Kroniki galaktyczne Zbiór opowiadań
autor Zee Jop Cyberius
Ukryty wzorzec
świata
Czasami z nudów obserwował czasoprzestrzeń,
tak jak nasi dawni pogańscy wieszcze, którzy zamiast nocą spać jak
robi to każdy porządny obywatel, godzinami nieruchomo obserwowali
gwiazdy na niebie, a dokładniej jedną wybraną. Najczęściej była to
nie wiedzieć dlaczego któraś z gwiazd z gwiazdozbioru Oriona
darzonego największą czcią w Drzewiani jak i w całej społeczności
Lęchijskiej -gdzie każda wioska odczuwała jakiś szczególny związek z
jednym tych święcących punkcików na niebie. Czasami z nudów
obserwował czasoprzestrzeń, ingerując przez to w wynik swojego
doświadczenia poprzez zachowanie czyli ingerował w los świata
naruszając przez to jego harmonię*. Innym razem znowu skupiał
czasony, te tajemnicze cząstki czasu, albo usiłował zagęścić
przestrzeń lub rozrzedzić czas [czy to aby możliwe? ] Lub gdy
naprawdę był już bardzo znudzony, czy też kiedy nie mógł zasnąć
odkształcał i deformował materialne kształty przedmiotów, podobnie
jak czynił to Salwador Dali na swoich obrazach. Niekiedy też
rozmyślał co będzie gdy postawi naprzeciw siebie dwa lustra. ciąg
dalszy tu
27 01 2008
Już wkrótce
większość netarian potrafiła bez problemów wchodzić w inną
przestrzeń, zwaną nadprzestrzenią, albo przestrzenią wspólnego
umysłu, a także "przestrzenią wspólnego snu". Ale
potrzebowali jeszcze wracać do materialnego świata, zwanego przez
nich światem iluzji, do swoich materialnych ciał,.Awatar po powrocie
łączył się z ciałem, co było niezbędne w celu pobrania odpowiedniej
ilości energii niezbędnej do podtrzymania życia w tamtym
nadprzestrzennym świecie. Próby kontroli netu przez państwo
zaniepokoiły ich, choć państwo z zupełnie innego powodu chciało
objąć kontrolą internet. Chodziło o dodatkowe daniny bo poziom
życia władz i administracji państwa niestety odbiegał jeszcze od
poziomu życia jakim cieszyli się przedstawiciele rządzących w innych
bardziej rozwiniętych państwach -autonomiach A przy okazji o
zablokowanie nieprawomyślnych i zagrażających bezpieczeństwu władzy
treści
MĄDRY ZRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ I
BEZPIECZNE TREŚCI
głosiło jedno z
popularniejszych haseł propagandowych wyświetlających sie po
włączeniu komputera [ między wierszami czytaj bezpieczeństwu
grupy rządzących] Trzeba przyznać że sytuacja w państwie nie była
najlepsza, nie kończące się strajki celników i kolejki na
zablokowanych do niemożliwości granicach sprawiły, że eksport i
import towarów praktycznie zamarł
Planeta małp
2008-01-27
Wolność została zakazana
jako niebezpieczna dla zdrowia i szkodliwa. Na opakowaniach żywności
jak i paczkach papierosów widniały napisane wielkimi literami hasła:
"Wolność jest szkodliwa dla zdrowia, -wybór należy do ciebie",
takie same napisy ładnymi kolorowymi literkami w kształcie zwierząt
mogliśmy przeczytać na opakowaniach cukierków i czekolad, a także na
zabawkach dla dzieci. A gdy naukowcy udowodnili że wychodzenie z domu
jest potencjalnie niebezpieczne i może stać się przyczyną wielu
chorób a nawet wypadków, -ludzie praktycznie przestali wychodzić z
domu. A ta udomowiona, hodowana w wielkich blokowiskach planety
rasa, stawała się coraz słabsza i słabsza, ponieważ mechanizmy
obronne organizmów ludzkich malały a nawet zanikały Nauka na
planecie przypominała martwy systemem wierzeń i obrzędów, a
żaden ekspert w swojej dziedzinie wiedzy nie zrobił niczego
nadzwyczajnego, lub choćby ponad statystycznego. Dobrze jeśli wynik
ich pracy nie był gorszy wyniku poprzednika, i jedynymi sukcesami
mogli się pochwalić amatorzy, którym czasami udawało się przedrzeć
przez mur barier i przemyślnie skonstruowanych systemów ochrony,
stanowiących w istocie rodzaj mentalnych zasieków, ale byli to zwykle
zamachowcy i dyktatorzy wojskowi którzy wprowadzali reformy w
dziedzinie gospodarki i ekonomi. Były to jedyne udane reformy,
którymi planet'janie mogli się pochwalić. Mogli się pochwalić
ponieważ w ich otoczeniu nie było specjalistów i profesorów od
ekonomi, tak naprawdę to strażników starego i skostniałego
systemu obrzędów i wierzeń nie mających wiele wspólnego z
rzeczywistością. Ich zadaniem było pilnowanie aby bez względu na
fakty, obyczaje i wierzenia, w sposób nie zmieniony przetrwały
i zostały przekazane następnym pokoleniom w pod postacią tak zwanej
tradycji.
