BluSkaj Finkers i Maszyna
Umysłu
autor opowiadania Cyberius
Pierwszy wyglądał jak żaba która przed chwilą
wyskoczyła ze śmietnika. Ani śladu elegancji i dobrego smaku nie
było w jego ubraniu, wyglądzie ani i w nim samym. Mało tego, on
wyglądał jakby całe życie spędził grzebiąc w osiedlowym
śmietniku lub śpiąc w przydrożnym rowie pośród łopianowych
liści. Oprócz beznadziejnego wyglądu, Pierwszy słynął także z
tego, że przedstawiciele innych krajów klepali go zazwyczaj po
plecach. O czym też z zachwytem opowiadał godzinami swoim
współpracownikom. Którzy, hm, musieli go niestety słuchać. Do
tego udając przy tym wielkie zainteresowanie, a jeśli chodzi o tych
którzy chcieli awansować musieli nawet nieszczerze go podziwiać i
udawać zachwyt. Zwycięskiej idei jakoś nie było w Pierwszym
widać. W jego szarej, wymiętej, przypominającej porządnie
wykręcony ręcznik, i nijakiej twarzy. Nie było bo i jak? Wszytko
co związane z nim kojarzyło się przecież z przegrywaniem i
bylejakością. Wielkie Psy jakie go otaczały, a i Grube Koty, nie
były wcale zmartwione takim obrotem sprawy. Wręcz przeciwnie,
specjalnie wybrali takiego człowieka, bez charakteru, giętkiego
niby wierzbowa witka na wietrze. I miękkiego jak plastelina bez
wysiłku formowana w ich dłoniach stosownie do potrzeb. Mieli
przecież jeden cel, wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy.
Najwięcej pieniędzy mogli wyciągnąć poprzez heglowskie socjalne
państwo. Ono się do tego najlepiej nadawało. Było wielką maszyną
ssącą, było maszyną wypijającą krew z większości
wyzyskiwanego społeczeństwa. Z biednych ciężko pracujących w
pocie czoła ludzi. Demoniczną Maszyną Wampiryczną -jakbyśmy
mogli ją nazwać. Bo wypijającą krew. Nie dlatego że lubili
socjalizm i etatyzm, ale dlatego że się do tego świetnie nadawał.
Jakby Heglowska Maszyna Zła była do tego celu stworzona i
pomyślana. W głębi duszy tak naprawdę pogardzali bardzo
socjalizmem i heglizmem, uznając heglizm za ideologię dla ubogich
umysłem i leniwych. Oni chcieli być panami siebie samych! - Żadnych
cudzych bogów przede mną. Ja jestem centrum mojego świata i nikt
inny - mawiali do siebie. Chwilami zdawało się że życie w tym
kraju jest już niemożliwe. Tyle było sztucznych i pustych a
pozornie wielkich ideii zajmujących prawie całą przestrzeń. Kiedy
na przykład szedłeś ulicą to wydawało ci się nieraz że jest od
nich w powietrzu aż duszno. Że powietrze aż gęstnieje i
oddychając nim dusisz się i dławisz. A one wchodzą w ciebie
poprzez dziurki nosa i zagnieżdżaja się niby szkodliwe bakterie i
wirusy w całym organizmie, i w każdej komórce twojego ciała.
