - po co tak zaciekle walczyli o pierwszego maja? Poganie, komuniści, niemieccy naziści chcący także przejąc ten dzień no i kościół katolicki który chciał zamienić Karola Marksa i Włodzimierza Lenina na Józefa Robotnika? Oczywiście z perspektywy czasu wszystko może się wydać śmieszne lub przynajmniej mało istotne. To tak jakby ktoś z ironią w głosie chciał zakrzyknąć „ach! Gdzie są te niegdysiejsze śniegi. A śniegi z poprzednich zim roztopiły się i wpłynęły do rzek, a potem zapewne razem i z innymi wodami do oceanów. Jedenasty września w porównaniu z tym ponurym i przerażającym dniem był niczym niewinny dziecięcy teatrzyk w przedszkolu podczas jakiegoś regionalnego święta. I ludzie czuli że to się może wydarzyć lecz jednak nic nie zrobili aby temu zapobiec. Ludzie szyfrowali już wtedy wtedy w internecie większość swoich stron. No na razie to jedynie szyfrowali tytuły a dokładniej nazwy podstron. Nazwa stronki wyglądała mniej więcej tak: wodawoda/17bc36.pl potem zaczęli coraz więcej tekstu umieszczać pomiędzy „gwiazdkami“ i w obrazkach. Nie było to wcale rzeczą trudną dla służb niemniej jednak przeglądanie wszystkich stron utrudniło by znacznie ich pracę -jeśli w ogóle nie uniemożliwiło. Oprócz tego pojawiły się kody w których cyfry odpowiadały miały swoje odpowiedniki i tak na przykład numer 55 oznaczał wolny rynek, inną numerację posiadała erotyka, jeszcze inną tematy związane z wolnością słowa.
Pisałem te tabliczki.
To jedzenie jest ohydne mówię wam.Gdybyście na przykład żyli w przeszłych żywotach w miejscu w którym ja właśnie teraz mam okazję żyć a na dodatek posiadali pamięć z poprzednich żywotów na pewno przyznali byście mi rację. Zrozumieli że ogromne rozłożyste sady pełne owocowych drzew sprawiają że ludzie są niestety zdrowi oraz co gorsza myślą i chcą sami za siebie podejmować decyzję. Więc wygnali nas z tego raju gdzie jedliśmy poznania dzięki którym łatwiej nam było odróżnić dobro od zła. Co ich „bogom“ niestety nie podobało się. Zamiast owoców i warzyw podstawą naszego wyżywienia uczynić chcieli zboże i jego przetwory oraz produkty z mleka. Jedno gorsze od drugiego. Na dodatek sprawiające że człowiek staje, ciężki, powolny a jego umysł niestety pracuje na zwolnionych obrotach. Oni chcieli nami rządzić i zamienić nas w maszyny do pracy z których owoców czerpali zyski w postaci różnych danin i podatków. Alkohol wypijany w dużych ilościach dopełniał reszty.
W pustyni i w puszczy
I pojawił się człowiek który. Nie, nie tak. Żył człowiek dla którego świat w jakim wzrastał powoli stawał się pustynią. Wszelkie pozory życia jakie miały miejsce wydawały mu sie nie autentyczne. Relacje między ludżmi pozorne. Prawda w kontaktach z nowo poznanymi ryzykowna, a to ze względu na bezpeczeństwo. Zamknął się więc w swojej betonowej pustyni małego mieszkania na którymś piętrze ogromnego wieżowca. Uciekł na betonową pustynię. Położonej na wielkiej puszczy. Wychodząc ze swojej kryjówki, jedynie wtedy To co piszę wynika z myślenia a nie z...
Albo rozmyślał czy dwie prawdy mogą dawać kłamstwo. Bo na przykład
Czasami do swych rozmyślań często bezmyślnego hałasu, i nawet nie zostawia po sobie śladów kiedy znika z naszej pamięci. Przychodzi prawie że niezauważone i odchodzi niezauważalnie i bezszelestnie.
Ponieważ nikt już prawie nie chciał chodzić do kościołów, wpadli na pomysł żeby w kosciołach tam gdzie są ołtarze stawić telewizory.Brałeś sobie zupę komputerową z ryżem i ziemniakami i spacerowałeś przed ołtarzem. Lecz nie o tym chciałem pisać. Chociaż nie, częściowo o tym. Czyli o jedzeniu.
poniżej pierwsza część opowiadania
Człowiek który zrealizował swoje marzenia.
Zee Jop Cyberius
Rózne myśli chodziły mu po głowie -praca którą wykonywał nie przynosiła mu większej satysfakcji, ani społeczenego prestiżu i uznania środowiska w jakim przebywał.