Każdy niepokorny naukowiec mający dusze badacza mógł się
liczyć z najgorszym, z wyśmianiem, zwolnieniem z pracy, i uznaniem za
szaleńca. czytaj
dalej tu
Żyje
w Twoim śnie.

Jon
chodził zdenerwowany po niewielkim mieszaniu. Nie chciał się
spóżnić do pracy, bo to w ogóle nie mieściło sie głowach starego
Dzessa i Toma.
-Tych dwóch świętych pustelników złożyło swoje
życie na ołtarzu nauki, a ja młody asystent nie wiadomo dlaczego
dopuszczony do udziału nad wielkim projektem spózniam się
kochanie- mówił do żony. Jessica jakby na złość guzdrała się przy
robieniu kanapek, a każdy jej ruch trwał według Jona całą wieczność.
-no wreszcie są- westchnął szybko i wybiegł prawie z mieszkania. - pa
kochanie, do wieczora- krzyknął jeszcze do żony zbiegając po schodach
na dół, i nie czekając nawet na odpowiedż. Jessica była bardzo
wyrozumiała dla Jona i sporo mu wybaczała, ale takich chwil bardzo
nie lubiła. Ach jaką mam wspaniałą żonę, prawdziwy skarb. I czym
sobie na nią zasłużyłem, myślał jadąc swoim czerwonym małym autem do
pracy. Starym mocno zurzytym i sfatygowanym alfiakiem. c.d.
tu
Komputerowa
dusza
albo świadomość zamieszkująca
czasoprzestrzeń -według Clarka
[czyli duch w
maszynie, ale nie De la Metra]
Arysto chodził po pokoju i
rozmyślał, rozmowa ze Żbikiem nie dawała mu spokoju.
Sam
pomysł na jaki wpadł wydawał mu się ciekawy, ale czegoś jeszcze w nim
brakowało. -Może napiszę opowiadanie fantastyczne, bo na teorię
naukową to za mało- myślał. Niby już się zrobił wieczór, i minęło
kilka godzin od ich rozmowy i Żbik dawno temu wyszedł z jego domu, a
klimat i atmosfera pozostały, w postaci śladów jakie po sobie
zostawił. -Już wiem- rozmyślał -napiszę tak: W
czarnych dziurach niby w głębokich studniach jakby ukrytych przed
światem, na samym dnie wszechświata, mieszczą się światy alternatywne
i są niedostępne dla nas. Przynajmniej dopóki żyjemy.
Ale, ... pewnego razu wybrała się ekspedycja złożona z kilku statków
kosmicznych aby zbadać wnętrze jednej z nich. Oczywiście większość
już znikła na samym początku wyprawy, krążąc dookoła czarnej dziury,
a inne zostały wciągnięte w jej bezmiar, i zamieniły się w długaśną
gumę do żucia, rozciągniętą do granic możliwości.
Ale jednemu z
nich, ... udało się jakimś cudem dolecieć na samo dno czarnej
dziury i nawet wylądować.
Poza przestrzenią świata
Nie potrafił zmienić świata, ani nawet zmienić siebie, więc
postanowił uczynić sobie coś w rodzaju kryjówki.
Kryjówki w jakiej
będzie czuł się bezpiecznie , i przez nikogo niepokojony,
będzie mógł spokojnie egzystować niejako w świecie równoległym, który
jednakże przenika się ze światami istniejącymi obok. Do tego celu
użył jakbyśmy powiedzieli dwóch sposobów. Jeden to efekt prac
jakiegoś fizyka i badacza o jakich przeczytał w gazecie.
A drugi
to pewna praktyka buddyjska. Buddyzmem i starą przed buddyjską
religią Tybetu interesował się od dawna, ponieważ wydawały mu
się podobne do filozofii która co tu będziemy ukrywać w ostatnich
latach nieco podupadła
Mianowicie postanowił stworzyć coś na wzór
FRAKTALU WEWNĘTRZNEGO DLA SIEBIE, CZYLI
zamieszkać w swojego
rodzaju “bańce powietrza”, niby w wielkim ogromnym atomie
w jakich istnienie wierzył dawno temu Demokryt.
Ile jest imion Boga
Zeszedł znowu do swojej piwnicy, a z drzwi wiodących do niej dawno
już zdjął napis: “Jaskinia Filozofów”, -bo
czasami czuł się tak mały, głupi i zły że ten napis wydawał mu się
kpiną, jeśli nie szyderstwem wobec czystej i wziosłej
myśli ludzkiej, mającej przeciez prowadzić nas na wyżyny życia.