Byłeś pełen czegoś obcego w sobie, czegoś co nie jest twoje. Z
zewnątrz przyklejały się do ciała by następnie poprzez pory
skóry przenikać do wnętrza. Wchodząc do krwiobiegu, i płynąc
dalej bezczelnie razem z nim. Kto im dał na to zgodę? Przecież
wiedziałeś jak każdy normalny i zdrowy człowiek że twoje ciało
należy tylko i wyłącznie do ciebie, podobnie jak twoja dusza i
twoje myśli. Wracając do Wielkich Psów. Wielkie Psy dla zabawy
rzucały czasem różne opinie. I potem obserwując reakcję bawiły
się świetnie. Na przykład środowiska katolickie i narodowe nie
wiedząc o tym wcale i zapewne nie mając tego żadnej świadomości
zaciekle walczyły o heglowskie państwo umierając ze strachu na
samą myśl że państwo to może się rozpaść, osłabnąć, albo
co nie daj Bożę stać się częścią innego większego lub
bardziej sprawnego państwa. Wykonywali za nich całą ich robotę, i
to praktycznie za darmo. Często w zamian otrzymując jako zapłatę
śmiechy, kpinę a czasami nawet pogróżki ze strony policji. Oj
umieli oni ludzi zagnać do roboty. Umieli! Tych wszystkich
beznadziejnych i nie uleczalnych głupców, którzy nie troszczyli
się o swoje sprawy lub mieli nadmiar wolnego czasu i nie wiedzieli
co z nim zrobić. Wypasione Leniwe Tłuste Koty wylegujące się
godzinami na egzotycznych plażach w promieniach słońca i Grube
Ryby były jakby poza tym. Grube Ryby jakby, a Wypasione Tłuste Koty
całkiem. Koty myślały pragmatycznie. Jeśli wspieranie interesów
innego państwa przyniesie im więcej pieniędzy i w konsekwencji
więcej władzy to czemu mają tego nie robić? I robiły to
wspierając finansowe i przemysłowe lobby bez względu na kraj
pochodzenia. Wspierały też interesy innych państw na terytorium
własnego. Najchętniej jeśli były poprawne politycznie. Jeśli
były mniej poprawne wspierały ich interesy mniej jawnie. Poprawność
polityczną miały gdzieś, lecz dążyły do minimalizacji utraty
energii w działaniu a dokładniej do działania przez pozbawione
zupełnie wysiłku działanie. Siedząc u siebie na starym krześle
przy drewnianym stole w kuchni i małymi łykami popijając kawę,
rozmyślał o tym wszystkim Hobo. Nie żeby go polityka specjalnie
interesowała ale takie miał tego popołudnia myśli.
Jak
było? Z pewnością zapytacie. Przeciw Łopianowemu Królowi czyli
Pierwszemu, i jego beznadziejnym rządom wystąpił pewien z pozoru
szalony młody naukowiec. No dość młody. I nie dlatego że uważał
się za jakiegoś szlachetnego buntownika walczącego ze złem
świata. Napisałem przecież że polityka go specjalnie nie
interesowała. O nie! Tak nie było. Było zupełnie inaczej.
Zwyczajny nieudacznik nie potrafiący się poruszać po coraz
bardziej skomplikowanych zaroślach życia. Mnożących się z każdym
dniem utrudnieniach i przepisach ustanawianych przez starzejące się
coraz bardziej i przybywające na wadze i siwiejące wraz z upływem
lat Wielkie Psy, Tłuste Koty i Grube Ryby. One przecież czuły za
plecami zdyszane i przepełnione nienawiścią oddechy wykluczonej
konkurencji. Czuły ślepy gniew. To wściekłe Młode Wilki walczyły
z nimi o miejsce w stadzie i rolę do odegrania w życiu. Psy a z
nimi Koty i Ryby czuły się coraz bardziej wystraszone i budowały
jeszcze większe fortece. Mury mające oddzielić ich i ich dzieci od
reszty rosły. Powiem więcej, te grubaśne mury i niezwykle solidne
fortece miały pilnować ich pozycji. Więc szalony naukowiec nie
potrafił się odnależć. W życiu tak pełnym sztucznych barier,
przeszkód i zastawionych pułapek na drodze wiodącej do zamku wraz
z upywem czasu miał coraz więcej żalu do tych którzy jego życie
spieprzyli. Na początku co logiczne, chciał zbudować Maszynę w
celu całkowie egoistycznym. Chciał ją zbudować po to aby łatwiej
żyć, nie mogąc dokonywać racjonalnych wyborów, i nie znając
odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Nie miał też
wyjątkowej intuicji. Lata spędzone na grach liczbowych i spora
sumka pieniędzy jakie przegrał mówiły o tym same. Jeszcze razem
ze swoją byłą dziewczyną, a potem już sam, pozostawiony przez
nią z powodu życiowego nieudacznictwa i biedy. Kiedyś mógł
brylować na salonach, i udzielać komentarzy dla prasy na prawie
każdy temat, jeśli oczywiście o taki komentarz zostałby