Mało tego pieniądze ze sprzątanie supermakeŧów nocą były naprawdę niewielkie -może gdzieś indziej tak, ale w jego mieście nie. I nagle przyszło olśnienie.Pomysł jaki pojawił sie podczas czytania gazet z ogłoszeniami, powitał z uznaniem.. - Znależć pracę, jak to się mówi rozwojową i dającą perspektywy na przyszłość - powiedział głośno do siebie, i zaraz potem dodał - Na przykład fryzjer albo pizzer to jest to. Widział już nawet siebie pracującego jako pizzer w jakiejś dobrej pizzeri w centrum miasta. I o dziwo znbalazł w “Dzienniku polskim” kilka ofert. Prawie natychmiast zadzwonił i umówił się z właścicielem na spotkanie. Następnego dnia
szedł rano szybko jak tylko mógł ulicą w kierunku Bieżanowa Starego, a po drodze jeszcze chyba na Malborskiej jak zwykle zauważył napis na furtce: MARY KAY -przed ładnym dosyć dużym domem z czerwonej cegły stojącym prawie na krzyżówce- mianowicie pomiędzy ulicą Kadena-Bandrowskiego a Pierrackiego, prawie że naprzeciw piekarni. Kim jest owa tajemnicza Mary Kay ? Wróżką jakąś, czy dziennikarką. Kiedy tamtędy przechodził zawsze się zastawiał.
Niedaleko Kabla, a właściwie zaraz przy przystanku tramwajowym przeczytał ogłoszenie: ZGUBIONA ZOSTAŁA CZARNA TECZKA ktokolwiek wie proszony jest o... Czarna teczka nie wzruszyła go jednak. Szedł dalej, minął w międzyczasie ogródki działkowe z wyjętymi lub wypalonymi okiennicami. Ogórdki zostały już pewnie całkiem opuszczone -myślał.I wyludnione. Miejsce dawnych działkowiczów zajęli bezdomni i biedacy, mieszkając tam i śpiąc grupami albo pojedynczo. W tym miejscu droga zaczęła się obniżać. Zeszedł w dół, w stronę Teligi a potem Ćwiklińskiej. Kiedy minął Prokocim Nowy, Bieżanów Nowy i znalazł się na Bieżanowie Starym w okolicy Drożdżowni -ładny kawałek za pętlą tramwajową.
Pomylił się kilka razy, ale w końcu dotarł na ulicę Rakuś, a potem na L. Po drugiej stronie ulicy naprzeciw restauracji zobaczył małe zoo, jakieś konie lub kucyki biegające na małej łące, a i restauracja prezentowała się dość oryginalnie. Pełna tropikalnych ptaków i ogromnych akwariów z egzotycznymi rybami. Znalazł się w innym świecie. Gdy stał oszołomiony i niewiedząc co ma ze sobą zrobić i dokąd iść przywitał go właściciel resturacji -jak podejżewał- ubrany w marynarski podkoszulek dorosły mężczyzna w stroju pirata. Po chwili rozmowy z nim, zrozumiał że na pracę w restauracji Magiellana, nie ma wielkich szans, i że nie zostanie Pizarro z restauracji Magelllana -ponieważ brak mu niezbędnego do pracy doświadczenia. Ale zobaczył człowieka który spełnił swoje marzenia. I to było dla niego bardzo ważne. Zupełnie tak jakby przyszło olśnienie -aha, a więc jednak można tak! Mozna połączyć swoje marzenia z dzieciństwa z dorosłym praktycznym życia. Zachowując siebie z dzieciństwa i nic nie tracąc ze swojego jestestwa być dorosłym człowiekiem zarabiającym na życie.
Gdy wrócił do domu, a wracał bardzo powoli, wygrzebał gdzieś spod łóżka czarną starą teczkę w której były nożyce fryzjerskie od dziadka. Dziadek dał mu je lata temu. Postanowił że zostanie fryzjerem.
Wieczorem niepokój i pobudzenie wróciło spowrotem do niego. Chodził nerwowo po pokoju ponieważ za wszelką cenę chciał ściągnąć sobie OpenArtista żeby porówać go ze swoim ulubionym ArtistXem. Wiedział że nie ma lepszego systemu operacyjnego dla niego jednak to w niczym mu nie pomagało. Wygrzebał najpierw stary, prawie że zepsuty dysk z zainstalowanym na nim Ubuntu studio i podłączył go do rezerwoego prawie że antycznego komputera który trzymał aby uruchomić go w razie awarii tego którego na codzień używał. Pomimo tego że zdawał sobie sprawę z niebiezpieczeństwa podpiął dysk i następnie włączył kmputer. Po chwili ukazała się ciekawa zielonkawa tapeta “Studia” ze słojami a raczej plastrami miodu w środku. Przejrzał dostępne w dystrybucji aplikację i rozczarowany ale jednak i uspokojony wyłączył komputer. Utwierdził się że jego ulubiony -co tam ulubiony, ukochany- ArtistX jest najlepszy w swojej dziedzinie. Jeszcze tylko musi ściągnąć OpenArtista i wypalić na płycie dvd a potem go psrawdzić, to znaczy przetestować i porówać z AtriXem*. Czyli za jakieś przeszło trzy gigabajty bo tyle jeszcze brakowało -przeliczając to na godziny wychodziło mu prawie całą dobę. Mógł teraz wrócić do swojego opowiadania. Opowiadanie zaczynało się ciekawie jednak kończyło się w pewnym momencie -tak jakby było urwanę. Nie miał weny więc postanowił że dopiszę do
następnie Dublicatora “Let them hear” i gdy utwór się skończył wrzucił do odtwarzacza Maurizio Micelego. Uspokojony zaczął pisać dalej.
-------------
*miał jeszcze wypalone na płycie Yopera i Slaxa
cpoy@right and copy@left Zee jop Cyberius http://eart.cba.pl/nowosci.html