Bo jakby się dajmy na to nagle pojawił przed nim Sokrates kiedy on by
szedł ulicą wracając z zakupami ze sklepu do domu, trzymając w dłoni
wypchaną reklamówkę, albo przechodził z łazienki do kuchni idąc
korytarzem swojego domu, i ten Sokrates stanął przed nim zastępując
mu drogę i zapytał, czy jego myśli i słowa są prawdziwe, ale tak
naprawdę prawdziwe prawdziwe, i czy służą po drugie dobru, to miałby
całą chmarę wątpliwości, i stałby tak oniemiały niby samotne
pozbawione liści drzewo wśród stada wron i kruków gdzieś na
jesiennym szarym i ponurym o tej porze roku polu, bojąc się że w tym
stanie zobaczy go żona albo dzieci, ten Sokrates i pozostawił
by go tak samego samiuśkiego, otoczonęgo, żeby nie powiedzieć
spowitego albo osnutego osnutego niby we mgle, w tej chmurze
wątpliwoiści i niewiedzy, spod której wydobywały by się jakby jedynie
myśli powtarzane przez niego w nieskończość,
Wielolustrza i smuga cienia
Rozmawiali w prawie pustym już o tej porze pabie, siedząc niedaleko okna, przy jedynym zajętym stoliku. On usiłował ich porzekonać do swoich racji , ale Zygmunt "Społeczeństwo", i Czesław "Państwo" mieli własne, skamieniałe dosyć wizję świata, będąc zatwardziałymi socjalistami. -Socjalizm ? Jakaż to skrajna niewiara w człowieka- mówił do nich ze szklanką mocnego piwa w ręku którym, przepijał whisky z nalewką czereśniową przyrządzany przez barmana w proporcji zwykle jeden do dwóch, a oni uśmiechali się głupawo, jakby chcieli powiedzieć -my tam swoje wiemy, i nie przekonasz nas. Po chwili milczenia spowodowanego zwątpieniem swoich rozmówców, gdy się tylko zebrał do kupy i wziął w garść, uspokojony Angelus z delikatnym, niemniej widocznym uśmiechem na ustach, tłumaczył im i wyjaśniał jak doszło do tego z czym mamy do czynienia dziś. I tak,
Nie rozumiał tej całej zabawy pana Boga, który niby dla
żartu ukrywał się przed nami i grał w chowanego, -jak to określił
kiedyś Einstein. W środę elektron jest polem, w piątek cząstką, w
sobotę zaś falą, a w niedziele zupełnie sobie znika, tak jakby
miał wychodne, niby przedwojenna służąca [ co powiedział jakiś
słynny fizyk ]. -Czy dlatego że mamy się pozbyć nadmiernie sztywnego
postrzegania świata?- zastanwiał się. Siedział nieraz całymi
wieczorami w swojej piwnicy, w tych starych i porwanych
ubraniach, i rozmyślał nad naturą świata i ukrywającego się za swoim
dziełem, niby za niby artysta za namalowanym przez siebie oibrazem
Boga. Raz myślał ze świat jest podobny do wielkiego balona
Fraktalnego a z jego na pozór gładkiej albo mocno pomarszczonej
powierzchni niby fraktale “wyrastały” inne małe baloniki
jak pęcherzyki powietrza, takie same będące mini kopiami tego dużego,
albo też zawierające w sobie wszechpotencjalność wszystkich
możliwości dziania się.
Dlaczego się przed nami
ukrywasz?
-bo w Twoje istnienie nie wątpi nikt
Żona
czekając na męża weszła do kuchni, i sądząc z wyrazu jej twarzy
była delikatnie mówiąc niezbyt zadowolona. Ale tym razem była
niezadowolona nie z tego że znowu musi mu odgrzewać kolację, ale że
on nie zwraca na nią uwagi. Już dawno zdradził mnie na rzecz tych
swoich fantastycznych teorii z pogranicza religii, mistyki i nauki,
myślała chodząc po kuchni zrezygnowana. Poznali się na studiach. On
jako najlepszy student wydziału fizyki w miejscowym
uniwersytecie. Ona jako raczej średnia studentka matematyki.
Spotkali się pewnego kwietniowego dnia na schodach uczelni, a rozmowa
jak w takich przypadkach zwykle bywa zaczęła się dość banalnie. On
ubrany śmiesznie i zupełnie niemodnie, w kraciastą żółtą [!] koszulę
i brzydkiego koloru kiepsko skrojony garnitur, na dodatek z
garbem wiszącym na plecach, nie wyglądał ciekawie i pomyślał
że nie wypadł w jej oczach zbyt dobrze.
UCZTA
Dziewczyna była wysoko,
cała ubrana na czarno , i miała długie, brązowe włosy.
Opowiadała mu że widziała Mozarello.