poproszony, jednak zupełnie nie potrafi kręcić się wokół swoich
spraw ani chodzić koło nich. Z drugiej strony nie chciał być owcą
idącą posłusznie w stadzie, ani owczarkiem tego stada pilnującym
dla pasterzy. On chciał być wolnym jeźdźcem. Autostradowym
chłopcem, który jest tam gdzie chce i kiedy chce. W każdym razie
jak to mawiał od mądrości zgłupiał i nie wiedząc co robić
spędzał bezmyślnie czas. Następnie po roku lub dwóch, od głupoty
zmądrzał. Pozornie bezczynnie spędzając czas. Pewnego dnia
słuchając jakiejś płyty uzmysłowił sobie że całe dwa
dziesięciolecia spędził na poszukiwaniu błędów w sobie. Czy to
było złe? Nie, szukanie błędów jeśli sam proces poszukiwań nie
zamieni się w obsesje, to świetna sprawa. Jednak nie tylko
całkowite pogrążenie się w sobie. Trzeba też patrzeć w
przyszłość i szukać nowych rozwiązań. On niestety nie szukał i
widział że wielu ludzi będących pod wpływem różnych nurtów
tak zwanego religionizmu, lub jak się mówiło w skrócie religizmu
patrzyło głównie w siebie, zapominając o tym co jest przed sobą.
To dobra postawa dla tych których życie jest stabilne, dla takich
jak on jednak nie. Przeżył wtedy małą rewolucję i iluminację.
Wybudował więc maszynę Umysłu. Lecz nie wyprzedzajmy
faktów. Pewnej nocy zasnął jak zwykle we śnie szukając
zapomnienia od trosk dnia przepełnionego z powodu niewiedzy
bezczynnością. Niby nic, jednak przyśnił mu się dziwny sen. W
tym śnie zwiedzał jakąś obcą planetę. Położoną ładny
kawałek od naszego Układu Słonecznego.
Na planecie panowały
rządy korporacyjne, na które przyszła kolej po bardzo krótko
trwającym tak zwanym liberalizmie, z całkiem prawie swobodną
wymianą towarów i usług. Następnie zapanowała długa ciemna noc
koszmarnego antyludzkiego heglizmu. Gdzie niegdzie zwyciężył miły
jego sercu libertaryzm, choć nie wszystkim chętnym starczało
środków żeby przenieść się do jednej z planetarnych libertarii.
Jak wyglądał korporacjonizm, bo niektórzy mogą go pomylić z
pewną odmianą ziemskiego heglizmu. Korporacjonizm na tamtej
planecie polegał na dobrowolnych związkach między ludźmi ze
względu na podobieństwa występujące między nimi, jak na przykład
podobny rodzaj wykonywanej pracy, podobne poglądy polityczne lub
nawet zamiłowania. Więc planeta przypominała sieć dobrowolnych
związków posiadających własne prawodawstwo i obyczaje.
Przypominało mu to trochę stare polskie prawo dla żydów lub
ormian, gdzie właśnie poczucie podobieństwa decydowało o
przynależności a nie zajmowanie jakiegoś terytorium. Państwa
narodowe odeszły na planecie dawno w niepamięć. Potem odeszły w
niepamięć państwa terytorialne. Nad wszystkim stała Rada Planety
wybierana w głosowaniu przez prawie powszechny internet. Internet
działał też na sąsiednich księżycach planety zamieszkałych
przez osiedleńców od paru pokoleń. Nie było żadnego parlamentu
bo i po co. Przytłaczającą większość spraw rozstrzygali ludzie
na internetowych forach i podczas głosowań przez internet. Tak było
od czasów Internetowej Rewolucji podczas której władza
planetarnych rządów została obalona. Sami tego chcieli, próbując
wprowadzić przymusową cenzurę w necie. Zmieniła się też
religia, stare tradycyjne kulty odeszły do przeszłości. Nikt już
nie był sędzią sumień innych ludzi i dawcą przepustek do
duchowych krain po śmierci. Rewolucja internetowa obala też przy
okazji rządy. Internauci obalili je mając dość skorumpowanych i
zdemoralizowanych polityków pasożytujących na ich ciężkiej pracy
i odbierających im ich wolność. Naprawdę zmietli je z powierzchni
ziemi
- Nie chcemy już państw ani politycznych struktur kontroli
- mówili do siebie podczas licznych rozmów jakie przeprowadzali ze
sobą w sieci - ponieważ wiemy że po drugiej stronie granicy żyją
ludzie podobni do nas - Oczywiście rewolucja miała charakter dosyć
pokojowy, i w wielu miejscach planety nadal istnieją jeszcze
państwa. Jedne są wielkości zaledwie łupiny od orzechów, inne
całkiem duże, i nawet opętane nadal paranoją heglizmu. Internauci
tworzą też konstytucję planety. Planetarna Konstytucja jest z
założenia bardzo prosta. Pierwszy jej punkt brzmi:
Każdy
człowiek jest wolny, i nie ma prawa naruszać wolności i własności
innych ludzi.