Ootóż z tego co mówiła
wynikało ze Mozarllo chodził po blokowych przedmieściach Krakowa,
porzuciwszy wszelką nadzieję. Od czterech dni nic nie jadł, przestał
też wierzyć że znajdzie człowieka który pożyczy mu choćby złotówkę,
choć do uczniów Diogenesa bynajmniej się nie zaliczał. Mozart
przechodząc w okolicy szpitala na prokocimiu dostrzegł strażaków
lejących sikawkami okna dziecęcego oddziału transplantologii i w
pierwszej chwili pomyślał ze zapewne ma halucynację spowodowane
niedożywieniem i osłabieniem organizmu wynikającym z głodu. Albo po
prostu zwariował. Jak mu wyjaśniła starsza pani obserwująca wszystko
z chodnika, - zepsuła się klimatyzacja-, a on to słuchał wyjaśnień
sympatycznej staruszki, to ukradkiem podtrzymywał spodnie jedną ręką
aby mu nie opadły, w drugiej trzymał palącego się papierosa. Zguba
się odnalazła, Plato wiec natychmiast zadzwonił do Sokrata aby go
poinformować o tym że ich wspólny przyjaciel żyje i ma się w miarę
dobrze, http://freebooki.cba.pl/future.html
XXX
Mając dużo wolnego czasu myślał
stojąc na parkingu przed Zakopianką. Gdzie właśnie dostał parę
dni temu pracę. Dokładniej należałoby napisać że stał przed centrum
handlowym o nazwie „Zakopianka”, położonym niedaleko
ulicy Zakopiańskiej, od którego to centrum wzięło nazwę, a samo
centrum składało się w zasadzie na zespół kilku
marketów.
Praca nie była zbyt wysoko płatna, zaledwie pięć złotych
na godzinę, ale lepsze to niż siedzenie w domu i liczenie
godzin które mijają. Czasu w pracy miał naprawdę wiele, zamiatając
asfalt przed marketem modlił się, palił papierosy i przede wszystkim
rozmyślał. A oprócz tego mógł układać opowiadania i rozważać teorię
filozoficzne. Teraz zamiatając niedopałki przed drzwiami wejściowymi
do budynku zastanawiał się jak Karol Darwin Wnuk mógł wpaść na
taki genialny i prosty pomysł.
-Właśnie- zastanawiał się
-dlaczego wszyscy, praktycznie wszyscy i to prawie bez wyjątku,
zaczynamy od punktu zero, tego magicznego punktu „o” lub
punktu jeden, zwanego też punktem początku. Wiadomo że nie o liczby
tu chodzi, ale o początek, [bo do teorii pitagorejczyków, mówiącej że
świat jest liczbą, i że wszystkie byty tak naprawdę są „liczbą”,
-specjalnie przekonany nie był, choć zgadzał się za pomocą jakiejś
liczby można wyrazić każdy istniejący we wszechświecie obiekt, a
jeśli chodzi o poglądy pitgorejczyków to te wywodzące się z
wnuczek starego Freuda
Kto by zresztą zaprogramował tak fantastyczny system informatyczny
jaki stanowił nasz genetyczny kod? I gdy tak patrzył w dalekie
gwiazdy, a na dworze było już dawno ciemno, wtedy matka
wołała go na kolacje -synu krzyczała w jego stronę, czas na kolację,
samymi gwiazdami się przecież nie najesz-. Wtedy mały wnuczek Karola
szedł tak powoli jak tylko mógł do kuchni, i siadał przy stole,
naprzeciw okna, tak aby móc dalej obserwować niebo.
Będąc jeszcze
dzieckiem dzieckiem, napisał krótkie opowiadanie, a właściwie
nowelkę
zatytułowaną “Mechanika Kwantowa
i jej ukryty Twórca”
W tym opowiadaniu Bóg dla
zasady kosmicznego żartu, skrywa się przed człowiekiem, aby go
nauczyć że przywiązanie do czegokolwiek, łącznie nawet z wiarą w
istnienie Boga, jak i do Niego samego nie jest rzeczą właściwą.
Ponieważ przywiązanie ogranicza nas, sprawia nawet że jesteśmy jak
uwięzieni, im więcej mamy przywiązań tym bardziej jesteśmy
ograniczeni. Ale mało tego, On nie lubi też gdy się w nadmiernym
stopniu lubimy oddzielać się od reszty wszechświata. Gramy jako jedna
drużyna, jakby chciał powiedzieć. Jako jedna kosmiczna drużyna i
strzelamy do jednej kosmicznej bramki, nie oddzielając się bez powodu
i nadmiernie, ani też nie odrzucamy swojej niepowtarzalności.
Całość złożona z poszczególnych świadomych siebie fragmentów, niby
niebo pełne gwiazd, albo ogród pełen najpiękniejszych drzew i
kwiatów. -Puść więc wszystko, niech niby woda przepływa przez
ciebie doświadczanie świata i porzuć wszystko- jakby
mówił do ludzi, a może i do wszystkich istot.
Raport z Czerwonego Domu
ZWANY TEŻ RAPORTEM Z MAISONE ROUGE -tu autor musi powiedzieć kilka słów w jak sposób dowiedział się o RAPORCIE Z CZERWONEGO DOMU. A więc pierwszy raz miało to miejsce jakieś dwa lata temu, gdy kupił DAILY MAILA ponieważ dołączona do niego jakaś płyta zaintersowała go. Płyta okazała sie pomyłką, i nie był to ten zespół o którym myślał, lecz znalazł w gazecie kilka ciekawych artykułów. Jeden o koncercie Leonarda Cohena gdzieś w szkockich górach, drugi o młodych siostrach Jagerównach, córkach Mica Jagera, i o Amy Winehouse. Wśród nich był też i artykuł na temat RAPORTU. Kolejny raz zetchnął sie z raportem przegądając portal internetowy PARDON, latem tego roku.Powrócmy jednak do dalszych losów Czeremchy, i Europy.
Spotkali sie we pewnego wrześniowego dnia 1944 roku w Strasburgu, kiedy wszyscy wiedzieli że wojna jest już przegrana. -Dlaczego przegrali? myslał Czeremcha -To jest dobrze postanowione pytanie, a ja nawet powiedziałbym że właściwie postawione pytanie.
No właśnie, przecież popierali ich najważniejsi bankierzy świata, a i wielcy przemysłowcy trzymali za nich kciuki, i sypali pieniędzmi kiedy te były im potrzebne. Stworzyć jedno wielkie światowe państwo to marzenie większości urzędników i wielkich bankierów, przecież nie powiecie że ak nie jest. A na pewno nie zaprzeczycie. Po co pożyczać pieniądze milionom małych ciułaczy, kiedy można jednemu, po co zajmować się setkami tysięcy wkładów, wierzycieli i kont, a zamiast rozpraszać własnośc skupiać ją, I wtedy wystarczy tylko jedno konto, i to takie którego właściele zarządzają cudzymi pieniędfzmi bez żadnych konsekwencji za swoje czyny, no bo nikt nie jest za nie odpowiedzialny, a więc staje się kimś w rodzaju administratora wieczystego, dożywotniego.
Lazurowa komnata
Siedział w pomieszczeniu na czwartym piętrze wieży [gdzie mieszkał zanim przeniósł się do swojej Lazurowej Komnaty ] i wyglądał przez niewielkie okno, spoglądając na dwa sporych rozmiarów wzgórza, z położonymi na ich szczytach klasztorami. Na jednym wzgórzu tym bliżej niego i bardziej po lewo, stała buddyjska świątynia szkoły tradycji kagyu, której głową był Jego Świątobliwość XV albo XIV Karmapa czego niestety nigdy nie mógł spamiętać, choć był na ceremonii Czarnej Korony z jego właśnie udziałem, jaka miała miejsce w tej świątyni zaledwie kilka lat wcześniej, poznał go osobiście a sam Karmapa zrobił na nim bardzo dobre wrażenie. Na drugim wzgórzu, nieco bardziej oddalonym i spowitym w wiecznej mgle, niby słynne wzgórze Wudang, mieściła sie świątynia Odwiecznego Bonu z przesympatycznym, młodym i niezwykle energicznym lamą Luntokiem jako jej zarządcą. Klasztory były bardzo podobne do siebie, choć jeden z nich sprawiał wrażenie czerwonego gdy na niego patrzył, a w drugim dominowała niepodzielnie ciemna sepia, prawie niezauważalnie przechodząca w kolory gliniastej ziemi jakiej peło było dookoła i surowe szare skały. Tu i tam kamień glina i drewno. No i świetna ręczna robota, która rzucała sie wszędzie w oczy w rzeżbionym kamieniu i drewnie. Nie, nie taka na pewno wspaniała, jaką możemy zobaczyć w Nepalu, a już szczególnie w Katmandu, ale dość fachowa i zdradzająca rękę dobrego rzemieślnika, który zna swoje rzemiosło.
kot w butach
Tymczasem otworzyły się drzwi supermarketu, i do środka, nie mniej ni więcej wszedł Kot w Butach*. Ukłonił się grzecznie siedzącym przy kasie sympatycznym, młodym dziewczynom, i skierował wprost do działu z owocami, które co tu dużo mówiąc uwielbiał.