Może więc całkowicie swobodnie dysponować własną
energią i czasem,
oraz powstałymi w wyniku jego działania
zasobami
Można by powiedzieć że pierwszy i ostatni.
Chociaż są jeszcze komentarze i podpunkty do niej. Wspólnota
Korporacjorjan, bo nie wiem jak ją nazwać nie ma stolicy ani władz.
Korporacje wybierają swoich przedstawicieli do Rady Planety, a sama
Rada stanowi bardziej ciało arbitrażowe niż
prawodawczo-ustawodawcze lub sądowo-wykonawcze, albo reperesyjne.
Wojsko i aparat przemocy na planecie ma charakter pracy kontraktowej
i jest związany z usługami. Policjant to tam podobnie jak strażak
i wojskowy przedstawiciel sektora kontraktowych usług. Nie ma
prokuratorów ani sędziów, bo i po co. Jest prawo lokalne,
obyczajowe i korporacyjne i każdy kto naruszył wolność lub
własność drugiej osoby musi się do niego dostosować. Ludzie
umówili się ze sobą jakie w danych regionach panują prawa i tyle.
Jak ci się nie podoba to możesz się przenieść w miejsce które
ci odpowiada. W ogóle bardziej zwraca się uwagę na skutki i samo
działanie niż na jego możliwą potencjalność. Więc jeśli
jedziesz po pijanemu rowerem to twoja sprawa. Jeśli jednak popełnisz
wypadek bedąc pijany kara jest surowsza. Wtedy nie masz nic na swoją
obronę. Generalnie odeszły tam w niepamięć wszelkie fałszywe
nauki moralne i religijne mające obrabiać psychikę zniewalanych
ludzi, przez tych którzy rządzili nimi. I granie na emocjach i
uczuciach innych nie jest tam mile widziane. Zdecydowanie w prawie
wszystkich dziedzinach życia liczy się skuteczność a nie papiery
i pieczątki. Idziesz dajmy na to do jakiejś firmy i mówisz że
chcesz u nich pracować, a oni pytają ciebie - pokaż nam co
potrafisz - Mówią wtedy po prostu - pokaż nam co potrafisz -
Na
sąsiedniej zamieszkanej planecie, o czym dowiedział się z
międzyplanetarnej telewizji, mają takie aparaty do mierzenia
potencjału ludzkiego umysłu i stanu ludzkiej wiedzy, czyli tak
zwane umysłometry. Nie jest to u nich rzecz bardziej rzadka niż u
nas aparaty do mierzenia ciśnienia. Mają też aparaty do mierzenia
stanu ludzkiego zdrowia. Jest tam u nich możliwe prawie wszystko do
zmierzenia, samopoczucie i poziom stanu psychiki, pozom aktywności
intelektualnej i poziom energii.
Hobo obudził się nagle
i wiedział nad czym będzie pracował. Zadzwonił o ósmej rano do
Berlina do nieprzytomnego jeszcze Mahhomeda Shwartza i powiedział mu
że rezygnuje z roboty jaką ten mu znalazł. Mahhomed trochę po
znajomości poprzez agencję w której pracuje znalazł mu pracę
przy sortowaniu owoców na farmie. Następnie zadzwonił też do
Hansa Abdulla aby tą wiadomość potwierdzić. Hans naturalnie był
wściekły. Jeśli chciałeś znależć jakąś robotę sezonową
przez agencję to chodzić musiałeś na kolanach czasami całymi
miesiącami. I jeszcze robili ci wielką łaskę. Hobo to był
przecież nikt, zwyczajny włóczęga. I tak by przecież zresztą
tam nie dojechał. Autokary stały zaparkowane w bazach firm
przewozowych bo całe Niemcy obchodziły święto powrotu nauk
Proproka, a skażenie środowiska było tak duże że samoloty miały
zakaz lotów. Oni więc bez problemów znaleźli na jego miejsce
zastępcę a on mógł przystąpić do pracy nad maszyną umysłu.
Najpierw skonstruował tak zwany Oscylator Umysłu. Oscylator miał
za zadanie wymieniać między ludźmi pliki myślowe, czyli wszelkie
wartościowe spostrzeżenia związane z wyrazami kluczowymi.
Przestraszył się jednak że Maszyna po niewielkich modyfikacjach
może być wykorzystana przez rządzących do kontroli poddanych im
ludzi. Tak stało się przecież z Sugestonomem. Sugestonom miał
zwalczać depresję a został wykorzystany przez władzę do
propagandy i potem także przez agencje reklamy, aby zwiększyć
sprzedaż towarów firm dla których agencje aktualnie pracowały.
Wyglądało to mniej więcej tak. Budził się Hobo rano i pierwsze
co słyszał nawet nie wypijając jeszcze swojej porannej kawy, to
słodkim głosem wypowiadane slogany w stylu - Hobo chłopie nie
uwierzysz! Mamy dla ciebie nowy wspaniały produkt....musisz go
koniecznie kupić. Pamiętaj, nie rób nam zawodu, wszyscy w firmie
kochamy cię - i takie inne pierdoły. No dobrze, jak było z tym
oscylatorem. Hobo wstał rano, no nie tak znowu rano, piętnaście po
dziesiątej i zaczął rozmyślać nad zmianą swojego życia -
Zmieniając siebie - powiedział głośno do siebie stojąc przed
lustrem - podobno zmieniamy świat który nas otacza. I myśli i
uczucia maja wielki wpływ na nasze życie - Rozpoczął więc
eksperymenty nad modlitwą chrześcijańską, i zaczął badać jej
wpływ na swoje życie. Następnie przeszedł do medytacji
wywodzących sie z buddyzmu. Denerwował go subektywizm to znaczy
niemożność obiektywnego zbadania za pomocą -jakbym to ja
powiedział- naukowego eksperymentu, rodzaju uczucia i emocji oraz
jego intensywności. Skonstruował więc emocjonometr. Jak już
stworzył emocjonomert to był prawie w domu. Pomijam zabawne
historyjki z jego życia kiedy wiekszość jego znajomych
przychodziła do niego żeby zbadać sobie poziom energi i uczuć. To
znaczy jakie mają kolor i ładunek. Kolor mówił o silnych
emocjach. Na przykład ciemna intensywna czerwień pokazywała gniew
tkwiący w człowieku jako emocję dominującą. Pomarańcz oznaczał
przyjażń, a lekka czerwień lub róż, miłość. Odwiedzały go
też dziewczyny z sąsiedztwa żeby dowiedzieć się czy są
zakochane, i czasami ciągnęły też ze sobą swoich chłopaków.
Drzwi wejściowe od jego domu nie zamykały się wtedy.
Innego
dnia stworzył autotłumacza języków. Nie mógł się dogadać z
Hansem ani z Mahhomedem i to go tak zezłościło że po rozmowie
natychmiast zabrał się do roboty. Jak powiedział pewien polski żyd
- mam dwie ojczyzny w jednej tej polskiej jestem żydem a w tej
drugiej żydowskiej gojem - Hobo miał czasami podobne odczucia. Jego
dziadek był w połowie włochem a w połowie podobno brytyjczykiem.