-Dzień dobry pęknym damom- powiedział z niesłychaną gracją, skłaniając sie lekko jak na dobrze urodzonego kota przystało, i zamiatając swoim pięknym czerwonym kapeluszem z kruczym piórkiem brudną nieco podłogę marketu, uśmiechając się przy tym delikatnie do ładniejszej z nich. A gdy piękne młode damy coś odpowiedziały, a przynajmniej tak się mogło wydawać, a co brzmiało mniej więcej jak -hm- dodał -Czy macie może smaczliwkę?- co powiedział przyglądając się uważnie kasjerkom spod przymruzonych odrobinę powiek, choć wiedział że dziewięćdziesiąt dziewięć procent pracowników wielkich sieci handlowych nie wie o jaki owoc chodzi. Co bynajmniej wcale nie przeszkadzało mu wdać się w miłą pogawędkę z dziewczynami z marketu, a wręcz przeciwnie, bowiem rozmowy z dobrze wychowanymi ludżmi cenił sobie nade wszystko, a z ładnymi kobietami w szczególności.
OPOWIADANIA
FUTURYSTYCZNE Czarownica wynajęta przez
Zygmunta Starego i mazowieckich panów aby ich otruć wzięła
pieniądze i owszem, ale o wszystkim powiedziała braciom,. Gdy
trucizna przestała działać bracia znikali jak przysłowiowa kamfora,
teleportując się do innej galaktyki. Każdy z turystów obładowany był
całą masą przewodników po rasach wraz z informacjami czy dane rasy
mogą się ze sobą łączyć i mieć potomstwo, co jadają a co jest dla
nich szkodliwe, i tak dalej. Na końcu kosmicznych przewodników
umieszczany bywały tabelki na których łatwo to wszystko można było
sprawdzić podobnie jak i kursy walut, opisy stopów z których zrobione
były monety. Sporym zainteresowaniem cieszyły się też
przewodniki po kamieniach szlachetnych wszechświata.
Arysto spał,
a do następnego miejsca lądowania był jeszcze cały ziemski miesiąc
według rachuby słonecznej. Trzydzieści dni, pasażerowie spali więc,
a kiedy się budzili spacerowali po pokładzie, rozmawiając ze
sobą. Kiedy Arysto spał przyśniło mu się że rozmawia z
Montekiuszem, po chwili dołączył do nich Uczeń Platona.
Monteskiusz dzielił się z nimi swoimi spostrzeżeniami, dotyczącymi
systemów politycznych i praw panujących na planetach.
ZBIÓR OPOWIADAŃ

Krótką
notkę na mój temat znajdziesz tu dookola
mnie lub na stronie
foto
|
|
|
|
|
|
|
CZARNY MESJASZ NADCHODZI Nakarmić banki Bankierzy wraz z politykami postanowili pewnego dnia zbudować komunistyczne królestwo na Ziemi. I to po raz kolejny. -Niech wszystko stanie się wspólne -powiedzieli. To znaczy tak naprawdę państwowe, a tą wspólną własnością będą zarządzali, oczywiście w imieniu ludu, politycy, i razem z nimi "najlepsi" czyli najbogatsi bankierzy. Są mądrzejsi i wiedzą lepiej. Wiedzą lepiej co zrobić z twoimi pieniędzmi i z twoimi dziećmi. Ty nic nie wiesz, i tego uczą cię od przymusowego przedszkola, kiedy dzieci w wieku trzech lat idą na przymusową indoktrynację, aby je przeprogramować Wszyscy zapewne wiedzą że ludzie biedni praktycznie od zawsze, pod warunkiem oczywiście że są uczciwi i nie zepsuci opowiadają się za wolnym rynkiem i wolną wymianą. Wolny rynek, wolna wola, ale najpierw wolność słowa i wolne umowy. Dobra, w porządku, zagalopowałam się. Chodzi o to że biedni są zwykle za lewicą Kiedy się już dorobią, co niekiedy niektórym się przecież udaje, zauważają że już mają już tyle ile potrzebują i teraz zamiast więcej zarabiać powinni raczej zwrócić uwagę na ochranianie tego co mają. Im stają się coraz bardziej bogatsi i bogatsi tym bardziej przypada im do gustu prawicowy socjalizm. Wiecie dobrze o czym mówię, struktury regulację, pozwolenia i koncesję, -czyli stary Saturn w akcji -myślała Suu, robiąc rano śniadanie w kuchni Nic do niego nie docierało, biegał po kuchni zachwycony, wykrzykując co chwilę do żony -spójrz kochanie, dziś właśnie obudziliśmy się w nowym .świecie. Zobaczysz co zrobi rząd, tylko poczekaj! Rozumiesz, roboty interwencyjne i te sprawy. Zabierze pieniądze najbogatszym i rozda potrzebującym ich biedakom- Gadał tak od paru dni, zupełnie jakby był nakręcony. Gadał od czasu kiedy Przywódca wygrał wybory, a ona i dzieci udawali że mu wierzą, choć wysyłali, gdy nie widział, w swoją stronę ironiczne uśmiechy.