Jakby tego było mało to jego ojciec [ chodzi o ojca dziadka czyli
jego pradziadka] zanim osiedlił się w Polsce mieszkał przez pewien
czas w USA i budował Nowy Jork i Amerykę. Budował dosłownie. Bo
jako inżynier i konstruktor stawiał te ogromne manhatańskie
wieżowce. To jeszcze nie koniec bo przodkowie matki Hobo wywodzili
sie z kresów i mieli na sto procent jakąś domieszkę białoruskiej
i litewskiej krwi. O każdej z ojczyzn wypowiadał się z pewnym
dystansem. W Polsce czekał go brak perspektyw i bezrobocie. W Anglii
liczyły sie tylko umiejętności zawodowe. Jeżeli nie miałeś kasy
nie byłeś w ogóle człowiekiem tylko pracownikiem. Znałeś
świetnie język, i miałeś jakieś uprawnienia, na przykład na
wózek widłowy lub potrafiłeś prowadzić traktor to było już
coś. On jeździł kiedyś traktorem, jednak po niezliczonej wprost
ilości wypadków przestał prowadzić pojazdy mechaniczne. To było
coś w rodzaju zegarka na rękę. To czyli tłumacz języków. Nie
muszę chyba dodawać że swojego wynalazku nie potrafił sprzedać i
poza nim nikt nie wiedział o autotłumaczu. A Hobo dyskretnie
patrzył na napisy wyświetlające się na jego zegarku i rozumiał o
czym rozmawiają ludzie w obcych językach. Chociaż tyle że mu się
do czegoś przydał.
Pomiędzy skonstruowaniem emocjonometru
[ czyli po prostu sugestonomu ] a zbudowaniem maszyny umysłu miało
miejsce dziwne zdarzenie w życiu Hobo. Otóz Hobo położył sie na
chwilę żeby odswieżyć swój umysł, jak to on nazywa. Zawsze
kiedy był zbyt poruszony lub znużony, albo ospały czy zdenerwowany
odswieżał swój umysł - starając się go wyzerować - jak to on
mówił. Leżąc zasnął, a właściwie znalazł się w stanie
pomiędzy snem i jawą. I wtedy pojawiła się ta dziwna myśl! Że,
że...jesteśmy hodowani. O takiej możliwości myślał już nie
raz, czytał też także o tym parę razy w internecie. No bo biorąc
rzecz na logikę, to dlaczego mamy być na końcu drzewa ewolucji?
Może tak samo jesteśmy hodowani jak my hodujemy świnki i inne
zwierzęta. I uprawiani tak jak my uprawiamy rośliny w ogrodach i
sadach? W tym momencie pojawił mu się w umyśle fragment starego
prapolskiego mitu o ŚwietoWicie który zasadził pierwszych ludzi na
grządce. W micie ŚwiętoWit miał dobre intencje wobec ludzi. Ale
jak jest naprawdę? Może ci którzy nas uprawiają potrzebują do
czegoś naszej duszy tak jak my potrzebujemy mięsa zwierząt, jajek,
jabłek i krowiego mleka. Więc żywią się naszymi duszami? A Budda
wynalazł sposób na uniknięcie bycia zjedzonym, czyli krótko
mówiąc wyzwolenie z koliska samsary. Wejścia w inny przestrzenny
wymiar i inny poziom egzystencji, w którym ci którzy nas uprawiają
nie mają przystępu do naszych dusz i nie mogą ich zjeść. No tak
teraz już wiem dlaczego uczniowie Buddy nie chcieli mówić o Bogu.
Bóg stworzyciel świata jak go nazywamy to jedno, a jacyś
pośrednicy którzy stworzyli ludzi lub bezczelnie wryli się w
dzieło stworzenia to dwa. Nazywani przecież w wielu kulturach
bogami. Pełno jest takich opisów w starych mitologiach. To
wydarzenie jeszcze wzmogło chęc wymyślenia maszyny przez Hobo.
Hobo ślęczał nad nią całymi dniami. I co może nie jest bez
znaczenia chciał pokazać światu kim jest i na co go stać. Bowiem
jego dawni koledzy i w większości [kiedyś] uczniowie podśmiewali
sie z niego unikając go, gdy zauważyli go idącego ulicą. Jego
dawne dziewczyny nie chciały z nim rozmawiać. Chociaż rozmawiały
i dzwoniły do większości jego byłych znajomych. Ludzie z
sąsiedztwa uważali go za dziwaka i odszczepieńca. Niestarannie
ubrany, ze swoją nieco dziwaczną fryzurą naukowca i włosami w
wiecznym nieładzie. Interesujacy sie tym czego większość ludzi
nie obchodzi, bo interesuje ich jak bez wysiłku zdobyć więcej
pieniędzy lub rzeczy no i oczywiście jeszcze coś wypić. Oraz jak
bezstresowo spędzić czas. Nie robiąc w życiu nic. Hobo nie
przejmował się tym wcale. Oni też go nie interesowali. Gorzej by
było, gdyby czegoś od niego chcieli zawracając mu głowę
bzdurami, lub zabierając mu tak cenny przecież czas. I marnotrawić
jego energię! Do domu po klatce schodowej wchodził więc szybko, a
wychodził energicznym krokiem człowieka zajętego. Tak samo szybko
chodził po ulicach miasta. Dobrze do rzeczy. Sen znowu okazał się
inspiratorem jego poczynań dziennych. I wynalazł maszynę myśli.
Wtedy też zauważył że zwalczanie Pierwszego nie ma sensu dopóki
ludzie to kupują. Za plecami Pierwszego czekali już w kolejce inni.
Tacy sami jak on albo jeszcze gorsi.
Inne prace autora
Dzienniki Emigranta
http://eart.cba.pl/dziennikiemigranta.html
pobyt
w UK, po hm... kilku latach. Jestem już chyba za stary żeby walczyć
z Homo Office i urzędami utrudniającymi życie ludziom.Dzisiaj po
dziesiątej mam spotkanie z urzędnikiem w sprawie ubezpieczenia
czyli tak zwanego inszuransu. Urzędnik pyta jedynie o to co
konieczne, nie zmuszając mnie do kłamstw, ani tłumaczenia się
dlaczego po tylu latach pobytu wUK, nie mam jeszcze inszuransu, ani
nie jestem zarejestrowany w HomoOfice. Po pierwszej jadę autobusem
do Chichesteru i rejestruję sie w mającej dobrą opinię wśród
polaków agencji First People. Po wypełnieniu formularzy dziękują
mi i niczego nie proponują. Idąc na dworzec nauczony doświadczeniem
że po rejestracji w agencji, jeśli od razu nie dostaniesz od nich
pracy to możesz czekać miesiącami albo i latami, dzwonię do...
i szkic "Opowieści Gandziaka"
http://eart.cba.pl/opowiescigandziaka.html
u
Gandziaka zamieszkał kot
W
Pewnym momencie zaczęły w domu Gandziaka dziać się dziwne rzeczy.
Mianowicie wieczorem ktoś zaczynał dobijać sie do drzwi, a
następnie szarpać gwałtownie klamką. Gandziak oczywiście nie
otwierał, ale tak na wszelki wypadek na stole w kuchni położył
sobie siekierkę. Po kilku dniach postanowił jednak zareagować, i
biorąc leżącą na stole siekierkę podchodził do drzwi, a
następnie je otwierał. Po drugie nikogo nie było. Trzeciego dnia
zobaczył kota, kot wszedł do środka i...został. Potem zobaczył w
jaki sposób kot otwierał drzwi, mianowicie wskakiwał na klamkę, i
wisząc na niej szarpał ją, jeśli były zamknięte robił to dotąd
aż mu Gandziak nie otworzył. Kot potrafił jeszcze kilka innych
sztuczek, otwierał sobie wodę w kranie gdy...czytaj
tu
KOMUNISTYCZNE DZIECKO
nie.
komunistyczne dziecko nie powinno słuchać kołysanek - mówił
zagniewany ojciec do żony a to go przestraszona słuchała - ani tym
bardziej śpiewać. Nie powinno także zajmować się sztuką w
przyszłości gdy dorośnie - Większość ludzi należących do
partii i pracujących w strukturach administracji wiedziała że jest
to kolejna partia władzy, i należy jakoś przeżyć, jego ojciec
niestety był komunistą wierzącym, i zalecenia komunizmu traktował
poważnie, a nawet wierzył w wychowanie, no raczej w wytresowanie
nowego człowieka, Tak się niestety złożyło że na tego nowego
człowieka został wytypowany jego syn...dalej
czytaj tu
Następnie ukonczone wiosną opowiadania poświęcone w większości tematyce trnshumanistycznej. Zbiór został wstępnie nazwany „Raportuj o zranionych ptakach” Czyli
Wielki Brat Monopoli.