WIOSENNE ŚWIĘTO ABORCJI Co za nieszczęście jest być dzieckiem dzisiaj -myślał idąc pustą o tej porze ulicą podziemnego miasta. Jedno dziecko przypadało średnio na sto albo nawet na dwieście osób starszych, i musiało je wszystkie wyżyć. Prawie cała praca została już dawno zautomatyzowana, ale kontrolowanie tego całego elektronicznego badziewia zajmowało sporo czasu. A jeden człowiek miał na swoim oku zwykle co najmniej kilkanaście stanowisk pracy, położonych w różnych częściach miasta, i musiał to wszystko kontrolować. Tam gdzie ludzka praca była tańsza zamiast robotów pracowali ludzie. Ludzie zamiatali ulicę i dostarczali żywność starszym i chorym do ich domów. Do tego ciągnąca się od lat, wojna polska -turecka potrzebowała ciągle nowych ludzi i to w wieku produkcyjnym, czyli najbardziej wartościowych. Niestety roboty na wojnie wszystkiego za ludzi wykonać nie mogły. Ludzie kręcili się po sklepach i robili zakupy przed wiosennym świętem aborcji. Paranoja. Najpierw rząd na skutek unijnych nalegań i potem światowego rządu, wprowadził wiosenne święto aborcji. I to w czasie kiedy unia się już chwiała i sypała, a teraz kiedy ludzie po latach zaakceptowali w końcu wiosenne święto aborcji czczone razem ze świętem bożka deszczu, to władza zaczęła krzywo na nie patrzeć. By potem jawnie je zwalczać. Podobnie rzecz się miała z Dniem Naukowej Teologi. Powód był jeden. Tym powodem były dzieci. Prawdziwy skarb planety. Mała uwaga:Głupie i bezmyślne jak zwykle próby uregulowania życia i gospodarki do niczego dobrego nie prowadziły, podobnie było z dziećmi, bo najpierw jacyś kretyni zgodnie z "naukowymi" dogmatami wyssanymi z palca uroili sobie że jest za dużo ludzi na ziemi, i należy nas zdepopulować. Potem kretyni albo już ich dzieci, czyli następnie pokolenie ludzi władzy zobaczyło ze prawie w ogóle nie ma dzieci, i ie ma kto pracować na przyszłe pokolenia. W normalnym świecie wszystko było by w porządku chciałbyś odkładać swoje pieniądze na inwestycje i z nich na starość żyć. Jednak nie w zasranym komunizmie. W zasranym komunizmie największy łobuz i gangster który już dawno zabrał obywatelom państwo i używał go do swoich interesów i celów, okradał cię z twoich pieniędzy co miesiąc, także na emeryturę. Pieniądze odkładane na emeryturę oczywiście defraudowali i przepuszczali nie raz, a za ich głupie zabawy musiały płacić następne pokolenia. Tyle w kwestii wyjaśnienia.
Postanowili udawać Boga Było to podczas wiosennego obrzędu aborcyjnego urządzanego na część bogini każdej wiosny od czasu gdy zwyciężył na ziemi postęp. W Ameryce panował totalitarny komunizm. Ale jego nie obchodziły żadne obrzędy, a szczególnie już obrzędy czipowania i jeszcze bardziej aborcyjne. Miał je po prostu gdzieś Pamiętał jak jako dzieciak biegał z kolegami wieczorem aby z oddali oglądać odbywające się wieczorami przy ogniskach rytuały i obrzędy. Znalazł się nawet jeden zbuntowany odszczepieniec, który chodził po okolicznych wioskach i namawiał ludzi żeby przeciwstawiali się krwawym obrzędom podczas których robot składał w ofierze bóstwu wyselekcjonowanych wcześniej ludzi. Kapłani bardzo krzywo patrzyli na jego wywrotową działalność. -przecież dowiedzione zostało naukowo- mówił uśmiechając się kapłan -że gdybyśmy przestali karmić krwią kosmiczne bóstwa, czekał by nas niechybnie kataklizm i w konsekwencji zagłada Wielkiej Cywilizacji, stworzonej z takim wysiłkiem przez naszych przodków. A bóstwa potrzebują krwi, żeby mieć energię do utrzymywania planetarnych orbit i gwiezdnych cykli- Kiedy wracał do domu z rozpaloną twarzą rozmyślał nad co powiedział kapłan. Ale to było dawno. Teraz był przecież od dawna dorosły, siedział na werandzie swojego ogrodu i patrzył na swoje ulubione drzewka owocowe. [bawił się pilotem naciskając odpowiednie przyciski na jego powierzchni, tak jak włączało się kiedyś telewizor, gdy kierował przez chwilę pilota na czip umieszczony w wybranym przez siebie drzewku to rosło szybciej od innych] Ciągle się jeszcze nie mógł obudzić, a koszmar jaki śnił mu się w nocy nie