Zaczęło
się niewinnie. Najpierw były te wybuchy wulkanów na Wenus. I zaraz
po nich, zaledwie kilka dni później pojawiły się jakieś dziwne
plamy na Jowiszu. Naukowcy oczywiście udawali że niczego takiego
nie widzą. Dopiero informacje jakie przedarły sie do publicznej
wiadomości dzięki internetowi, sprawiły że ludzie mogli się o
wszystkim dowiedzieć. Nic dziwnego że politycy i ci którzy za nimi
stoją tak bardzo chcieli zdelegalizować internet, a przynajmniej
choć trochę ocenzurować go. Cenzurze nadając nową treść.
Oczywiście "słuszną" i "szlachetną".
Większość jak zwykle i tak by w ich oszustwa uwierzyła. Jak
zwykle, i po raz kolejny. Ponieważ czasami odnosi sie smutne
wrażenie że większość niestety nie myśli..
EWOLUCJA TRWA A
NAWET SIE POGŁĘBIA
- krzyczeli bezsensownie biegając w kółko
na zbyt wąskim dla nich chodniku, na którym nie starczało już dla
nich miejsca. I następnie na ulicy, bo samochodów w tamtych czasach
jeżdziło po ulicach naprawdę niewiele. Gdybyś tam wtedy akurat
przypadkiem stał, to mógłbś zobaczyć ich blade twarze z lekko
szarym odcieniem skóry, spowodowanym zapewne niedożywieniem,
brakiem świeżego powietrza i niezbyt higienicznym trybem życia.
Nie, nie byli zbyt groźni, raczej typowi. Jedni byli zbyt otyli a
inni znowu za chudzi. Nie przypominali więc swoim wyglądem
antycznych herosów. Tacy zakompleksieni "zwyklacy" którzy
mieli pałki i mały kawałek władzy w dłoniach. Ale nie rób sobie
nadziei, ludzie słabi bywają bezwzględni i bezlitośni wobec
bezbronnych na których mogą bezkarnie wyładować swoje kompleksy.
Biegali więc niezwykle ożywieni jak po prochach, w tych swoich
dziwacznych szarych mundurach, a na wielkich bilbordach
przymocowanych do ścian kamienic widniały w szarzejącym się od
zmroku mieście migające pulsującym światłem napisy
Ewolucja
trwa nadal, a jej proces pogłębia się... czytaj
tu
Na pomoc Cyfronii.
To
było w ponurych czasach kiedy na planecie wprowadzono tak zwaną
własność intelektualną. Wkrótce opatentowano alfabet oraz cyfry.
Za każde użytkowanie alfabetu kazano sobie płacić i to słono.
Czytających i piszących ubywało więc z każdym dniem. Najpierw
upadły dzienniki. Wszystkie tytuły prasowe poleciały na łeb na
szyję. Poleciały na złamanie karku. Poleciały też wszystkie
banki. Potem upadły, tak gorliwie zachwalające prawa patentowe i
tak zwaną własność intelektualną stacje telewizyjne i rozgłośnie
radiowe. Jednak nie dało to nic do myślenia grupie biznesowej
stojącej za projektem. Oni szli za ciosem, i chcieli iść jeszcze
dalej. Ogłosili patent na słowa wymiawane przez ludzi. Od tego dnia
publiczne rozmowy stały się niestety niemożliwe. Ci bardziej
rozgarnięci porozumiewali się pomiędzy sobą za pomocą znaków.
Na
innej z planet zgłosili patent na geny i taki patent, co szokujące
otrzymali. Stali się więc dysponentami całego materiału
genetycznego na planecie i nie tylko że mogli dowolnie modyfikować
go, to jeszcze wydawali koncesje na prawo do uprawy roślin.
Oczywiście oni decydowali jaki typ nasion otrzymasz. I czego się
bardzo obawiali mieszkańcy planety, naturalne stało się
nielegalne. Jako rzekomo szkodliwe dla zdrowia, bo nieprzebadane i
będące nosicielami bakterii... czytaj
dalej tu