dawał spokoju. - Otóż miał dzisiejszej nocy dziwny sen, jakieś wielkie żurawie wyciągały swoimi potężnymi ogromnymi łapami ludzi z domów przez okna. On we śnie przed czymś lub przed kimś uciekał, ale oni dopadli go i wyciągneli z jego kryjówki za pomocą tego właśnie żurawia, w kształcie długiej łapy. No tak, zapomniał, mamy przed sobą dwa razy po siedem chudych lat, dwa razy po siedem chudych krów. Czyli razem czternaście lat kryzysu gospodarczego, załamania i recesji. Ułożenie planet na niebie i aktywność słońca sprawiały że z inwestowaniem trzeba poczekać i lokować swój czas w odpoczynek i naukę [ lub zdobywanie wiedzy]. Siedział, i przypominał sobie rozmowę jaka prowadził poprzedniego dnia z siostrą
Przygody aktora Balladyna W niektórych stanach, komunistyczne władze ameryki wprowadzały absurdalne ograniczenia i restrykcję, podnosili też jeszcze bardziej podatki. Nie mogłeś już tam posiadać broni żeby się bronić przed bandytami, nie mogłeś nawet sobie zbudować domu bez pozwolenia na własnej ziemi. Ludzie czuli się marnie, jak nic nie warte najgorsze śmieci i chodzili sfrustrowani upijając się. I o to chodziło czerwonym rządzącym Ameryką żeby odebrać ludziom wiarę w siebie i ich wolność. Ale on czułe się dobrze żeby nie powiedzieć świetnie. Zmywał z twarzy makijaż i zdejmował sztuczną przyklejoną przed nagraniem brodę. Gdyby jeszcze nie musieli jeżdzić na te cholerne nagrania do jakiś jaskiń i pustkowi gdzieś na zasr... koniec świata. I ten język którego nie znał, Ale za to miał tyle kasy ile potrzebował, całą furę. Warunek był tylko jeden, nikt nie powinien wiedzieć co nagrywają. Jak mówiły mu służby: -wymawiaj się chłopie jak możesz, a jak cię przycisną do muru powiedz że grasz w pornosach, albo reklamach. Jasne, czy my się rozumiemy. On odpowiadał chłopakom, że - tak chłopaki, co wy, przecież ja nic nie wiem i nic nie powiem - Obudziły się wulkany i nikt nie pamięta takiej gorącej wiosny i lata które nastąpiło po niej. Gorącej oczywiście w cudzysłowie, bo wbrew epidemii paranoi związanej z tak zwanym "globalnym ociepleniem", wcale wiosna nie była cieplejsza od innych, a ci którzy obserwują pogodę i klimat uważali nawet że następuje globalne, ale ochłodzenie. I przy tym rozchwianie klimatu. Ale bali się tego powiedzieć wobec nowej inkwizycji powszechnej poprawności. Powiedzieć że global-warming jest kompletna bzdurą oznaczało często stracić prace, narazić się na szykany, a w najlepszym wypadku nie awansować przez kilka lat. Znamy takie przypadki z historii: polowania na czarownice, blużniercy twierdzący wbrew faktom bolszewickiej propagandy, to jest chciałem powiedzieć nauki że dwie sosny nie zamieniają się w jednego dęba, no może zamieniają ale nie zawsze, powiedzmy że zmieniają się ale tylko czasami...Ale, ale, co ja miałem, już wiem, aha, no wiec ta lista mogła by być bardzo długa. Wyłączył telewizor i chodził po pokoju rozmyślając.
rozmowy ze złodziejami Na początku chciałem napisać że nie jest łatwo rozmawiać ze złodziejami o ich profesji. Znałem sporo pijaków i chuliganów, i mogę nawet powiedzieć że większość moich znajomych z czasów dzieciństwa z którymi chodziłem do szkoły, lub przyjażniłem się, na tak zwanym "podwórku", została pijakami podobnie jak ich ojcowie, ale ilu z nich parało się zawodem złodziejskim tego nie wiem. Nie jest łatwo bowiem szczególnie w dość zamkniętych, prawie że hermetycznych małych środowiskach rozmawiać z ludżmi o tym. nawet jeżeli wiemy, i wszyscy w okolicy wiedzą, no może podejrzewają kto się tym trudni, sprawić żeby człowiek żyjący ze złodziejstwa ot tak zupełnie bez powodu przyznał się przed nami co robi i z czego żyje. Poświęciłem jednak trochę czasu, włożyłem w to dużo wysiłku i udało się.
podróże
po nibylandii http://www.ithink.pl/artykuly/kultura/ksiazki/podroze-po-nibylandii/
Bunt robotów http://www.ithink.pl/artykuly/kultura/ksiazki/bunt-robotow/
fragment poniżej LINKOPEDIA BIBLIOPEDIA Zbiór linków ze strony eart.cba.pl
autor opowiadań, fotografii oraz strony Zee Jop Cyberius |
Cyberius eart.cba.pl